Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Zern on Wto Lis 26, 2013 7:01 pm

A więc tak, jestem jaki jestem. Odpis raczej jeden dziennie będzie, ale to tak najgorzej. Dobra zaczynamy

Kod:
[b]Imię i nazwisko postaci: [/b]
[b]Wiek: [/b]
[b]Wygląd: [/b]
[b]Charakter: [/b]
[b]Historia: [/b]
[b]Cel: [/b]
[b]Towarzysz: [/b]
[b]Rywal: [/b]
[b]Prośba: [/b]
[b]Zjawiska nie pokemonowe: [/b]
Jbc, to ostatnie to po prostu tak albo nie. Biega o to czy chcesz np by ci Hulk spadł z nieba czy nie


Ostatnio zmieniony przez Zern dnia Wto Lis 26, 2013 7:27 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Zern

Male Liczba postów : 1883
Birthday : 03/04/1994
Join date : 23/10/2013
Age : 23
Skąd : Lager

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Lucy on Wto Lis 26, 2013 7:08 pm

Imię i nazwisko postaci: Lucy Scarlet
Wiek: 18
Wygląd: Tutaj Very Happy
Charakter: Leniwa, Miła, Sprawiedliwa, Nieśmiała, Nerwowa, Roztrzepana.
Historia: Lucy wychowywała się w Jubilife city. Jednak z powodu tego, że woli książki od ludzi nie miała praktycznie żadnych przyjaciół. Mimo tego nie brakowało jej tego. Jednak tak naprawdę był jeszcze jeden powód dla którego nie miała przyjaciół. Jej lewa ręką była... inna. Demoniczna. Wynikało to z tego, ze miała dziwnych rodziców. Zawsze ukrywała ją pod bandażami, ale było troche widać, że jest inna. Lubiła też rysować. Często pod wieczór wychodziła z domu szkicować. Chowała się w krzakach i rysowała pokemony. Marzyła o tym by narywać wszystkie pokemony w tym legendarne. podczas tych wyjść poznałam jednego pokemona. Była to skitty. Zaprzyjaźniłam się z nim i często razem z nim spędzałam czas. Jednak z powodu jej ręki zdobyła paru wrogów. Wkrótce jeden z nich dowiedział się o tym. Pewnego dnia Lucy wstała dość wcześnie. Odłosniła żaluzje w pokoju i zaczęła szukać czegoś do ubrania się w samej bieliźnie. Po chwili ubrała się w normalne ubranie. Po śniadaniu poszłam na łąkę gdzie zawsze była jednak tym razem jej nie było. Postanowiłam jej poszukać. Jednak nie było jej. Było jeszcze jedno miejsce w którym nie sprawdzałam- jej norka. Jednak widok jaki zobaczyłam przeraził mnie. Norka była cała we krwi razem ze skitty, a raczej z tego co z niej zostało. Byłam przerażona. Udało mi się powstrzymać odruch wymiotny.
- Kto mógł to zrobić?
Jednak znalazłam kartkę z dziwnym charakterem pisma. Jakby ktoś się bardzo śpieszył. Na nim tez była krew. Szybko przeczytałam treść:
" Demoniczna Łapo.
Mam nadzieję, ze podoba ci się mój mały prezent trochę się z nim namęczyłem. Jednak było warto bo efekt końcowy był świetny. Żałuje, ze nie widzę teraz ciebie. Pewnie opłakujesz śmierć swojego kochanego małego pokemona. Ale to dopiero początek. Zamienię twoje życie w piekło.
Podpisano: Claude"
Kiedy to przeczytałam byłam strasznie smutna i jednocześnie zdenerwowana. Płakałam z gniewu i bólu. Nie obchodziło mnie, że patrzą na mnie kiedy wracam do domu przez miasto. Spotkałam nawet Luffy'iego, ale nie zwracałam na to uwagi. Ale znając życie, nie przejął się tym, ze płaczę Weszłam do domu z wielkim rozmachem. Mama trochę się przez to przestraszyła.
- Lucy. Co się stało, że o mały włos nie wywalasz drzwi z nawiasów wchodząc?
Spojrzałam na nią.
- Nienawidzę ludzi- wrzasnęłam na cały dom
Wtedy dopiero ojciec oderwał się od gazety i spojrzał na mnie. Był małomówny więc wskazał tylko siedzenie obok siebie. Usiadałam razem z matką. Była ona demonem, która przybrała postać kobiety, ale miała normalne ręce. Natomiast ojciec był łowcą demonów i kiedy mieli walczyć ze sobą na śmierć to oni zamiast tego zakochali się w sobie.
- Powiedz nam dokładnie co się stało?- spytał
Opowiedziałam wszystko ze szczegółami. Kiedy skończyłam rozpłakałam się jeszcze bardziej. Na szczęście po 5 minutach rodzicom udało się mnie uspokoić.
- Dzwonie na policję w tej sprawie.- powiedział ojciec i poszedł do salonu po telefon.
W tym samym czasie ktoś zapukał. Jak się okazało był to Luffy.
- Siemka. Minęłaś mnie na ulicy płacząc wiec pomyślałem, że coś musiało się stać.
Lekki uśmiech zagościł na mej twarzy. Moja mama na chwile wstała i poszła po coś. Po chwili wróciła z pudełkiem. Podała je mi
- Profesor Rowan dał mi to dzisiaj rano. Kazał przekazać.
Postawiła pudełko przede mną. Otworzyłam je. Było tam standardowe wyposażenie trenera i jeden pokeball, który był obwiązany wstążką. Przeczuwałam, ze musi być tam pokemon więc uwolniłam stworka. Okazało się, ze był to Absol. Patrzył na nas swoimi czerwonymi oczami i zdawał się być zły na cały swiat.
- Oooo. Super...Masz coś co wygląda jak wilk.- podekscytował się Luffy
- To Absol- wyjaśniłam mu.
Pokemon po mału do mnie podszedł i usiadł przy mnie prosząc o głaskanie
-A jednak masz emocje tylko je ukrywasz-szepnęłam do pokemona.
I tak zaczęła się moja przygoda z Absol i Luffym.
Cel: Pomagam pokemonom i narysować je.
Towarzysz: Luffy
Rywal: Claude
Prośba: O ciekawe przygody Very Happy
Zjawiska nie pokemonowe: Duchy, zjawy i inne rzeczy z piekła rodem.
avatar
Lucy

Female Liczba postów : 717
Join date : 26/11/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by BloodyCookie on Wto Lis 26, 2013 10:26 pm

Imię i nazwisko postaci: Marshall Hawk
Wiek: 19
Wygląd: Proszę.
Charakter: Zimny, bywa leniwy, opanowany, często udaje kogoś kim nie jest. Chowa się za maską miłego, przyjaznego chłopaka.
Historia:
Dobra, chyba wypadało by zacząć od początku. No... tylko właściwie gdzie zaczyna się ten początek? Każdy może to interpretować jak chce. Jako, że osobą, która to pisze jestem ja to zacznę od tego, że urodziło się dziecko *oklaski*. Tak, brawo. Dziecko to przyszło na świat w prywatnym szpitalu. Jeśli kogoś to interesuję należał on do jednej z bogatszych rodzin w Nowym Jorku. Był to chłopiec. Podczas porodu matce nic się nie stało, dziecku z resztą też, było ono w pełni zdrowe. Cóż, nic nadzwyczajnego z wyjątkiem tego, że rodzina miało dużo hajsuuuu. A jak dobrze wiemy czasami pieniądze to moc. W tym przypadku się przydały, zatrudnienie najlepszych lekarzy, dobrego sprzętu etc. Było bowiem wiadome od dawna, że ciąża jest zagrożona i jest mała szansa, że chłopiec, dziecko przeżyje. Tak więc całe te pieniądz włożone w szpital nie poszły na marne. Wszystko dalej potoczyło się jak w normalnej rodzinie. Taaaa, normalnej...
Chłopak podrósł miał już całe pięć lat. Zaczął naukę w domu, jak, wcześniej niż inne dzieci. Jak się można było tego spodziewać nie szło mu to za dobrze, a chęci również brakowało. Lecz po staraniach miłej pani, która go uczyła, postanowił wziąć się do pracy. Już wtedy rozumiał, że nie mieszka w normalnej rodzinie. Często przyjeżdżali tu obcy, nie żeby było w tym coś dziwnego, ale zawsze przywozili coś w bagażniku. Jakiś... worek?
Po kolejnych dziesięciu latach przyzwyczaił się już absolutnie do wszystkiego co się działo wokół niego. Zaczynając od śmierdzących worków, po częste strzały w okolicy skończywszy na nagłych zniknięciach kogoś z jego otoczenia. Warto wspomnieć, że Marshall uczęszczał teraz do normalnej szkoły. Mógł uczyć się w domu, ale przebywanie wśród rówieśników wydawało mu się lepszym wyjściem. Jego ojciec był wiecznie zajęty, praca. A matka? Matki miał już powoli dość, traktowała go jak male dziecko mimo, że miał JUŻ 15 LAT! Z tego powodu często uciekał z domu, do znajomych. A tych miał kilku. Nigdy nie chwalił się tym, że jest bogaty. Wręcz przeciwnie nigdy niczego nie chciał (w przeciwieństwie do innych wychowywanych w podobnych rodzinach rozpieszczonych bachorów). Później zaczynały się kłopoty. Kłótnie z ojcem, problemy z nauką... taki wiek. Chłopak zaczynał próbować różnych rzeczy, wychodził na imprezy etc. Jego życie było monotonne, wagary, kłótnia, alkohol, sen i tak w kółko. Do czasu...
Kiedy po prawie tygodniowej nieobecności wrócił do domu nie zastał nikogo. W całym domu, nie... willi było ciemno i pusto. Po ciemku przedostał się do gabinetu ojca. Zapalił światło. Wszędzie krew, a na środku pokoju leży ciało w prawie zaschniętej kałuży krwi. Po obejrzeniu ciała zobaczył w nim dziury po pociskach... a zatem morderstwo, tak? Świetnie, to gdzie jest reszta? Nagle w gabinecie zgasło światło, po omacku wyszedł starając się ominąć leżące na ziemi zwłoki. Na korytarzu światło również nie działało. Gdyby nie to, że znał ten cały dom na pamięć  to pewnie zgubiłby się tu po ciemku. Jakoś udało mu się cało dotrzeć tam gdzie chciał i ponownie włączyć zasilanie. I teraz to zobaczył... na ścianach krew, wszędzie pełno ciał. Po czym usłyszał głosy i zobaczył ludzi z bronią. Odruchowo rzucił się do ucieczki za sobą słyszał tylko odgłosy strzałów. Wybiegł z domu, na ulice a później biegł jeszcze długo. Aż wpadł na samochód kolegi ojca i samego mężczyznę. Ten wytłumaczył mu wszystko. Powiązania jego rodziny z mafią, że jego ojciec zrobił się niewygodny i to przez to się go pozbyli.
Minęły 3 długie lata. Przez ten czas młody Hawk dogadał się z tą samą mafią co sprzątnęła mu ojca. Pracował teraz dla nich, ale był zwykłym pionkiem. Jednak łatwiej mu było teraz dokonać zemsty. No i przy okazji zapewniało mu to jakąś ochronę.
Cel: Zemsta a później się zobaczy
Towarzysz: Może później się coś da xD
Rywal: Nie
Prośba: Dawaj jak zwykle xD
Zjawiska nie pokemonowe: Nie, ależ skąd. Chce normalną pokemonową przygodę... jasneeeeeee, oczywiście, że chce jak najwięcej tego co nie pokemonowe xD Dawaj co masz Very Happy

BloodyCookie

Male Liczba postów : 22
Birthday : 04/01/1995
Join date : 24/11/2013
Age : 22
Skąd : Poznań

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Zern on Wto Lis 26, 2013 10:33 pm

Stary, kuźwa! Ciebie to w ciemno biorę bo wiem że mogę ci siać mordor, trupy, dziwki etc Very Happy
avatar
Zern

Male Liczba postów : 1883
Birthday : 03/04/1994
Join date : 23/10/2013
Age : 23
Skąd : Lager

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Gokai on Pią Lis 29, 2013 2:30 pm

Imię i nazwisko postaci: Christina Damsel
Wiek: 18
Wygląd: Wysoka i dość dobrze wysportowana. Czarne włosy z dwoma czerwonymi pasemkami. Na policzku w dole ma dwie blizny jakby rozcięcia. Ma je od zawsze. Zwykle ubiera czapkę z daszkiem, bluzę i spodnie dresowe. Ten ubiór jest dla niej najluźniejszy. Nie uznaje spódniczek czy wszelkiego obuwia na obcasie.
Charakter: Na ogół dość drażliwa i pewna siebie. Często jak jest pewna swoich racji to bywa uparta. gdy coś jej zagrozi to nie zawaha się zrobić komuś krzywdy, ewentualnie zabić. Bardzo wyczulona na bezpieczeństwo swoich bliskich.
Historia: Hejka! Jestem Christina Damsel, kiedyś Nova… No właśnie, kiedyś. Dość ciężka sytuacja, ale to moje obecne życie jest moim drugim. Pamiętam doskonale wszystko co się kiedyś działo, kim byłam… No może niewiele się działo. Główne co się uczyłam przez 200 lat… Uczyłam, uczyłam i uczyłam, nic więcej… A potem mój całkiem spokojny tryb życia zniszczyło jedno: wojna. I to nie taka zwyczajna, tak zwana wojna światów. Konserwatywni ich opiekunowie sprzeciwili się wybierającym – moim rodzicom, a więc też po części mnie. Nie byliśmy jednak bez wsparcia. Każda strona gromadziła swoje siły i… wybuchła wojna. Efektem było totalne zniszczenie wielu światów lub ich uszkodzenie. Też brałam w tym udział, musiałam… Nie potrafiłam jeszcze do konca zapanować nad mocami, ale pomagałam ile miałam sił… Właśnie, ile miałam sił… W pewnym czasie miałam dość, chciałam to wszystko zakończyć bo bitew nie było końca. Moje imię Nova… Znaczy wybuchowa. Jako że we mnie zderzały się dwa zupełnie inne rodzaje energii rodziców to moje moce były dość destrukcyjne. Udało mi się dostać w sam środek armii wroga. Jakież było ich zdziwienie… A potem przerażenie. Uwolniłam z siebie całą moją energię. Moje ponoć niezniszczalne ciało nie wytrzymało takiego przepływu mocy. Zginęłam….
Ale co tu pitolić o tym, kim kiedyś byłam. Potęgą? Może i tak! Wybierającym opiekunów? Tak, ale nic jeszcze z tego nie robiłam. Z czystym sumieniem więc mogę nazwać siebie szczęśliwym człowiekiem, gdyż tamtego już nie ma i to życie o wiele bardziej mi się podoba. Kochający rodzice, młodszy brat… No może jeszcze potajemna majsterkowania w opuszczonej chałupie w lesie, ale lepiej by nikt tam nie właził. Zabezpieczenia tam potrafią mocno potraktować… Chociaż chyba zrobię małą autodestrukcję. Czemu? Chcę wyruszyć w podróż. Ha! Dostałam na moje osiemnaste urodziny pokemona - Absola. Wielki pieszczoch. Przynajmniej będę miała kogo poniańczyć. Ostatni dzień w domu. Ruszyłam, by zniszczyć swoją całą dotychczasową robotę. Nie było mi żal… Jak dotarłam na miejsce jednak zaskoczenie. Całe moje zabezpieczenia wzięły w łeb. Ktoś je zniszczył. Ale kto? Musiałby mieć Metagrosa, albo mewtwo by dać sobie z tym radę…
- Kto tu jest?! – pytam się na wejściu podrażniona.
Gromadzę w dłoni trochę paraliżującej energii. Nie widać tego i starczy przyłożenie i ktoś już leży bez większych możliwości ruchu. No i to jedna z silniejszych rzeczy jakie jestem w stanie zrobić. Niewielki ślad po moim poprzednim życiu, chociaż nie narzekam. Przynajmniej lepiej sobie radzę.
Cel: Bycie jak najlepszą trenerką, dowiedzenie się jak skończyła się wojna, ewentualne całkowite odzyskanie dawnych mocy i ciała.
Towarzysz: proszę patrzeć do próśb
Rywal: kogo mi tam wymyślisz
Prośba: Pokemon chłopaka może niech będzie Mewtwo. Z czasem proszę by moc postaci się rozwijała ale by w pewnym czasie pojawił się limit, gdyż ludzkie ciało nie wytrzyma więcej i trzeba je jakoś zmienić(tu można wykorzystać cel odzyskania dawnego ciała)
Zjawiska nie pokemonowe: Oczywiście, że tak. Mieszankę Ryukendo z Power Rangers najlepiej ^O^

Gokai

Liczba postów : 3599
Birthday : 01/10/1997
Join date : 04/04/2013
Age : 19

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Lizzy on Pon Gru 09, 2013 11:43 pm

Imię i nazwisko postaci: Lizzy Deon
Wiek: 19 lat
Wygląd: : Niebieskie włosy! Niebieska bluza! Niebieski mózg! Brązowe oczy okalają długie rzęsy. Na nosie spoczywają okulary, wiecznie ześlizgujące się na czubek owej części twarzy dziewczyny. Niezbyt wysoka, jakieś 163 cm wzrostu, szczupła i wiotka sylwetka, sympatyczny uśmiech. Lekko utyka gdy biegnie, jakby w ostatnim czasie skręciła kostkę. Ubiera się w luźne i wygodne ubrania, raczej nie przywiązuje wagi do ubioru,zwykle związuje włosy w luźną kitkę.
Charakter: Dziwna czasami, energiczna dziewczyna o wesołym usposobieniu. Niesamowicie gadatliwa, momentami aż irytuje swoim zapędem do gadania. Nie ma uprzedzeń do nikogo,stara się nie oceniać po wyglądzie czy pierwszym spotkaniu. Lubi przesiadywać nad wodą i pływać, śmieje się nieco jak wariat. Nigdy nie miała chłopaka, nie przeszkadzało jej to jednak w kontaktach z płcią brzydszą. Zawsze miała kolegów, jednak dla niej miłość to miłość - albo na zawsze, albo spadaj. Do pokemonów nastawiona przyjaźnie, lubi ich towarzystwo, często z nimi rozmawia. Znaczy się, mówi do nich, ciężko bowiem o odpowiedź... W każdym razie niesamowicie ciężko się z nią o coś pokłócić - sama wyciąga rękę do zgody, nawet gdy wina jest nie po jej stronie i obraca wszystko w żart. Bywa jednak wścibska i impulsywna, często najpierw coś powie, a dopiero potem pomyśli, czego potem bardzo żałuje.
Historia: Urodziła się w Fuschia City. Jako jedynaczka, córka Amelii i Jamesa Deonów, obserwowała rodziców, którzy dzień w dzień wychodzili wcześnie rano, wracali późnym wieczorem, na początku zostawiająć ją z nianią, następnie - samą w domu. Początkowo bardzo niewiele wiedziała na temat Pokemonów, w miarę jednak, jak rosła, przemierzając przedmieścia i polany, natykała się na nowe gatunki. Uwielbiała przebywać z Pokemonami, czy to dzikimi, czy swoich przyjaciół.Sama jednak nie miała żadnego. Jeszcze żaden Pokemon nie przyciągnął jej na tyle, by go złapać. Wszystko szło doskonale. Skończyła piętnaście lat, miała przyjaciół, szkołę, świetne oceny. Brakowało jej jednego - rodziców. Właśnie tak, nigdy tak naprawdę nie widziała ich dłużej niż kilka godzin dziennie. Nie jezdzili na wakacje. Nie zazdrościła jednak innym rówieśnikom - Dzięki braku zainteresowania zyskała wolność, jedyną w swoim rodzaju swobodę. Znała każdy zakątek miasta, slumsów, przedmieści. Każdy uliczny Pokemon podbiegał do niej ufnie w oczekiwaniu aż ta klęknie i da mu jakiś smakołyk, czy też pogłaszcze go za uchem. To była sobota, gdy stwierdziła, że ma dosyć. Spakowała plecak i wyszła z domu oknem w pokoju. Pobiegła przed siebie. Schronienie znalazła u przyjaciela- Connora, który przywitał ją jak rodzinę. Mieszkała u niego przez pewien czas. Tego dnia, gdy weszła do jego mieszkania, otrzymała spóźniony prezent urodzinowy - Pokemona Chimchara. Spędziłą tam dwa miesiące, po czym wyruszyła łąpać nowe pokemony, ewoluować je i przeżywać przygodę życia z ukochanym Spiritem u boku.
Cel: Zwiedzać. Zwiedzać i łapać.
Towarzysz: A wymyśl sobie jakiegoś chłopaczka :DZdaję się na Ciebie
Rywal: Może na razie brak
Prośba: Hmmm... Niech bęzie fajnie. Tak po Twojemu.
Zjawiska nie pokemonowe: Tak :3
avatar
Lizzy

Liczba postów : 394
Join date : 21/11/2013
Skąd : Fuschia City

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Zwierzak on Wto Gru 10, 2013 10:25 pm

Imię/Nazwisko/Ksywa Postaci: Marek Natanek
Wiek postaci: 22
Charakter: Dziwny czasami, energiczny chłopak o wesołym usposobieniu. Niesamowicie gadatliwy, momentami aż irytuje swoim zapędem do gadania. Nie ma uprzedzeń do nikogo,stara się nie oceniać po wyglądzie czy pierwszym spotkaniu. Lubi przesiadywać nad wodą i pływać, śmieje się nieco jak wariat. Nigdy nie miał dziewczyny, nie przeszkadzało mu to jednak w kontaktach z płcią pięknom. Zawsze miał koleżanki, jednak dla niego miłość to miłość - albo na zawsze, albo spadaj. Do pokemonów nastawiony przyjaźnie, lubi ich towarzystwo, często z nimi rozmawia. Znaczy się, mówi do nich, ciężko bowiem o odpowiedź... W każdym razie niesamowicie ciężko się z nim o coś pokłócić - sam wyciąga rękę do zgody, nawet gdy wina jest nie po jego stronie i obraca wszystko w żart. Bywa jednak wścibski i impulsywny, często najpierw coś powie, a dopiero potem pomyśli, czego potem bardzo żałuje.
Wygląd:
Towarzysze: brak
Profesja Postaci:Koordynator
Starter: Caterpie
Historia: Urodził się w małym miasteczku w Kanto. Jako jedynak, syn Amelii i Jamesa Natanków, obserwował rodziców, którzy dzień w dzień wychodzili wcześnie rano, wracali późnym wieczorem, na początku zostawiając go z nianią, następnie - samego w domu. Początkowo bardzo niewiele wiedział na temat Pokemonów, w miarę jednak, jak rósł, przemierzając przedmieścia i polany, natykał się na nowe gatunki. Uwielbiał przebywać z Pokemonami, czy to dzikimi, czy swoich przyjaciół. Sam jednak nie miała żadnego. Jeszcze żaden Pokemon nie przyciągnął jego na tyle, by go złapać. Wszystko szło doskonale. Skończył piętnaście lat, miał przyjaciół, szkołę, świetne oceny. Brakowało jednego - rodziców. Właśnie tak, nigdy tak naprawdę nie widział ich dłużej niż kilka godzin dziennie. Nie jeździli na wakacje. Nie zazdrościł jednak innym rówieśnikom - Dzięki braku zainteresowania zyskał wolność, jedyną w swoim rodzaju swobodę. Znał każdy zakątek miasta, slumsów, przedmieść. Każdy uliczny Pokemon podbiegał do niego ufnie w oczekiwaniu aż ten klęknie i da mu jakiś smakołyk, czy też pogłaszcze go za uchem. To była sobota, gdy stwierdził, że ma dosyć. Spakował plecak i wyszedł z domu oknem w pokoju. Pobiegł przed siebie. Schronienie znalazł u przyjaciela- Connora, który przywitał go jak rodzinę. Mieszkał u niego przez pewien czas. Tego dnia, gdy wszedł do jego mieszkania, otrzymał spóźniony prezent urodzinowy - Pokemona Caterpie. Spędził tam dwa miesiące, po czym wyruszył łapać nowe pokemony, ewoluować je i przeżywać przygodę życia z ukochanym Pokemonem u boku.

Cele:Schwytać każdego pokemona robaka na świecie oraz wiele innych jak i zostawać super Koordynatorem
Prośby: Brak
Zjawiska nie pokemonowe: Bardzo chętnie :3

Zwierzak

Liczba postów : 2
Join date : 10/12/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Ajra on Wto Gru 17, 2013 1:48 pm

Imię i nazwisko postaci: Caroline Forbs
Wiek: 23 lata
Wygląd:

Charakter:
Nieustępliwa. Nauczyła się tego na studiach. Każdy widział w niej potencjał, ale przeszkadzał jej w realizowaniu marzeń. Jak czegoś się podejmie to wykona. Zazwyczaj jest nieśmiała, tylko niektórzy dotarli do jej wnętrza i poznali na tyle, że jest przy nich rozgadana. Nierzadko zdarza się, że jest wybuchowa i nadpobudliwa. Zazwyczaj gdy spotka Smoki bądż Legendarne pokemony. Potrafi wtedy dać z siebie wszystko aby przelać swoją wiedzę i zaprzyjaźnić się z pokemonem.
Historia:
Właśnie zakończył się kolejny rok akademicki na największym i najstarszym uniwersytecie w regionie Hoeen. Młoda absolwentka Caroline z Wydziału Nauk o Behawioryzmie Pokemonów obroniła pracę magisterską w Zakładzie Smoczych i Legendarnych Pokemonów. Udało jej się to, jednak nie było to łatwe. Na każdym kroku spotykała się z nieuprzejmością profesorów czy też wspólnie z nią się uczących ludzi. Nie przejęła się tym i dalej dążyła do celu. Pewna pani profesor zapowiedziała, że otrzyma ona stanowisko asystenta i będzie mogła zacząć pracę naukową nad swoim doktoratem. Niestety w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego zmieniło się bardzo dużo. Zamknięto wiele małych uczelni, które były nastawione na pogłębianie wiedzy o stworzeniach żyjących wokół nas. Wiązało się to również ze zmniejszeniem etatów na uniwersytecie Caroline. Musiała wrócić do swojego rodzinnego domu, bo w stolicy nie było dla niej pracy. Tam podjęła pracę jako nauczycielka w szkole średniej z przedmiotu Podstawy Życia Pokemonów. Uczniowie uwielbiali te zajęcia, dziewczyna potrafiła przekazać nawet najnudniejsze informacje w taki sposób, że młodzież była zadowolona. Chociaż trochę czuła się spełniona. Po kilku tygodniach doszły do niej informacje, że rząd planuje ogólnoświatową interwencję przeciwko wielu gatunkom pokemonów. Tłumaczyli się dobrem społeczeństwa. Głównym ich celem było jednak wykorzystanie naturalnych środowisk życia stworzeń dla pozyskiwania surowców naturalnych. Cel działań tych nie był znany. Wielu wyznawców teorii spiskowych mówili o broni zagłady, kolonizacji innych planet czy zawładniecie władzy nad światem przez jakiegoś szalonego naukowca lub maniaka.
W pewno niedzielne popołudnie w domu Caroline wydarzyła się tragedia. Podczas obiadu do jej domu włamali się bandyci uzbrojeni od stóp do głów. Wszędzie pojawił się gęsty i duszący dym. Rodzice oraz brat dziewczyny zostali porwani natychmiastowo. Usłyszała tylko ich krzyki przed tym jak straciła przytomność. Gdy ją odzyskała znajdowała się w zimnym pokoju. Nie było w nim nic oprócz niej samej oraz małego stolika, na którym leżały jej pokeballe z pokemonami. Po długim oczekiwaniu przyszedł do niej wysoki i niezbyt umięśniony mężczyzna o kruczoczarnych włosach i zielonych włosach. Jego twarz była blada, a sam wyglądał na około pięćdziesiąt lat.
- Widzę, że już się ocknęłaś. To bardzo dobrze. Mam dla ciebie pewne zadanie. Musisz odnaleźć dla mnie 8 zaginionych artefaktów kluczy. Rozsiane one są po całym świecie, a nawet i dalej. Wszystkie znajdują się w tajemniczych i trudno dostępnych miejscach. Ale w końcu nie po to zostałaś wybrana spośród wszystkich kandydatów zabranych przez nasz wspaniały rząd. Nie pytaj o nic, bo nie od tego jesteś. Musisz to wykonać. W przeciwnym razie twojej rodzinie stanie się mała krzywda. Nie posiadamy pełnych informacji o tym gdzie się one znajdują, lecz mamy kilka poszlak. Jeden z kluczy znajduje się całkiem niedaleko, a już wysoko w górach niedaleko miasta Blackthorn. Nie powiem, gdzie teraz jesteś, bo było by to zbyt niebezpieczne. Pozostawimy ciebie z całym ekwipunkiem gdzieś w okolicy. Mam nadzieję, że zrozumiałaś, bo więcej nie będę powtarzać. A tak – czas! Myślę, że kilka miesięcy Ci starczy. My też nie mamy czasu, w końcu każdy gra w grę na śmierć i życie. Nie tylko my pragniemy posiąść ten skarb. Wiadomo nam o przynajmniej dwóch innych równie dużych organizacjach jak nasza. A i co dzień pojawiają się nowi indywidualni gracze, ale zazwyczaj szybko giną lub znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. To my z tobą będziemy się kontaktować za pomocą specjalnie przeprogramowanemu pokedexowi. Chyba, że sama odkryjesz miejsce położenia nowego artefaktu. To i tak Ciebie znajdziemy.
Po krótkim monologu, którego nie dało się przerwać żadnym zapytaniem mężczyzna odszedł. Po nim do sali weszła pielęgniarka trzymająca w ręku strzykawkę. Szybkim i stanowczym ruchem wbiła ją w szyję Caroline. Ta natychmiast opadła na ziemię. Po kilku godzinach obudziła się pod drzewem na skraju lasu. Przy sobie miała torbę z czterema pokeballami swoich stworzeń oraz puste, pokedex z wbudowanym małym komputerem do odbierania wiadomości. Jedna już w nim była „ Obserwujemy Ciebie i mamy na oku. Lepiej nie zepsuj tego zadania”. W oddali znajdowały się rozmazane szczyty górskie.
Cel: Zebrać osiem artefaktów, dowiedzieć się o co w tej rozgrywce chodzi, poznać prawdę do czego służą owe skarby, przeżyć prawdopodobnie szykującą się wojnę
Towarzysz: na razie brak, ale wszystko w twoich rękach
Rywal: dość zagmatwana sprawa. Wstępnie to ludzie, którzy ją porwali. Jednak pojawiały się kolejne tego typu organizacja. A może mnie właśnie ta dobra porwała? Liczę na inwencję, poddam się wszystkiemu
Prośba: ofc. gram ze starą KP. I to chyba nie prośba, tylko informacja.
Zjawiska nie pokemonowe: Mogą być. Ale nie Hulk ... A takie statki powietrzne, broń itp. Jakby trochę futurystyczny świat.
avatar
Ajra

Female Liczba postów : 175
Join date : 22/01/2013
Skąd : biorą się dzieci?

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Wojas021 on Pią Lut 28, 2014 4:43 pm

Imię i nazwisko postaci: Rafael Grammer
Wiek: 21 lat
Wygląd:
Charakter: Rafael jest osoba bardzo wytrwałą, a zarazem sentymentalną. Denerwuje się kiedy ktoś obala jego argumenty, nawet jeśli są błędne. Ma wielkie serce, potrafi zrozumieć zarówno przyjaciół jak i wrogów. Z natury jest samotnikiem, lubi chadzać własnymi ścieżkami, nie przeraża go nadmiar pracy. Nie znosi krętactwa, ani chamstwa. Jest wybitnym indywidualistą, wszystko chce robić po swojemu. Ma cechy przywódcy. Niechętnie podporządkowuje się poleceniom innych. Jego silna wola i nieustępliwość pozwalają mu zjednać sobie zwolenników jak i przeciwników.
Historia:
Kanto, Pallet Town, podziemne laboratorium w willi Grammer'ów
- Gotowe? Możemy zaczynać? - zapytał mężczyzna ubrany w biały laboratoryjny fartuch stojąc przy panelu sterowania.
- Myślę, że tak. To nasza pierwsza próba, która zarazem może zrewolucjonizować świat - odpowiedziała wysoka, piękna kobieta również ubrana w fartuch. - Sprawdzę, jeszcze tylko ich parametry życiowe i... będziemy mogli zaczynać - dodała podchodząc do kapsuł wypełnionych zielonkawym płynem, w którym zanurzone były dwa różne stworzenia zwane Pokemonami. Gdy już wszystko było w stu procentach gotowe kiwnęła głową w stronę mężczyzny. Wcisnął kilka przycisków na panelu, po czym odwrócił się w stronę kapsuł. Płyn zaczął bulgotać, a następnie zaczęło sączyć się stamtąd oślepiające światło. Obydwoje szybko założyli okulary ochronne, które zarazem pozwalały im wszystko widzieć. Pokemony były w letargu i nie czuły żadnego bólu związanego z całym procesem. Podczas całej akcji mężczyzna kilka razy zmieniał coś na panelu, a kobieta obserwowała uważnie ich funkcje życiowe. W końcu proces się zakończył.
- Udało nam się? - zapytał z niedowierzaniem widząc efekty.
- Tak Rio, udało nam się. Udało nam się stworzyć całkiem nowego Pokemona. - odparła Elizabeth drżącym głosem. W trzeciej kapsule, która znajdowała się pośrodku pozostałych dwóch znajdowała się całkiem nowa istota. Pozostałym dwóm nic nie było. Elizabeth szybko podbiegła, by sprawdzić jej funkcje życiowe.
- Funkcje życiowe w normie, proces kopiowania DNA dwóch form życia w celu stworzenia całkiem nowej istoty uważam za zakończony. - zakomunikowała poważnym tonem, ale w którym dało się wyczuć dumę z osiągnięcia. Nagle zza ich pleców zdały się słyszeć brawa. Obydwoje zamarli w bezruchu jakby zostali sparaliżowani.
- Brawo! Wspaniałe osiągnięcie! - powiedział elegancko ubrany mężczyzna podążając w ich kierunku w obstawie czterech ochroniarzy ubranych w służbowe uniformy i z zasłoniętymi twarzami. - Cieszę się, że udało wam się stworzyć tak wspaniały okaz. Jest wręcz imponujący, idealny do mojego planu. Nazwę go... Genesect. - powiedział facet okrążając nowo powstałego pokemona. Rio ruszył już w jego kierunku wyciągając pokeball, lecz nagle ni stąd ni zowąd zaroiło się od ludzi w mundurach z herbem podobnym do tego, jakie nosił Team Plasma tyle, że zamiast litery "P" widniała tam litera "N". Otoczyli oni wraz ze swoimi pokemonami dwójkę młodych laborantów, po czym za pomocą electro web'u uwięzili ich.
- Nie wolno ci! To nie jest twój pokemon! Poza tym nic nie wiadomo o jego zachowaniu! On jest nasz! - krzyczał Rio próbując się uwolnić z sieci. Jednak na nic to się zdało.
- Mnie wolno wszystko! A dzięki temu pokemonowi Team Neo zgłębi - z waszą pomocą oczywiście - istotę tworzenia nowych pokemonów, ich mutacji, kombinacji, uodparniania na wszystkie możliwe ataki. Stworzymy armię, dzięki której nikt i nic nas nie powstrzyma! Nawet sam Arceus będzie musiał uznać naszą wyższość. - zachwycał się swoim genialnym planem, który już właściwie zrealizował w myśli.
- Nie możesz tego zrobić, Alexandrze, po prostu nie możesz... - próbowała zmienić jeszcze jego decyzję, lecz głos zaczął się jej łamać.
- Wiedziałem, że nie można ci ufać! Od początku to wszystko zaplanowałeś. Zaprzyjaźniłeś się z Elizabeth udając naukowca i dzieląc się swoją wiedzą tylko po to, aby stworzyła ona dla ciebie broń... Ty draniu! - wrzasną Rio. Poziom adrenaliny w jego krwi wzrósł, rozerwał elektrosieć i wypuścił z pokeballi swoje pokemony. Lucario, Golurk, Rhyperior, Typhlosion, Blastoise i Salamance byli gotowi do walki.
- No proszę, nasz doktorek się wkurzył. - zakpił Alexander - Brać ich! Pokonać związać i przewieźć do laboratorium na obrzeżach Pewter City. - warknął do swoich ludzi, po czym sam zaczął majstrować przy panelu sterowania. Spuścił wodę z kapsuły, w której znajdował się Genesect, a potem ostrożnie małymi dawkami energii elektrycznej rozpoczął proces wybudzania. Rio próbował mu przeszkodzić, ale nie miał szans w starciu z dużo bardziej licznym oddziałem wroga. Jego pokemony szybko poległy, a Rio został pobity i związany elektrycznymi sznurami tak jak i Elizabeth, która zalała się łzami. Każde ich szarpnięcie powodowało porażenie prądem. Alex wkrótce zakończył proces wybudzania. Genesect otworzył oczy i rozejrzał się wokół, po czym rozbił kapsułę i zaczął niszczyć laboratorium.
- Doskonale... Takiej "maszyny" potrzebowałem. - mruknął z zadowoleniem i błyskawicznie sięgnął po jednego ze swoich pokeballi - Tyranitar hyper beam! - wydał polecenia swojemu pokemonowi. Ten jednym celnym strzałem powalił Genesecta, który nie był jeszcze dostatecznie wytrzymały w walce. Następnie facet rzucił w niego balla, a gdy ten tylko pochwycił pokemona z tryumfem podniósł go z ziemi i długo się weń wpatrywał.
- Mój cel jest coraz bliższy realizacji... - zaśmiał się przerażająco, po czym odwrócił się w stronę wyjścia zamiatając swoim czarnym, długim do ziemi płaszczem. - Zmywamy się stąd.
~*~
Kanto, Akademia Bitew Pokemon w Viridian, 3 miesiące po wydarzeniach w willi.
- A teraz drodzy absolwenci czas się pożegnać. Miło mi było was wszystkich uczyć, choć nie zawsze byliście grzeczni. Zapewne jednak nie macie ochoty mnie więcej słuchać, w końcu to wasz ostatni dzień tutaj i po 10 ciężkich miesiącach znów spotkacie i usłyszycie swoich rodziców. Różnie to bywało, ale mam nadzieję, że miło będziecie wspominać czas spędzony tutaj, bo ja na pewno. - zakończył dyrektor akademii z szerokim uśmiechem, za co tłumy absolwentów, a także innych uczniów nagrodziły go gromkimi brawami. Był lubiany i szanowany przez wszystkich, a sama akademia była jedną z najlepszych na całym świecie. Mnóstwo znamienitych trenerów uczyło się tutaj trudnej sztuki walk pokemon, a teraz do tej grupy, którzy ją ukończyli tę szkołę mogli zaliczyć się Rafael, Keith, Alexis i Akiza. Czwórka przyjaciół, których początki wcale nie były łatwe. Można powiedzieć, że na początku nie znosili się. W każdym razie Rafael i Keith nie darzyli się zbyt wielką sympatią. Później już jednak wszystko się wyklarowało, kiedy to dziewczyny zostały porwane. Keith znał je znacznie dłużej od Rafaela, który początkowo o niczym nie wiedział. Ruszył im na ratunek i wszystko szło zgodnie z planem do momentu, kiedy to dotarł do dziewczyn okazało się, że oprawców było znacznie więcej niż przypuszczał. 4 na 1. Niezbyt korzystny układ sił. Kiedy doszło do potyczki i wydawałoby się, że Keith zostanie pokonany, a potem Bóg wie co z nim zrobią pojawił się Rafael i pomógł mu rozprawić się ze oprychami i uwolnić dziewczyny. Od tego czasu zaczęli się wzajemnie szanować, a podczas kolejnych kłopotów, których było masę umacniała się więź między nimi tak, że zostali przyjaciółmi. Utworzyli razem z dziewczynami Team Zeo, zespół od zadań specjalnych, który miał się właśnie rozpaść. Każdy z jego członków pochodził z innego regionu i właśnie tam wracał.
Wszyscy zaczęli masowo opuszczać salę. Rafael, Keith, Alexis i Aki także to zrobili, a gdy znaleźli się na zewnątrz westchnęli wspominając miniony czas.
- Nieźle było, co nie? - zażartował Rafael.
- Tjaa, oprócz tego, że kilka razy o mało co nie straciliśmy życia przez ciebie, nie było tak źle. - dogryzł mu Keith, a dziewczyny zachichotały. Rafael spojrzał na nich gromiącym wzrokiem, ale w końcu i on sam się roześmiał.
- Czas jednak na rozstanie... - westchneła Alexis.
- Taaa, każdy wraca do swojego domu. Być może już nigdy się nie spotkamy. - dodała Aki ze łzami w oczach.
- Na pewno jeszcze kiedyś sie spotkamy. - pocieszył ją Keith, ale i on sie zasępił nie będąc co do tego przekonany.
- Będzie mi was brakowało... Co ja gadam? - zastanowił się chwilę Rafael przywołując do głowy myśli pierwszych starć z Keithem. To nieco poprawiło humory dziewczynom.
- Lepiej już się rozdzielmy, zanim się całkowicie rozkleimy. - rzekła Akiza. Obydwie dziewczyny uściskały mocno każdego z chłopaków, a oni sami sobie podali ręce.
- Żegnajcie! - zawołali wszyscy jednocześnie i każdy udał się w swoją stronę. Rafael na południe do Palett Town, Keith do Sandgem w Sinnoh, Alex do Hoenn i rodzinnego miasta Rustboro, a Aki do Olivine w Johto. Nie przewidzieli, że ich drogi ponownie połączą się w krótkim czasie.
~*~
Kanto, Palett Town, willa Grammer'ów, kilka dni po zakończeniu roku akademickiego.
- Wróciłem! - zawołał Rafael stojąc w bramie posiadłości, lecz odpowiedziała mu jedynie głucha cisza. Nikt z radością nie wyskoczył z jego domu wołając: "Rafael, nareszcie wróciłeś do domu!" Nieco go to zasmuciło, ale szybko się pozbierał i ruszył do domu. Uchylił wielkie drzwi i wszedł do środka, gdzie także była cisza.
- Hej, jest tu kto? - zawołał Rafael przechadzając się z pokoju do pokoju w poszukiwaniu kogokolwiek. Niestety nie spotkał żywej duszy. - Co tu jest grane? - zasępił się i ruszył w ostatnie miejsce, gdzie mógł spotkać rodziców. Do podziemnego laboratorium. Widok jaki tam zastał wstrząsnął nim doszczętnie. Nie tego się spodziewał po powrocie do domu.
- Co tu się stało... - zapytał, choć wiedział, że nie otrzyma odpowiedzi. Laboratorium było doszczętnie zniszczone.
~*~
Kanto, Palett Town, willa Grammer'ów, kilka miesięcy po powrocie Rafaela do domu.
Od rozstania z przyjaciółmi i powrotu do domu minęło sporo czasu. Rafael nie zastał tu rodziców. Powiadomił o wszystkim policję, która natychmiast rozpoczęła poszukiwania zaginionych profesorów Elizabeth i Rio Grammer'ów. Niestety wszystkie ślady zostały dobrze zamaskowane. Po kilku tygodniach od zgłoszenia policja umorzyła sprawę. Rafael zamknął się w sobie do nikogo nie dzwonił, nie odbierał telefonów, z nikim nie rozmawiał nie licząc kilku miłych słów zamienionych ze sprzedawczynią w spożywczaku. Przez cały czas mieszkał w willi. Pewnej nocy, gdy nie mógł spać usłyszał kroki w domu, a następnie słowa wypowiadane przez kogoś:
- Przeszukajcie cały budynek nawet, jeśli trzeba będzie go przewrócić do góry nogami. Musimy znaleźć ten dysk z danymi.
Chłopak bez wahania podniósł się z łóżka i ubrał w swoje ulubione ciuchy, po czym ostrożnie wychynął z pokoju. Zobaczył grupę około 30 ludzi przeczesujących każde pomieszczenie cal po calu. Jeden z nich zaszedł go od tyłu i złapał za kark.
- No proszę, kogo my tu mamy. Mały szpieg! - mruknął i popychając przed sobą sprowadził po schodach na dół, gdzie postawił do przed głównym dowódcą operacji.
- Kim jesteś dzieciaku i co tutaj robisz? - zapytał stanowczo.
- To raczej ja powinienem o to zapytać. - odparł buntowniczo, za co został zdzielony w twarz, przez oficera.
- Raczej to ty już tutaj nie rządzisz! Gadaj kim jesteś, albo... - zagroził mu rozkazując swojemu Liepardowi wycelować w niego hyper beamem.
- Jestem Rafael, Rafael Grammer i mieszkam tutaj od ładnych 21 lat z przerwami. - wycedził przez zęby młodzieniec nie spuszczając z oka Lieparda. Napastnicy wesoło się uśmiechnęli.
- No, no, no kolejny Grammer. Szef będzie bardzo zadowolony, ale wcześnie pomożesz odnaleźć nam coś cennego... - urwał, gdyż coś nagle rozwaliło ścianę w pył.
- Cholera, kto tam jest! - zawołał oficer, po czym kiwnął głową na swoich ludzi, aby to sprawdzili. Każdy, kto tylko się wychylił zostawał zdjęty wodnym atakiem niczym przez zawodowego snajpera i padał zemdlony na ziemię. Gdy został tylko oficer z przerażeniem w oczach krzyknął w kierunku skąd dobiegł atak:
- Pokaż się natychmiast!
Był naprawdę przerażony. Chwilę później z mroku zaczęły się wyłaniać dwie postacie. Jedna była bardzo smukła, z długimi włosami. Druga zaś to ogromnej postawy stwór. Gdy obydwie te postacie stanęły w świetle chłopak zobaczył śliczną dziewczynę, być może nieco starszą od ciebie o brązowych włosach sięgających ramion. Drugą postacią był Blastoise, który ze swoim armat mierzył do oficera.
- Nic tutaj nie znajdziecie. Dysku tutaj nie ma, jest w bezpiecznym miejscu. A teraz zmykaj stąd, jeśli nie chcesz, bym załatwiła cię tak jak ich. - rzekła ostro, jak na tak ładna dziewczynę. Mężczyzna widząc, że to tylko dziewczyna i sądząc iż udało się jej pokonać jego podwładnych tylko dlatego, że działała z ukrycia szybkim ruchem sięgnął po pokeball. Niestety nie zdążył. Dziewczyna była szybsza i skinęła głową na Blastoisa, który wystrzelił potężnym strumieniem wody w oficera, który uderzył prosto w ścianę. Następnie zwróciła się do Rafaela z łagodnym spojrzeniem:
- Musimy stąd się ulotnić. Zaraz będzie tutaj policja. - powiedziała i zabrała go bez pytania. Po chwili znaleźli się w lesie na obrzeżach miasta. Przez chwile obydwoje milczeli, aż w końcu chłopak zdecydował się przerwać ciszę.
- Muszę ich odnaleźć i odbić. - powiedział stanowczo.
- Myślisz, że jesteś dostatecznie dobry? Przecież tak łatwo cię dorwali. Gdyby nie ja to pewnie leżałbyś tam w znacznie gorszym stanie od nich. - powiedziała temperując zapędy chłopaka.
- Nie widzieli cię, dlatego udało ci się ich pokonać. - próbował się bronić.
- No właśnie, bo podstawowym elementem każdej akcji jest dobry plan. Przez cały czas cię chroniliśmy. - z troską powiedziała dziewczyna.
- Chroniliście? Kto i jak? - zapytał zaskoczony.
- No my, ja, Red, Green, Gold, Silver, Crystal, Ruby, Saphire, Emerald, Diamond, Pearl, Platina i dwójka innych, których imion nie znam. Ja nazywam się Blue. - przywitała się dziewczyna z promiennym uśmiechem. Wyglądała znacznie bardziej przyjaźnie niż w momencie, kiedy wkroczyła do posiadłości.
- Nie wierzę...
- No to uwierz. Nie chcieliśmy się ujawniać, bo liczyliśmy, że sam ich boss tutaj przyjdzie. Niestety się myliliśmy. Jesteśmy tutaj na polecenie twych rodziców, którzy wyraźnie nam powiedzieli: "Gdyby kiedykolwiek coś nam się stało, zapewnijcie bezpieczeństwo Rafaelowi." Tak też dotrzymujemy słowa.
- Więc wiedziałaś, co się stało moim rodzicom, właściwie wszyscy wiedzieliście i nic mi nie powiedzieliście?! - wrzasnął z wściekłością.
- Powiedziałam ci, że to tylko zepsułoby nasz plan. - uspokajała go.
- Teraz tym bardziej mnie nie powstrzymasz. Idę odnaleźć rodziców! - powiedział ze stanowczością i już miał zamiar ruszać, gdy usłyszał jak wodnie armaty Blastoisa kierowane są wprost na niego.
- Wiedziałam, że do tego dojdzie. W końcu sama taka kiedyś byłam. - westchnęła Blue.
- Co chcesz przez to powiedzieć? A i jeszcze jedno, czego oni szukali? - zapytał przypominając sobie, po co cała zgraja wkroczyła do jego domu.
- Szukali dysku z danymi, które są niezbędne do procesów genetycznych jakie przeprowadzili twoi rodzice tworząc Genesecta. - odparła zmartwiona.
- Stworzyli po-pokemona?
- Tak, a dzięki danym ich szef będzie mógł ich stworzyć znacznie, znacznie więcej. Na szczęście pierwsi znaleźliśmy dysk, który jest w posiadaniu Silvera.
- Hmm, dobrze wiedzieć. A więc ruszam. - rzekł Rafael.
- Chwileczkę. - zatrzymała go jeszcze Blue - Nie jesteś gotowy, właściwie to wy wszyscy nie jesteście gotowi do starcia z Teamem Neo. Dlatego postanowiliśmy, że jeśli dowiesz się prawdy - bo to, że będziesz chciał ich odszukać to i bez tego wiedzieliśmy - zajmiemy się twoim treningiem. Od teraz przejdziesz specjalny trening z każdym z nas. Poczynając od tej dwójki, których imion nie znam, kończąc na treningu z Redem na Srebrnej Górze. I jeszcze jedno. Najpierw udaj się do Viridian City, do Akademi. Czeka tam na ciebie niespodzianka. - rzekła mrugając do niego okiem. Rafael przez chwilę się namyślał, lecz potem kiwnął głową i udał się w drogę.
- Oby tylko dali radę... Rafael, Keith, Alexis i Akiza, teraz wy tworzycie swoją historię, która uczyni z was nieśmiertelnych w pamięci wszystkich. - powiedziała sama do siebie, po czym zniknęła.

Cel: Poznać plany zespołu Neo, dowiedzieć się wszystkiego o Genesec'ie, pokonać legendarnych trenerów.
Towarzysz: Alexis Rhodes, Akiza Izinski, Keith 'Spectra Phantom" Clay (obrazki znajdziesz po wpisaniu tych imion i nazwisk w google Very Happy, co do Spectry to on jest podobny do mojej postaci)
Rywal: Takiego rywala to brak, chyba że liczymy przyjaciela czyli Keitha jako rywala no i wroga Alexandra jako rywala.
Prośba: Możesz być drugim (po Dimie) moim MG facetem u którego dobrze będzie mi się grało
Zjawiska nie pokemonowe: Cóż, zgaduję, że nie mam co liczyć na potwory pojedynków? Smile A tak to cóż... Może być jakaś magia lub coś, byle nie pierdoły jak Hulk spadający z nieba.
avatar
Wojas021

Male Liczba postów : 371
Birthday : 06/04/1995
Join date : 24/01/2013
Age : 22

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by YoghurtMalinowy on Czw Kwi 17, 2014 2:07 pm

w sumie ty przyjmujesz jeszcze czy już nie? Bo napisane, że zapisy otwarte, ale 4/4, więc nie ogarniam ^^'

YoghurtMalinowy

Liczba postów : 68
Join date : 26/03/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Zern on Czw Kwi 17, 2014 9:22 pm

taaa
avatar
Zern

Male Liczba postów : 1883
Birthday : 03/04/1994
Join date : 23/10/2013
Age : 23
Skąd : Lager

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by YoghurtMalinowy on Pią Kwi 18, 2014 11:11 am

to jest moja KP już trzeci raz wysyłana (u jednego MG nie przyjęta, a u drugiego... cóż, rozpadło nam się). Chciałabym zacząć od początku, rzecz w tym, czy ci taka KP pasuje.

YoghurtMalinowy napisał:
Imię i Nazwisko: Kunie Yan
Wiek postaci: 15
Charakter: nie mówi zbyt wiele, choć nie jest nieśmiała. Swym zachowaniem wobec innych może sprawiać wrażenie obrażonej na świat. Przyzwyczaiła się do tego, że nikt nie chce jej słuchać, więc rzadko faktyguje się aby mówić. Jest jednak ciekawska i wobec nowych osób, które wzbudzą jej zainteresowanie, nie potrafi zbyt długo utrzymywać maski obojętnej. Wciąż jednak mówi tylko tyle ile się od niej wymaga, na przykład zadając pytania. Bywa jednak, rzadko, ale zawsze, że coś jakby się w niej łamie. Potrafi wówczas dłuższy czas wyrzucać z siebie wszystko- swój żal, swoje zdanie w jakimś temacie. W zależności od sytuacji, która zmotywowała ją, by faktycznie zaczęła się wypowiadać.
Nie lubi znajdować się w grupie więcej niż trzech osób. Jednak z daleka (to jest z odległości na tyle duzej by nie liczyć się już jako część tejże grupy) lubi obserwować ludzi. Jej oczy szukają różnych szczegółów, potrafi więc zauważyć to, czego w normalnych sytuacjach ludzie w swym pośpiechu nie zauważają. Szczególnie koncentruje uwagę na osobach cichych i niesmiałych, które wydają jej się bliskie.
Wygląd: wygląd. Poza tym można powiedzieć, że jest dość niska, ba- mimo swego młodego wieku sprawia wrażenie, że już bardziej nie urośnie. Jest przeciętnie zgrabna. Najczęściej można dostrzec ją w sukience lub przylegających, ale elastycznych spodniach. Jeansów i spódniczek nie lubi. Preferuje odcienie granatu i brązu.
Towarzysze: -
Profesja Pokemon: -
Starter: wolałabym pokemona zyskać w trakcie fabuły, nawet jeśli miało by to być w przeciągu kilku pierwszych postów.
Historia: gdy zapytasz ją gdzie mieszka, w odpowiedzi pokaże duży, biało murowany dom. Zapewne wpadniesz w zachwyt i już pomyślisz, że jest córką jakiejś bogatej rodziny, jej ojciec co dzień może ją obdarować nową zabawka lub książką, matka w salonie przyjmuje przyjaciółeczki na herbacie, a sama Kunie budzi się w urzadzonej niby książęcy pokój sypialni.
Cóż, sytuacja jest zgoła inna, a ty postawisz dziewczynkę w bardzo mało komfortowej sytuacji. Nie chce cię przecież okłamywać, ale wstyd jej zaglębiać się w rodzinną historię.
Otóż jej ojciec i matka byli całkiem przeciętnymi ludźmi. Nim na świat przyszła Kunie, mieli już syna, który właśnie zaczynał robić karierę jako jeden z młodszych profesorów Pokemon. To z jego pieniędzy utrzymywała się rodzina. Zmiany przyszły, kiedy Brat wyjechał w poszukiwaniu nowych gatunków Pokemonów i został pokąsany przez jakieś jadowite stworzenie. Zmarł w przeciągu tygodnia.
Od tej pory rodzinie wiodło się znacznie gorzej. Ojciec i matka nie posiadali żadnego specjalnego wykształcenia i aż do momentu gdy ich syn zaczął pracować, w sumie ledwo wiązali koniec z końcem. Teraz te czasy znów wróciły.
Gdy rodzinie Yan groziło skończenie na bruku, siostra matki Kunie nakłoniła męża, bardzo bogatego i wpływowego człowieka, aby pozwolił państwu Yan wprowadzić się do ich ogromnego domu.
Tam żyli więc na utrzymaniu krewnych matki, nieustannie szukając sposobu na to, by móc zamieszkac na swoim.
Warto tu napomnieć, że owi krewni zarabiali prowadzac prestiżowe lekcje z przedziału tańca i spiewu dla Pokemonów, co mogło być dla niektórych wielkim atutem podczas pokazów. Dziewczyna często przyglądała sie lekcjom, wówczas też wyszło, że ma talent muzyczny. Tego talentu chwycili się kurczowo jej rodzice- Kunie miała nauczyć się gry na wszystkich instrumentach i w ten sposób wkrótce zacząć udzielać lekcji lub stanowić pomoc w instytucji swej ciotki i wuja.
Sama Kunie, choć uwielbiała muzykę, nudziła się przymusowymi lekcjami i zdecydowanie przeciwna była temu, że rodzice wybrali dla niej karierę. Chciała czegoś ambitniejszego, ale przede wszystkim pragneła móc ruszyć, jak jej rówieśnicy w swoją własną przygodę. Temu stanowczo sprzeciwiała sie matka. Straciła już jedno żądne przygód dziecko.
Kunie wytrzymała posłusznie dwa lata. Wreszcie coś pękło w niej. Planuje uciec z domu i przeżyć swoją własną przygodę. Nawiązała korespondencję z dawnym przyjacielem brata. Ten był wielkim podróżnikiem i złapał wiele Pokemonów. Obiecał złapac i dostarczyć jej jakiegoś. Teraz zostało jej już tylko wymknąć się z rozległej posiadłosci, której część korytarzy wciąż stanowi dla niej zagadkę, odnaleźć dom człowieka, o którym dotychczas tylko słyszała i... Cóż, resztę chyba trzeba ułożyć na poczekaniu.
Cele: odnalezienie informacji o tym, co dokładnie spotkało jej brata (nawet jeśli wiąże się to z podróżą w odległe, dalekie miejsca). Chciałaby też kiedyś znaleźć swoją bratnią duszę. Wiem, że to niedużo, ale myślę, że w trakcie gry sama będę podejmowała decyzje, które podsuną ci pomysł na kolejne wątki.
Prośby: jesli to możliwe, fabułę chciałabym zacząć od ucieczki z domu, nocą. Pokemona mogłaby znaleźć po drodze: albo znaleźc poza domem, albo przyczepił by się do niej jeszcze w domu, lub dopiero u osoby, którą wspomniałam w historii. Wiem, ze to troszkę może nienormalne w porównaniu do tego jak zwykle prowadzi się początek fabuły, ale jakoś tak pierwsza osoba, do której się zgłaszałam podsunęła mi ten pomysł.

YoghurtMalinowy

Liczba postów : 68
Join date : 26/03/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Zern on Sro Kwi 23, 2014 4:05 pm

K, do 24 zrobie wątek
avatar
Zern

Male Liczba postów : 1883
Birthday : 03/04/1994
Join date : 23/10/2013
Age : 23
Skąd : Lager

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Copyrade on Pon Kwi 28, 2014 7:50 pm

Imię i nazwisko postaci: Viktor Nunc
Wiek: 21
Wygląd: Avatar
Charakter:
Świat to takie stresujące miejsce, każdy ma jakiś cele, pragnienia,  kłopoty, zmartwienia i na co to komu !!?
Za dużo zmartwieni na raz. Viktor nie przejmuję się niczym, ważne jest tylko to co tu i teraz, nie przyszłość, nie problemy świata, ale czy jest co do gara włożyć. Życie jest wspaniałe a cały świat w zasięgu ręki. Trochę humoru również nie zaszkodzi a co jest zabawniejsze od tych wszystkich ludzi którzy tak bardzo się wszystkim przejmują?
Historia:
Słyszeliście kiedyś o miejscu znanym jako Omnes-Locus? Legendy mówią, że to miejsce gdzie jest przejście do każdego miejsca, każdego wymiaru a nawet do krain umarłych. Jedni przedstawiają je jako wielki labirynt z drzwiami na ścianach, inni uważają, że to puste miejsce gdzie nie ma grawitacji, a portale do różnych światów po prostu przesuwają się w losowe miejsca. Tak naprawdę Omnes-Locus wygląda jak wymarłe miasto, zbudowane tylko z kamienic, jedyne źródła świateł to latarnie z świeczkami i niewielki blask świateł z budynków, w których oknach można zobaczyć fragmenty świata do którego prowadzą drzwi wewnątrz. Panuje tam nieprzyjemny chłód oraz niesamowita niczym nie zakłóconą ciszą. Nie da się dostrzec nieba przez mgłę. Każda kamienica ma w sobie portale do świata który reprezentuje, lecz wejście do nich nie jest takie proste. Wielkie zamknięte drzwi blokują wejść i nie łatwo je otworzyć. Właśnie tu w tym dziwnym miejscu pozbawiony wspomnieni 12 letni Viktor, mając ledwie mgliste wizerunek swoich rodziców, zaczyna swą podróż. Nie znając niczego Viktor nie zdaje sobie sprawy z zagrożeni czy faktu w jak dziwnej sytuacji się znalazł, przez co nie odczuwa strachu. Są ludzie mający niesamowite szczęście, potrafią wygrać dwa razy w totka czy zgarnąć wszystkie główne nagrody z loterii, cóż przy Viktorze i tak mają pecha. Jak niskie jest prawdopodobieństwo, że wędrując miedzy losowymi miejscami zawsze znajdzie się to co się potrzebuje? Tak Viktor nie zaznał problemu z głodu, pragnieniem, schronieniem. Można powiedzieć, iż miał dar do znajdowania odpowiedniej drogi, potrafił zawsze wrócić do Omnes-Locus. Wielkie drzwi blokujące wejścia do kamienic zazwyczaj są zamknięte, mimo to Viktor zawsze znajdował takie które już były uchylone lub nawet całkowicie otwarte. Viktor spędził 3 lat swojego życia chodząc z miejsca na miejsce i szukając różnych rzeczy. Pewnego dni coś w Omnes-Locus zwróciło jego uwagę, brakowało ciszy zwykle tu panującej jakiś dźwięk rozchodził się ciemnymi ulicami. Viktor podążył za źródłem i zobaczył rzecz niespotykaną LUDZI. Dwóch rosłych mężczyzn walczących ze sobą, pierwszy z nich w szatach mnicha, niższy, przy łysawy i mający na twarzy bliznę po poparzeniu posługiwał się bułatem, natomiast drugi walczył glewią, miał długie włosy zawiązane w koński ogon, stał bokiem do Viktora a przez zamaszyste ataki ciężko było chłopcu dostrzec rysy jego twarzy. Walka nie trwała długo większy wojownik wykonał zwód z lewej po czym z całej siły zrobił obrót z wypadem odcinając głowę oponentowi. schował swą broni podszedł do ciała schylił się i zaczął je przeszukiwać. Po chwili podniósł coś warkną z niezadowolenia i odrzucił w bok. Długo włosy podszedł do jednych z drzwi wejściowych, wyją coś z kieszeni po czym otworzył je i wszedł do środka. Viktor stał jeszcze przez dobre 2-3 minuty nie wiedząc co właśnie się wydarzyło. Po chwili podszedł do ciała z nieznanych dla niego powodów coś ścisnęło mu się w żołądku. Nie wiedząc co zrobić odsuną się od zwłok i usłyszał metaliczny brzdęk. spojrzał pod nogi i zobaczył niewielki metalowy pręt zaokrąglony z jednej strony a z drugiej mający dziwne chropowate wypustki. Podniósł go trzęsącymi się rękami i dokładnie obejrzał. Nagle usłyszał głośny trzask drzwi, wtedy pierwszy raz poczuł strach. Zaczął biec uciekł do jednego ze znanych sobie światów i dopiero tam uspokoił się. Viktor znaczą się zastanawiać czym jest ten tajemniczy przedmiot który trzyma w ręku i co się przed chwilą stało. Zaczął obracać pręt w rękach i zauważył pewną rzecz. Jak patrzeć na pręt z góry ma podobny kształt do dziury w drzwi wejściowych. Viktor wrócił do Omnes-Locus aby sprawdzić swoją teorię. Znalazł zamknięte drzwi i włożył w nie pręt. Spróbował nacisnąć na klamkę aby je otworzyć jednak nie dało to żadnych efektów. zrezygnowany chwycił za przedmiot wetknięty w drzwi a ten się trochę obrócił. Viktor przekręcił pręt, coś kliknęło po czym klucz znikną. Na ręce chłopca pojawił się tatuaż z dziwnymi  symbolami a na środku ręki rzymski numer 1 (I). Viktor wszedł do kamienic i przeszedł przez drugie drzwi. Wtedy pierwszy raz został aresztowany za obnażanie się publicznie. W tym świecie byli ludzie. Przez następne 5 lat Viktor wędrował miedzy światami ludzi i choć nie mógł otwierać wszystkich kamienic klucz pozwalał wejść do dużej części z nich. Uczył się kultury, płynnej mowy w różnych językach, zasad działania społeczeństw i tym podobnych. Każdy ze światów miał jakieś problemy wojny, nietolerancje, głód, choroby, ludzi wyglądających jak kraby, czy też Justina Bibera. Ludzie wybitnie nie radzili sobie z problemami których Viktor nawet nie rozumiał. Lecz jeden świat maił pewną ciekawą odmianę, większość problemów rozwiązywano za pomocą walk miedzy istotami zwanymi pokemonami. Nie ma świata idealnego i ten nie jest wyjątkiem też miał swoje problemy. Walka miedzy pokemonów przypominają walki zwierząt zabronione w wielu światach lecz to chociaż odmiana od walk ludzi... Viktor zainteresowany światem postanowił zostać w nim na dłużej, aby dowiedzieć się jak najwięcej. Nawet sam zyskał pokemona i bazowy sprzęt z wymiany za SIG-550.
Cel: Zwiedzić świat
Towarzysz: Morty, wyśle ci
Rywal: Tak
Prośba: A powiem ci potem
Zjawiska nie pokemonowe: Oczywiście! A może nie... Nie wiem chyba mówiłem jutro a może wczoraj
W historii będę jeszcze grzebać!!


Ostatnio zmieniony przez Copyrade dnia Wto Kwi 29, 2014 6:51 pm, w całości zmieniany 6 razy
avatar
Copyrade

Male Liczba postów : 27
Join date : 28/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Zern on Pon Kwi 28, 2014 9:10 pm

ofc Viatorze
avatar
Zern

Male Liczba postów : 1883
Birthday : 03/04/1994
Join date : 23/10/2013
Age : 23
Skąd : Lager

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Nemadur on Sro Kwi 30, 2014 1:29 pm

Imię: Girnael Terrwen
Wiek: 25
Wygląd: Avatar
Charakter:
Niczym sama natura nie jest ani okrutny ani pobłażliwy. Stara się stawiać na swoim oraz pomagać tym, którzy na to zasługują. Unika bycia dowódcą i woli pracować samodzielnie w myśl zasady „zrobić dobrze to zrobić samemu”
Historia:
Głębia lasów, bezkres pustyni, rozległe równiny. Piękne miejsca gdzie Girnael się wychowywał. Jako dziecko podróżował dużo po świecie razem z rodzicami. Wychowywał się w klimatach podróży oraz obserwacji pokemonów i samej natury. Kiedy osiągnął wiek młodzieńczy poszedł na specjalne szkolenie aby pewnego dnia zostać łowcą. Strażnikiem lasów, pustyń oraz świata natury. Aby odbyć to szkolenie odszedł na tropikalną wyspę gdzieś za morzem. Tam nauczył się podstawowych technik trenowania swoich towarzyszy, poruszania się w trudnym środowisku oraz ogólnej sztuki przetrwania. W trakcie szkolenia nawiązał silną przyjaźń z Tropiusem imieniem Heliwr.
Wtedy właśnie w wolnym czasie uczył się jeździć i dosiadać Heliwra. Po kilku latach ukończył trening i stał się osobą która rozumie pokemony, oraz je broni przed niepotrzebnym okrucieństwem. Razem ze swoim wiernym kompanem powrócił do świata aby spełnić marzenie swoje i swoich rodziców o założeniu własnego safari.
Bardziej rozwinięta historia będzie, w przyszłości [WIP].
Cel: Podróżować po świecie i pewnego dnia stworzyć własne safari.
Towarzysz: Brak
Rywal: Zaskocz mnie
Prośba: Jakaś będzie
Zjawiska nie pokemonowe: Bring it on!


Ostatnio zmieniony przez Nemadur dnia Sro Kwi 30, 2014 3:06 pm, w całości zmieniany 3 razy
avatar
Nemadur

Male Liczba postów : 4
Join date : 28/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Zern on Sro Kwi 30, 2014 2:35 pm

okej
avatar
Zern

Male Liczba postów : 1883
Birthday : 03/04/1994
Join date : 23/10/2013
Age : 23
Skąd : Lager

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Averell on Wto Cze 03, 2014 12:33 am

Imię i nazwisko postaci: Averell Dalton
Wiek: 24 lata
Wygląd: Niska dziewczyna o ciemno-zielonych oczach i blond włosach z rudymi końcówkami. Wiecznie ubrana na czarno, zazwyczaj w gotyckim lub pseudo-gotyckim stylu, czasami po prostu staromodnie, acz kobieco. Na szyi zawsze nosi aksamitną obrożę ozdobną. Charakteryzują ją ciągle drżące ręce, uniemożliwiające precyzyjne ruchy dłoni.
Charakter: Dziwna i raczej odpychająca, wytwarzająca wokół siebie aurę tajemniczości i zwykłej, ludzkiej niechęci do jej osoby. Ma w zwyczaju szeptanie do samej siebie, nerwowe rozglądanie się po kątach i śmianie się w nieodpowiednich momentach. Intryguje ją czarna magia (w którą gorliwie wierzy), pokemony psychiczne oraz duchy, a także wszelkie ponure legendy z nimi związane. Niestabilna psychicznie, skora do chorych wizji i fantazji, oraz mitomanii. Nieufna do ludzi, przekonana o własnej potędze, którą zawdzięcza "przyjaciołom z tej drugiej strony".
Historia: Averell urodziła się w prostej rodzinie w Lavender Town. Dorastała w cieniu wieży pokemon, zafascynowana tematyką śmierci, zjawisk paranormalnych oraz sił nadprzyrodzonych. Większość czasu po szkole spędzała w bibliotece czytając wszystko co nawiązywało do pokemonów duchów i tych typu psychicznego, lecz największy wpływ na jej życie miała niewielka książeczka opisująca ludzi o nadzwyczajnych zdolnościach, oraz ich kontaktach z umarłymi. Od tamtej pory dziewczyna zaczęła próbować własnych sił na tym polu zbierając coraz to nowe księgi pełne zaklęć i przepisów na dziwne mikstury, a także ćwicząc się w telepatii i telekinezie (bezskutecznie jak dotąd). Nocami próbowała przyzywać zmarłych, nawiązywać kontakty z demonami. Jednak przez wiele lat, pomimo mnóstwa prób z coraz to nowymi księgami, nie zrobiła postępów i zaczęła wątpić w siebie oraz swoje możliwości. Desperacko szukając odpowiedzi na dręczące ją pytania doszła do wniosku iż poza teorią może potrzebować do swych praktyk swego rodzaju katalizatora; artefaktu wypełnionego mocą, której sama najwidoczniej nie posiada. Zmotywowana do działania spakowała tylko najpotrzebniejsze rzeczy, wyjaśniła chaotycznie i pokrótce rodzinie czemu musi wyruszyć w podróż i opuściła dom rodzinny wpierw jednak kierując własne kroki do wieży pokemon. Ze względu na swe dotychczasowe zainteresowania spędzała w niej wiele czasu i znała pokemony duchy ją zamieszkujące. Zdając sobie sprawę z trudów ją czekających postanowiła zwerbować jednego z nich na swego towarzysza i dopiero we dwójkę oddalili się od miasta.
Cel: Zdobycie nadprzyrodzonych mocy poprzez odnalezienie magicznego artefaktu, lub w jakikolwiek inny sposób. Poznanie jak największej ilości pokemonów duchów i psychicznych. Zwiedzenie nawiedzonych miejsc.
Towarzysz: Starter.
Rywal: Brak.
Prośba: Prosiłabym o mrok, zło, zagrożenie życia itd, ale bez scen akcji, pościgów i męskich wyborów. Raczej czarny humor, tańczące szkielety i zwariowane kulty zielonych ośmiornic.
Zjawiska nie pokemonowe: Tak! Najchętniej przygarnę coś Lovecraftowskiego, ale wybór należy do ciebie.

Averell

Female Liczba postów : 1
Birthday : 31/05/1990
Join date : 02/06/2014
Age : 27

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Cato123 on Pon Gru 22, 2014 9:37 pm

Imię i nazwisko postaci: Blaze Cooper
Wiek: 15
Wygląd:
Charakter: Christopher był trudnym chłopakiem. Od dziecka wpajano mu, że jest stworzony do zabijania. Stał się arogancki i bardzo pewny siebie. Uważał, że nikt nie miał prawa się z nim mierzyć. Jest bardzo cięty w języku, lubi pokazywać jaki jest silny i naśmiewa się z słabszych. Nie wiadomo z jakiego powodu, wiele osób go lubiło. Może to wina tego, że się go po prostu bali.
Historia:
Każdego roku z każdego dystryktu losuje się dwójkę dzieciaków w wieku od dwunastu do osiemnastu lat, chłopca i dziewczynkę. Dystryktów jest dwanaście, czyli dwadzieścia cztery osoby, jedzie do Kapitolu, stolicy Panem. Oczywiście zabierają swojego pokemona startera, który może pomóc im w walce na śmierć i życie. Tam przez trzy dni szkoleni są w sztuce przetrwania i walki. Drugiego dnia treningu odbywa się pokaz indywidualny – trybuci(tak zwie się zawodników) pokazują indywidualnie swoje wybrane umiejętności, a sponsorzy oceniają ich w skali od jednego do dwunastu. Jeszcze nikt nie dostał Jedenastki, a co dopiero Dwunastki. Na sam koniec jest wywiad, gdzie każdy trybut rozmawia z komentatorem przed publicznością. Potem dwadzieścia cztery osoby trafiają na oddzieloną od świata arenę, na której można znaleźć wszystko, od pokrytego lodem pustkowia, po gorące piaski pustyni. Stamtąd do domu wróci tylko jedna, ostatnia osoba utrzymana przy życiu. Zazwyczaj wygrywa ktoś z Dystryku Pierwszego, Drugiego lub Czwartego, bo tylko tam stać ludzi na szkolenie dzieci. Osoby z tych dystryktów najczęściej wiążą ze sobą sojusz, zabijają najsłabszych, a na koniec – zabijają się sami. I tak wyłania się zwycięzca. Oczywiście zdarzają się przypadki, że zawodowcy zostają zabici wcześniej i wygrywa ktoś inny. Czasem do finału dociera tylko jeden z nich i walczy z kimś z słabszych dystryktów.
***
Blaze wychował się w Dystrykcie Pierwszym, najbogatszym w Panem. Nigdy nie brakował im pieniędzy, wszyscy żyli szczęśliwie. Dzieciaki już od najmłodszych lat trenowały w specjalnej Akademii, po czym dobrowolnie zgłaszały się na Igrzyska. Myślał, że nic nie zepsuje tych pięknych chwil spędzonych z swoim starszym bratem, dobrą matką i srogim acz troskliwym ojcem.
Nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił…
Stoimy przed marmurową sceną. Ja nie skończyłem jeszcze dwunastu lat, więc nie biorę udziału w losowaniu. Jednak mój brat bierze. Może zostać wylosowany. Może się zgłosić.
Na scenę wchodzi opiekunka Dystryktu Pierwszego, Sophia Turner.
- Witam was na tegorocznym losowaniu! Za chwilę wylosujemy młodego mężczyznę i młodą kobietę, którzy wyróżnią się odwagą i determinacją na Sześćdziesiątych Dziewiątych Igrzyskach Głodowych! – uśmiechnęła się, po czym włączyła krótki montaż. Nie oglądam filmu. Co roku pokazują to samo, więc nawet się nie opłaca. Po prostu patrzę się w tył jego głowy.
Kobieta podchodzi do puli pełnej nazwisk dziewcząt. Wyciąga karteczkę, z tłumu wyrywa się krzyk. Pewnie znów się ktoś zgłosił. W naszym dystrykcie często to się zdarza. Tak samo jest w Drugim i Czwartym dystrykcie. Trenujemy w Specjalnej Akademii już od dwunastego roku życia. Potem najczęściej dobrowolnie się zgłaszamy. Nawet nie zauważam kiedy opiekunka odczytuje imię i nazwisko chłopaka, który weźmie udział w Igrzyskach.
- Matt Cooper!
I mój świat się zawala. Wiem jedno – jeśli on tego nie przeżyje to ja też nie.

5 lat później…
Mój brat był bardzo odważnym człowiekiem. Cały czas mu kibicowałem, miał wielu sponsorów, razem z chłopakiem z Dwójki, jego byłym sojusznikiem, dotarł do finału. A jednak przegrał. Nie dotrzymał obietnicy jaką złożył.
Ojciec był wściekły. Tak samo jak matka. Byli źli, że Matt przyniósł naszej rodzinie wielką hańbę. Śmiano się z nich, wytykano palcami. Zresztą mnie też się czepiano. Ale ja potrafiłem to ignorować, odprężałem się rzucając swoimi ukochanymi nożami. Stało się to w pewnym sensie moją pasją. Drugim życiem. Nigdy nie chybiłem.
A ja postanowiłem go pomścić...
Trenowałem w Akademii bardzo zaciekle. Jeżeli miałem się zgłosić na trybuta to musiałem być bardzo wyszkolony. Inaczej sponsorzy nie byliby zainteresowani moją osobą i prawdopodobnie zginąłbym na samym początku Igrzysk…
I nadszedł ten czas.
Jestem gotowy.
Urodziłem się, by zabijać.
Cel: Pomszczenie swojego brata.
Towarzysz: Mankey
Rywal: Dwudziestu trzech młodych ludzi
Prośba: Dużo akcji! I cóż… Jeśli chcesz, żeby było to bardziej pokemonowe to na arenie możesz dawać jakieś pokemony, które będzie mógł złapać albo coś.
Zjawiska nie pokemonowe: Hmmm… Zmutowane pokemony jako zagrożenie na arenie. Duchy, zjawy też mogą być. Bo gdy człowiek tak dużo zabija to wiadomo, że świra trochę łapie.
avatar
Cato123

Male Liczba postów : 239
Join date : 30/01/2014
Skąd : Panem

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Zern on Pon Gru 22, 2014 10:04 pm

k
avatar
Zern

Male Liczba postów : 1883
Birthday : 03/04/1994
Join date : 23/10/2013
Age : 23
Skąd : Lager

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do psychopatyczniego MG który was zamorduje na 10 sposóbów :D

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach