Gra Lorey

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Gra Lorey

Pisanie by Cieniu on Pon Sty 21, 2013 10:25 am

Początek Gry
Kanako
Piękny krajobraz, duże drzewa dębowe, ozdobione bujną trawą, a to wszystko zamieszkane przez pokemony. Taka droga prowadziła do miejsca, w którym miałaś się spotkać z Scottem. Będąc bliżej celu widziałaś już pięknie kwitnące kwiaty w kolorze czerwonym i żółtym. Mimo iż widok był piękny, przyszłaś tu dla Scotta. Po kilku kolejnych krokach zobaczyłaś małą polanę obudowaną małym niskim murkiem, a przy tym napis. Napis zapewne mówił o tym miejscu, ale widząc drewniany stół z dwoma ławkami i dużym dachem nie trudno się domyśleć, że to miejsce do odpoczynku. Był tam też mały kamienny grill zabudowany tak, by nie szło go zabrać, ani by deszcz nie przeszkodził gościom, lecz nie o niego tu szło, Scott to on był tu najważniejszy. Zauważyłaś go jak siedział na ławce, a obok miał oparte kule, które pomagały mu chodzić. Zauważając Ciebie, lekko się uśmiechnął. Cieszył się, że Cię zobaczył, lecz nic chyba w tym dziwnego. Już jesteś Lo, dobrze, czekałem na Ciebie-powiedział, coś co było oczywiste, bo to on Ciebie tu ściągnął. Chce Ci coś pokazać-dodał po chwili chwytając kule do chodzenia i wstając z trudem. Przeszedł kawałek i pokazał Ci ów samochód. Wcześniej wyglądał inaczej, bo był o wiele mniej zadbany i wyglądał na jakiegoś rzęcha, a teraz wygląda przyzwoicie a nawet lepiej. Miał podpiętą przyczepę i ku twojemu zdziwieniu były tam dwa motory, twój i Scotta. Wszystko przygotowane, ciężko było nie powiem, bo mając nogi mało zdatne do użytku nie jest prosto, no ale jakoś to wyszło.-powiedział z uśmiechem. Auto było gotowe do drogi, przyczepa zamocowana, a motory stały na swoim miejscu. Brakowało tylko zabezpieczenia jednośladów, lecz tego już nie dał rady sam wykonać i miał nadzieję, że zajmiesz się tym. Wszystko jest gotowe, trzeba jeszcze tylko spiąć pasami motory, by nie nie wypadły, niestety nie dałem rady tego zrobić-powiedział kończąc smutnym głosem, gdyż chciał zrobić wszystko sam, lecz niestety niepełnosprawność nóg przeszkodziła mu w planach. Zauważyłaś, że Scott czegoś szuka, lecz nie wiedziałaś za bardzo czego, lecz tajemnica szybko się rozwiała, patrzył co robi jego psiak pokemon-Growlithe.


Lorey
Szłam powoli podziwiając okolicę. Lekki wiaterek podwiewał mi tunikę, którą założyłam do krótkich dżinsowych spodenek i sandałów rzymianek. Strój akurat na taką pogodę. Na plecach miałam plecak. Nie przepadałam za torbami. Po co tu chciał mnie ściągnąć? zastanawiałam się idąc w kierunku tabliczki. Nie czytając nawet jej kierowałam się w kierunku altany. Wszystko było tu piękne. Zaczynając od pogody po kwiaty. Widok wręcz zapierał dech w piersiach. Gdy już znalazłam się bliżej altany zauważylam chłopaka i podeszłam w jego kierunku, chciałam mu pomóc. Nie chciałam by za bardzo się męczył. I tak szybko wracał do zdrowia. Nawet lekarze są zaskoczeni. Przywitałam się z nim i poszłam we wskazynaym chłopakiem obok chłopaka. Stanełam jak wryta na widok samochodu, do tego z załadowanymi motorami. Wyjąkałam tylko Ale... Ale... Ale jak?. Obeszłam samochód dookoła przyglądając mu się, ponieważ z początku nie rozpoznałam w nim starego rzęcha którym nie raz miałam okazję kierować. Większą uwagę zwróciłam na pozycję motorów. Stały bez zarzutów. Podeszłam z powrotem do chłopaka i bacznie mu się przyglądając wysłuchałam co powie i dodałam swoje 3 grosze: Czemu to zrobiłeś? Wiedziałeś dobrze że sama sobie poradzę z załadunkiem. Wogóle po co to zrobiłeś? Nie czekając na odpowiedź wyciągnełam z bagażnika pasy i z dokładnością zaczełam zabezpieczać motory. Zaczynając od motoru swojego kończąc na jego. Czemu tak i jak je rozróżniam mimo że to identyczne modele? Jego miał na baku naklejkę z ostrzeżeniem zaś mój był lekko porysowany co się jednak w oczy nie żucało gdy nikt nie wiedział że ma jaką kolwiek rysę. Po skończonej robocie spojrzałam na chlopaka, podeszłam do niego i podążając za jego wzrokiem zauważyłam Growlithe. Wtedy sobie przypomniałam o swoim pokemonie i go wypuściłam mówiąc Pobawcie się razem Gdy już mój pok dołączy do Grow zeskanowałam obydwa i przytuliłam się do chłopaka mówiąc Nie rób tak więcej. zaskoczyłeś mnie mile. Dziękuje.

//Starałam się pisać z polskimi znakami. Mam nadzieję że Cię nie zawiodłam tą odpowiedzią//


Kanako
Pogoda choć piękna, ciężko się nią cieszyć, wiedząc iż ukochany nie może poruszać się bez kuli, ale oddać się jej na chwilę to zawsze coś. Widząc twoją reakcje i pytanie, które budziło w tobie dość duże zdziwienie, odpowiedział prosto Motory załadować to nie problem, teraz wszystko za nas robią maszyny. Autem zajął się mechanik, zrobił to bardzo tanio, a myślę, że nie wygląda najgorzej-powiedział do Ciebie uśmiechając się lekko. Głupie pytanie... Przecież wierz, że co mogę to robię, nie chce by koło mnie ludzie chodzili i robili wszystko za mnie. To co mogę chętnie robię, chce szybko wrócić do zdrowia, ale przy okazji, wykorzystać to jako doświadczenie.-odpowiedział, a w jego głosie wyczuć można było, że pytanie dla niego było bez sensu. Pokazał, że nie chce by ktoś mu usługiwał, bo stara się normalnie funkcjonować, jak normalny człowiek, mimo swojej niepełnosprawności. Przez chwilę byłaś zajęta pasami, więc Scott wykorzystał to, by odpocząć chwilę. Jego nogi nie mogły sobie pozwalać na zbyt duże przemęczenie. Po chwili, gdy skończyłaś i wróciłaś do Scotta ten lekko się uśmiechnął. Widząc, że wypuszczasz pokemona sprawiłaś radość dla małego Growlithe. Nakierowując PokeDex musiałaś chwilę poczekać, by ten spokojnie dokończył. Gdy się do niego przytuliłaś, poczuł się bardzo dobrze i szybko odpowiedział No dobra.-powiedział krótko.
PokeDex zapikał i pokazał

<center>
Snubbull
Lvl: 5,oo%
Znak Astralny: Berserk
Charakter: Pokemon optymistycznie podchodzący do świata. Jest on wierny i jeżeli zaufa trenerowi, potrafi zrobić dla niego wszystko, lecz pierw musi zaufać. To, że jest mało ufny może być początkowo przeszkodą, lecz możliwą do pokonania. Pokemon lubi zabawę, sprawia mu to przyjemność, a jego szczęście wtedy rośnie.
Abillity: Intimidate
Ataki: Ice Fang, Fire Fang, Thunder Fang, Tackle, Scary Face, Tail Whip, Charm


Growlithe
Lvl: 5,oo%
Znak Astralny: Seraph
Charakter: Typowy pokemon przytulanka, lecz mimo tego potrafi być bardzo agresywny i walczyć o swoje. Po wypadku, dodawał trenerowi dużo otuchy, a dla Scotta, zrobi praktycznie wszystko. Lubi on walki i chętnie w nich uczestniczy, lecz najbardziej lubi tulić się w nogę swojego trenera.
Abillity: Intimidate
Ataki: Bite, Roar</center>
Po ów informacji, Scott chwycił za kule i powoli ruszył w stronę auta. Growlithe, choć.-powiedział będąc już blisko. Gdy był już przy wozie, oparł się, by móc drugą ręką otworzyć drzwi, a ów plan wykonał i po chwili mógł siedzieć w aucie z Growlithe na kolanach. No siadaj i jedziemy, na co czekasz? -rzucił humorystycznie. czekając na twoją reakcję.
___
Jest Git. Sorry, że tak późno odpis daje. Miałem mało czasu, a potrzebowałem go trochę, by usiąść i zrobić skan. Znalazłem go więcej, więc dałem odpis, sorry, że trochę krótko.



Lorey
Stałam chwilę rozkoszując się wiaterkiem lekko powiewającym chciałam tak stać przytulona do chłopaka gdy się od niego odsunęłam powiedziałam: Ehh kotek wiem ale też nie chce żebyś za bardzo sie przemeczal. Jak potrzebujesz pomocy wiesz ze możesz na mnie liczyć wiec mów i proś o co chcesz powiedziałam do chłopaka. Przez chwilę obserwowałam zabawę pokemonów jednak gdy Scott się już zbierał do samochodu gwizdnęłam na swoją Snobbull pokazałam by wsiadła do samochodu otwierając jej tylne drzwi. Widząc że chłopak chce wsiąść do samochodu podeszłam i chciałam mu drzwi otworzyć ale powstrzymałam odruch bo wiedziałam że będzie na mnie zły z tego powodu. Gdy Grow się usadowiła na kolanach chłopaka, obeszłam przyczepę sprawdzając czy motory są dobrze przymocowane potrząchając nimi. Stałam jeszcze tak chwilę tęsknię patrząc na powiewające na wietrze kwiaty gdy z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka. Rzuciłam Idę już idę. Spojrzałam jeszcze raz na okolicę i wsiadłam na miejsce kierowcy patrząc czy mój pokemon siedzi spokojnie na tylnej kanapie, po czym spytałam się radosnym głosem To gdzie jedziemy?. Chciałam jechać jak najdalej i w końcu usiąść na motorze, pojechać gdzieś na nim i odpocząć od tego co mnie otacza. Oddać się prędkości. Odpaliłam samochód w oczekiwaniu na odpowiedź. Wrzuciłan na luz jeszcze raz patrząc czy wszystko jest na miejscu. Chłopak był to najważniejsze, nasze pokemony są. Patrzę na tylną kanapę i pytam chłopaka Są kaski i ubrania na motor? Wszystko jest? Wzrokiem ogarniam jeszcze raz okolicę i wzdycham tęsknię. Kochałam naturę i kontakt z nią.

//nie chcę nic mówić ale ataki muszą być po angielsku, niestety//





Ostatnie Posty
Lorey
Hej gdzie z ta spluwa... A co niby mielismy zrobic skoro dzrewo na drodze sie zwalilo i nie ma drogi powrotu...? najerzylam sie i wsciekla atakowalam typa slowami. Odwrocilam sie plecami do niego zawolalam Bulli i czekalam na chlopakow az oni sie rusza i wrocimy do samochodu. Nie mialam zamiaru byc mila dla typa.


Mozaika
Scott jednak przytrzymał Cię za ramię, nie byłaś pewna, czy dlatego, że byłaś jego oparciem, czy dlatego, że słuchał faceta.
Wkrótce zagadka się rozwiązała- Scott zapytał:
- Co to za potwór, o którym pan mówi? Mieliśmy zamiar nocować przy lesie w aucie...- dodał i słuchał odpowiedzi.
- To Ursaring. Ktoś zabrał jej chyba młode, bo szuka ich wszędzie i charakterystycznie nawołuje. Jest strasznie wściekła. Lepiej zmykajcie do hotelu.
Kiedy poszedł, odważyłaś się spojrzeć na chłopca ze swoich snów.
Jego oczy były roziskrzone. Ciekawe, co tym razem wymyślił...


Lorey
Nie patrz tak. Boje sie ciebie a znaczy sie mysli krazacych cie po glowie. zasmiala sie do chlopaka. Polozyla swoja dlon na jego i powiedziala Idziemy do hotelu. Nie ma bata ze bede spala w samochodzie bo sie nie wyspie i bede marudzila. spojrzala na niego srogo. Zawolala Bully do siebie.


Mozaika
- A jeśli znajdziemy młode? Może pomożemy...- zaczął Scott, ale leśniczy gwałtownie mu przerwał:
- Nawet o tym nie myśl, młody człowieku. W tej chwili stąd odejdźcie. I żebym Was więcej nie widział.
Scott nieco oklapł, ale ostatecznie zabraliście się wszyscy w stronę miasteczka. Kiedy wysiadłaś z auta, a za Tobą Bulls, ujrzałaś typowy, miałomiasteczkowy hotelik, taki niebieski z żółtymi firankami w oknach.

Pani w recepcji była wyjątkowo miła i zapronowała wam pokoik dla narzeczonych. Scott z wielką ochotą go przyjął i oto już po chwili byliście w pokoju, na najwyższej kondygnacji. Sami na tym piętrze, choć słyszałaś czasem niewyraźne dźwięki. Może to myszy gdzieś chrobotały.
Grow poszedł położyć się w nogach łóżka, Bully zwiedzała łazieneczkę.


Lorey
Rozejrzalam sie po pokoju i pierwsze co to zucilam sie na wyro nawet nie patrzac w zadne swoje odbicie. Pewnie wygladalam jak sto nieszczesc. Zwrocilam sie do chlopaka.
Kotek ktora godzina? I co bedziemy robic? wymamrotalam dosc wyraznie po koldre na lozku.
avatar
Cieniu
Admin

Male Liczba postów : 3448
Birthday : 07/04/1991
Join date : 16/01/2013
Age : 26
Skąd : Śródziemie

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach