Zapisy do Liolici

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Zapisy do Liolici

Pisanie by Gokai on Pon Mar 16, 2015 4:58 pm

Imię/Nazwisko/Ksywa Postaci: Nadia Dynamo (niegdyś Nova)
Wiek postaci: 18, w poprzednim życiu 481
Charakter postaci: Dziewczyna na ogół spokojna, bardzo ciekawska i zazwyczaj woli mieć spokój niż szaleć za byle głupotą. Lepiej jej nie denerwować, gdyż wtedy by się odegrać komuś jest w stanie zrobić wszystko. Bardzo ceni sobie przyjaźń i rodzinę, często rozpamiętuje rzeczy z przeszłości. Niebywałą agresją reaguje nawet na małe kłamstwo czy oszustwo z powodu wydarzeń z poprzedniego życia.
Wygląd:

Poprzednie życie:

Postać w barwach czarno-niebieskich, z przewagą czarnego. Ma niebieskie pręgi na futrze, skrzydłach *w stanie spoczynku przypominają pelerynę*, koniec na ogonie.
Pokemony towarzysza: Póki co nie wiadomo
Profesja Postaci: Trener, do tego mag, póki co panuje nad ogniem i telekinezą oraz leczeniem, w małym stopniu
Starter: Pokemony z poprzedniej przygody
Historia:Tak więc oto było... Miała na imię Nova. Była niezwykła nawet bardziej niż jej rodzice. Obydwoje byli tak zwanymi Wybierającymi Opiekunów. Tylko ich energia była zupełnym przeciwieństwem. Jak czerń i biel. Cud więc, że ich córka żyje i ma się całkiem świetnie. No może poza tendencją do wybuchowych działań.
Najpierw jednak krótkie wyjaśnienie. Była ich tylko dwójka... No potem trójka. Wybierający Opiekunów zajmowali się porządkowaniem sytuacji w światach, które były pogrążone w jakiejś wojnie czy też po prostu były na skraju totalnego zniszczenia. Wszystko widzieli w tak zwanej „Komnacie Widzenia”, gdzie znajdowała się mapa zawierająca w sobie praktycznie wszystkie światy. Kolory były od zielonego do czerwonego – jako wskaźnik jaka jest w nim sytuacja. Choć czasem zdawały się i kolory czarne... Z tamtych światów co najwyżej można było ratować resztki istot jakie tam mieszkały. Po uporządkowaniu sytuacji w jakimś świecie wybierający zwykle właśnie mianowali „Opiekuna” tego świata lub czasem był to cały zespół. Stąd ich nazwa.
Wróćmy jednak do naszej bohaterki. Nova niedługo podrosła, zaczęła się nauka i pakowanie jej do głowy wszystkiego co możliwe. Ta jednak była cierpliwa, chciała się przecież wykazać przed jej rodzicami. uczyła się i trenowała swoje zdolności... To fakt nie mieli dla niej wiele czasu przez swoje zajęcia, ale jej to nie przeszkadzało. Dalej pracowała, pracowała i pracowała... Coraz bardziej też poznawała otoczenie, inne światy... Zdawało się być dobrze, póki nie stało się coś strasznego.
- Idziesz? - to był jeden z pomocników mojego ojca, chciał mi pokazać podobno coś ciekawego.
- No dobra - ta lekko nastroszyła sierść na głowie w geście zamyślenia.
Ruszyła za nim jednym z korytarzy zamku. Schodzili do lochów? Coraz mniej jej się to wszystko podobało...
- Teraz! - wrzasnął nagle pomocnik jej ojca i ta podskoczyła.
W sekundę poczuła się jakby nagle stała się czymś w rodzaju poduszki na szpilki. I to była w pewnym sensie prawda. Nie mogła się ruszyć, a przed nią stanęła postać z ogromnym mieczem.
- Pierwszy etap zaprowadzenia chaosu... Dobre posunięcie, zabić nim dorośnie i stanie się za silna.... - i tylko tyle pamiętała.
I cisza...
Nic się nie działo...
I wtedy światełko...
Nie ma już szans, dziecko umarło w trakcie porodu – usłyszała.
Nie! Ratujcie je! Ratujcie, to nie mogło tak się skończyć! - rozpaczliwy głos kobiety.
To już koniec, przykro mi, mimo reanimacji nic się nie udało, uszkodzenia były już zbyt rozległe... - i płacz owej kobiety.
Novie zrobiło się jakoś żal... Postanowiła, że postara się coś zrobić. W jednej chwili jej dusza zajęła dziecko, rozpoczęła się naprawa wszystkiego co było uszkodzone, zajęło jej to ze cztery minuty, kiedy już zdążyli zawinąć ją w materiał... I wtedy..
- Poruszyło rączką! - zauważyła położna
Tak oto zaczęło się jej życie.. Nie jest to żaden zwykły świat. Tutaj nie ma tylko ludzi o nie. Są też wampiry, wilkołaki, demony, które to najczęściej są tutaj największą arystokracją... Zdarzają się też elfy i od święta inne magiczne istoty. Wszystko byłoby świetnie gdyby nie okazało się, że... Ich rodzice zawarli dawno temu pakt z demonem. Za majątek i ulgi mieli mu ofiarować swoje pierwsze dziecko, jeśli to będzie dziewczynka, na żonę. Kiedy dorośnie. Było to w jej wieku 17 lat. Odtąd wesoła zawsze i pomocna dziewczyna stała się ponura jak nigdy. Rodzina ją tak po prostu sprzedała... Fakt teraz tamci wiedzą co to oznacza ale teraz.... Minął rok, są już jej osiemnaste urodziny, których tak bardzo się obawiała... Już po nią przyjechali, a z gospodarzem mam spotkać się już na miejscu... To był Thresh, chyba najbardziej wpływowy demon w kraju, jak i mający czasami dość fatalną opinię. Szykuje się jej dość ciężka sprawa....
Cele: Odzyskać poprzednie ciało, zemścić się, wytrzymać małżeństwo
Prośby: W sumie by nie było światów równoległych Smile
Ulubiony typ pokemona: Dark

Gokai

Liczba postów : 3599
Birthday : 01/10/1997
Join date : 04/04/2013
Age : 19

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do Liolici

Pisanie by Lioli on Sro Mar 18, 2015 5:11 pm

biorę, gra już jest
avatar
Lioli

Female Liczba postów : 1695
Birthday : 27/05/1997
Join date : 25/01/2013
Age : 20

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do Liolici

Pisanie by Thunderstrike on Nie Mar 22, 2015 4:12 pm

Imię/Nazwisko/Ksywa Postaci: Aron Colins
Wiek postaci: 42
Charakter postaci: Rozważny idealista. Stara się nie wypowiadać zbyt wielu niepotrzebnych słów, co wcale nie oznacza, że nie lubi rozmawiać. Pracując w grupie jest zdolny do poświęceń i zawsze wyżej ceni sobie życie współtowarzyszy, niż swoje własne bezpieczeństwo. Potrafi docenić dobrze wykonany plan, jednak jego domeną zdecydowanie jest działanie. Czuje się komfortowo, kiedy w trakcie wykonywanych zadań, otrzymuje wolną rękę i nieco więcej swobody. U współtowarzyszy uwielbia poczucie humoru i pogodę ducha, być może dlatego, że sam nigdy nie miał talentu do opowiadania żartów lub zabawnych ripost.
Wygląd:

Towarzysze: pełna wola mistrzyni gry.
Profesja Postaci: Trener, emerytowany żołnierz
Starter: Tutaj także zdaję się na ciebie.
Historia:
Aron jak każde małe dziecko chciał zostać policjantem, strażakiem, listonoszem czy żołnierzem. Większość przechodzi taka myśl i zajmują się czymś innym. Nie jemu. Cały wiek szkolny poświęcał się sportowi, wiedzy ogólnej z każdego przedmiotu. Dążył do jednego tylko celu – chciał zostać zawodowym żołnierzem. Po wielu latach wyrzeczeń i morderczych treningów trafił do wojska. To wydarzenie było dla niego bardzo ważne, że zaprosił na uroczystość całą rodzinę i znajomch. Chciał się pokazać, że ciężką pracą można osiągnąć to co naprawdę się ceni. Na swojego pokemonowego partnera wybrał Growlithe. Współpraca układała im się doskonale.

Niestety czasy, które nastały były straszne. Region Kanto opanowała wojna, która skłóciła ze sobą bogate, przemysłowe tereny północy z południowymi obszarami rolniczymi. Władzom z północy nie podobało się, że muszą część swoich funduszy przeznaczać na utrzymanie biednego południa. A przez wybuchem konfliktu nie pomagały żadne pokojowe rozwiązania. Takie były oficjalne przyczyny, chociaż pasjonaci teorii spiskowych doszukują się tutaj drugiego dna – świata przestępczego. W tym przypadku wyobraźnia była nieograniczona niczym. Pojawiały się tezy o tworzeniu nadludzi, produkowania broni likwidująca raz na zawsze pokemony czy też stare i dobre przejęcie władzy nad światem. To jednak pozostały tylko spekulacje.

Aron wraz ze swoim partnerem Arcanine przetrwał wojnę. Jednak nie uszedł z tego bez szwanku. Pod koniec czwartego roku wojny mężczyzna planował akcję uwolnienia jeńców z bazy w Cerulen, która była pod okupacją północy. Wszystko szło zgodnie z planem, dopóki nie okazało się, że uznawany za przyjaciela żołnierz okazał się być zdrajcą. Siły przeciwnika natychmiastowo otoczyły grupę osób, która próbowała uwolnić więźniów. Aron został postrzelony w lewe ramię, a jego ognisty towarzysz rzucił się na osobę, która trafiła go. Pies sam oberwał kulą. Jednak mimo całego zajścia bronił swojego przyjaciela i nie pozwolił nikomu się zbliżyć. Dowódca wstrzymał atak i nakazał rozstrzelanie na palcu przeciwników. Arcanine został przywiązany metalowym łańcuchem, który krępował każdy ruch. Pokemon wył przeraźliwie kiedy prowadzili Arona na pluton egzekucyjny. Ledwo trzymał się na nogach w wyniku otrzymanego strzału. To był cud, że chwilę potem na teren wroga wkroczyły zaprzyjaźnione oddziały. Nikogo nie zabijając rozbroili wrogie jednostki i uwolnili jeńców oraz skazanych na śmierć żołnierzy.

Aron przez długi czas dochodził do siebie po tej akcji. Mimo jak najszybszej interwencji  mężczyzna pozostał z paraliżem lewej ręki. Do końca wojny nie brał czynnego udziału walkach, a jedynie został doradcą wojujących się polityków. Podczas wyniszczającej obie strony pięcioletniej wojny zginęło tysiące ludzi, cywili i żołnierzy i o wiele więcej pokemonów. Bohater opowieści został nagrodzony i odesłany na zasłużoną emeryturę już wieku 35 lat. Widocznie z paraliżem ręki nie był dobrym żołnierzem.
Cieszył się z tego. Nie sądził, że to co było jego marzeniem jest tak okrutne. Przez kolejne lata osiadł w małej wiosce pośród gór i uczył w tamtejszej szkole wychowania fizycznego. Życie przebiegało mu w spokoju. Doskwierała mu samotność mimo że miał swojego wiernego przyjaciela Arcanice, nie miał żony ani dzieci. Tego mu brakowało. Zaczął nawet umawiać się na randki.

Pewnego wieczoru jednak do jego domu zapukali tajemniczo wyglądający mężczyźni. Wręczyli mu jedynie list i odliczali czas na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy. List dotyczył informacji, że w regionie Hoenn pojawiają się pierwsze oznaki zbliżającego konfliktu zbrojnego. Aron został powołany bez jego zgody na głównodowodzącego misją pokojową w regionie. Jego celem ma być podróż po zagrożonych konfliktami miast i sprawianie, że nie dojdzie do eskalacji problemu. Sprzeciwiał się temu, w końcu obiecali mi spokój do końca życia. A teraz zabierają do daleko od domu. Błyskawicznie dotarli do małego lądowiska dla helikopterów. Stamtąd udali się do stolicy regionu. Zabroniono Aronowi zabranie ze sobą przyjaciela. W okolicy było słychać przeraźliwe wycie pozostawionego psa, które szybko zostało zagłuszone przez dźwięk wirnika helikoptera. Po godzinie lotu na horyzoncie pojawiła się stolica. Tam wszystko się wyjaśni i rozpocznie kolejna przygoda z wojskiem. Tym razem niechciana przygoda.  

Cele: bliżej nie określony, dowiedzieć się po co ponowie wyciągają emerytowanego żołnierza w wojenkę, przeżycie i sprostanie zadaniom przyszłych szefów.
Prośby: Chciałbym aby w dalszej części gry odnaleźć swojego starego druha Arcanine.
Ulubiony typ pokemona: Ulubionego jako takiego nie mam, ale niech będzie ognisty.

Thunderstrike

Liczba postów : 1
Join date : 22/03/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do Liolici

Pisanie by Lioli on Pią Maj 22, 2015 7:12 pm

Zapisy znów otwarte, zapraszaaam!
avatar
Lioli

Female Liczba postów : 1695
Birthday : 27/05/1997
Join date : 25/01/2013
Age : 20

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do Liolici

Pisanie by Black Bolt on Sro Maj 27, 2015 2:45 pm

Imię/Nazwisko/Ksywa Postaci: Richard Crowell
Wiek postaci: 13 lat
Charakter postaci: Richard to typowy introwertyk. Ludzi niezbyt lubi, bo przez takie, a nie inne dzieciństwo nigdy nie nauczył się z nimi rozmawiać - jest więc nieśmiały i w rozmowie z innymi łatwo się gubi. Jaki jest zaś dla swoich kieszonkowych stworków? To już całkiem inna bajka, komunikacja z pokemonami nie sprawia mu najmniejszych problemów. No... wiadomo, nie rozumie ich dosłownie, ale często znacznie łatwiej jest mu zrozumieć o co chodzi stworkowi niż innym ludziom, taki powiedzmy "dar", czy też intuicja... różnie to ludzie nazywają.
W dodatku chłopak uwielbia obserwować i poznawać nowe pokemony, ale też miejsce. Skupia się właściwie głównie na obserwacji, co często przydaje się w trakcie walk które Richard bardzo lubi toczyć z trenerami. Dają mu one w jakiś sposób zastrzyk pewności siebie, są tym czymś, czego brakowało mu w dzieciństwie. Gdy wygra wie, że to on jest w końcu tym lepszym. To nie jest pusty stopień na kartce w dzienniku, wtedy jest udowodnione, pokonałem go, więc jestem od niego lepszy!
Wygląd:
Towarzysze: narazie brak
Pokemony towarzysza: jw.
Profesja Postaci: Trener
Starter: Gastly
Historia: Richard zawsze był klasowym kujonem wyśmiewanym przez swych rówieśników. On jednak nie przejmował się tym, że nie miał przyjaciół, od najmłodszych lat zarówno przyjaciół, jak i rodzinę (ale o tym za moment) zastępowały mu dzikie pokemony. Jak już było wspomniane wśród innych dzieci nie cieszył się sympatią. Ojciec był zaś niezwykle zapracowanym człowiekiem, ze wszystkich sił starał się zapewnić swojej rodzinie godne życie pracując od rana do nocy gdzie popadnie, przez to Richard niemalże go nie widywał. Jego mama zaś bardzo chciała być blisko swojego syna, tak samo jednak chciała być blisko każdego członka jego rodzeństwa, a przecież nikt nie ma aż takiej podzielności uwagi, by rozmawiać na raz aż z 6 osobami, prawda? Tak więc Richard mimo licznej rodziny dorastał niemal samotnie. Na początku bardzo mu to przeszkadzało, aż któregoś razu mają pięć lat uciekł z domu. Jak przystało na małego i jeszcze niewiele myślącego chłopczyka nie zabrał ze sobą nic, po prostu wybiegł z domu w las.
Oczywiście wszystko szło świetnie! Fletchlingi, Pidgeye, Pidovy i inne podobne pokemony śpiewały wesoło, słońce świeciło, ale z drugiej strony las sprawiał, że czuło się przyjemny i orzeźwiający chłodek. Nic tylko ruszać w świat! Richard znalazł jakieś poziomki... a może to były jagody... kto by pamiętał takie szczegóły. Ważne, że znalazł smaczne owoce, zjadł ile rosło i biegał po lesie do wieczora. Wtedy cała sielanka się skończyła. Nocą, las nie wygląda już tak przyjaźnie jak za dnia, zwłaszcza gdy drzewa ruszają się. W tym przypadku nie było to niestety jedynie wybryki dziecięcej fantazji. Najzwyczajniej w lesie mieszkała grupa Trevenantów. Pół duchy wtedy doskonale się bawiły strasząc malca, ale on nie bawił się wcale. Chciał wtedy tylko wrócić do domu, dosłownie płakał. Okazuje się jednak, że nawet pokemony duchy mają uczucia... przynajmniej niektóre. Jakiś Gastly widząc stan Richarda postanowił wstawić się za nim i w jakiś sposób przekonał słowami Trevenaty by zostawiły go w spokoju. Na dodatek pomógł chłopcu odnaleźć drogę do domu, gdzie oczywiście wszyscy gorączkowo już poszukiwali niedoszłego uciekiniera. Matka widząc stan chłopczyka już na wejściu zapytała, co takiego się stało.
- Mamo... drzewa w lesie chciały mnie złapać, ale ten duszek mnie uratował, on jest moim przyjacielem! - Richard chciał pokazać rodzicielce i całemu rodzeństwu Gastly'ego, ale tego nie było, rozpłynął się w mroku i wszyscy uznali, że cała przygoda chłopcu się po prostu przyśniła...
Richard jednak wiedział, że to nie był sen i wielokrotnie wracał potem do lasu... niemal codziennie. W rok po swojej ucieczce coś zaczęło go ciągnąć do poznawania świata pokemonów. Zaczął szukać wszelkich książek o tych stworzeniach i obserwował je w przyrodzie. Nie wyruszył jednak w świat w wieku dziesięciu lat, jak jego dwaj starsi bracia. Richard dopiero w dniu swoich trzynastych oświadczył całej rodzinie, że wyrusza w świat. Zabrał więc cały niezbędny ekwipunek i sześć pustych pokeballi... ale żadnego pokemona.
- Gastly, dziś wyruszamy, jesteś gotów? - powiedział Richard gdy tylko dotarł do lasu, a po chwili z gęstwiny wyleciał niewielki pokemon trująco - duchowy. Radośnie przytaknął i chwilę później już siedział w pokeballu. Chłopak spojrzał szczęśliwy na ten prosty ball i poczuł, że jego podróż właśnie się rozpoczęła.
Cele:
~ Zająć jak najwyższe miejsce w Lidze Pokemon
~ Złapać jak najwięcej pokemonów, by w konsekwencji jak najwięcej się o nich dowiedzieć
~ Wytrenować swoje pokemony na silne stworzenia
~ Zostać profesorem pokemon (to raczej później)
Prośby:
Ulubiony typ pokemona: Wodny

Black Bolt

Liczba postów : 1
Join date : 27/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do Liolici

Pisanie by Saya on Sob Maj 30, 2015 3:37 pm

Imię/Nazwisko/Ksywa Postaci: Saya (nazwisko etc nie będą jej potrzebne)
Wiek postaci: 13 lat

Charakter postaci: Chociaż jej wygląd w cale tego nie uwydatnia, Saya jest dosyć dziewczęca. Od zawsze wolała się bawić lalkami z koleżankami, niż biegać za piłką z chłopakami. Łażenie po drzewach było jednak jej ulubionym zajęciem, głównie ze względu na poczucie bezpieczeństwa jakie dawała jej wysokość. Dzięki temu, mogła również widzieć rzeczy o których inni nie mieli pojęcia. Saya jest - i to trzeba przyznać otwarcie - osobą niesamowicie ciekawską. Wszystko lubi wiedzieć, wszystko stara się odkryć i zbadać. Dosyć irytującą przy tym cechą(która jednak ratowała jej relacje z rówieśnikami wiele razy), jest niechęć w dzieleniu się poznanymi informacjami, która w cale nie wyklucza chwalenia się ową wiedzą. Lubi żartować z innych, nie zdając sobie sprawy że może kogoś zranić, a przy tym sama bywa przewrażliwiona na punkcie swojego oka. Nawet niewinne wspomnienie może ją dotknąć do żywego, z czego dziewczyna zdaje sobie doskonale sprawę i nad czym stara się pracować. Mimo wszystko, można uznać ją za osobę pozytywną, lubiącą się bawić i korzystać z życia nawet w czasie kryzysów(których po prostu nie traktuje zbyt poważnie). Kiedy czuje się samotna lub przygnębiona, przestaje mówić i ucieka od innych, bardzo rzadko uzewnętrzniając się w tego typu sprawach. Bez konkretnego powodu, boi się pokemonów typu Ogień, i zazwyczaj trzyma się od nich z daleka.

Wygląd: Saya jest niewysoką dziewczynką, o normalnej budowie ciała. W żadnym wypadku nie jest chudzielcem, nie jest też słaba fizycznie, mała, niedożywiona etc. Pomimo dość młodego wieku, jej ciało nosi na sobie oznaki pracy. Zarówno w postaci mięśni rysujących się delikatnie pod gładką cerą, jak również opalenizny która w jej stronach, w cale nie jest pożądaną cechą u kobiety. Czarne włosy z pewnością należą do tych lepszych cech wyglądu Sayii, mimo że nie sięgają nawet ramion a ułożone są w wiecznym nieładzie. Jej twarz jest ciągle dosyć okrągła i dziecinna, opatrzona kilkunastoma brązowymi piegami. Prawe oko jest dosyć duże i skośne, z bardzo ciemną tęczówką przez co nie widać źrenicy. Z pewnością tym co najbardziej najbardziej wyróżnia nastolatkę od jej rówieśnic, jest opatrunek na lewym oku, które straciła w wieku 8 lat. Nadawałby on Sayii dosyć pesymistycznej aury, gdyby nie fakt że na jej twarzy zazwyczaj gości przyjazny uśmiech. Ubrania dziewczyny dzielą się na dwie grupy - te które lubi, i te które musi nosić. Przed wyruszeniem w podróż, Saya chodziła do weekendowej akademii pokemon, posiada więc jej mundurek - ciemno szary, z czerwoną kokardą wiązaną pod szyją. Do tego ma również dwie, bardzo eleganckie sukienki z których jedną została zmuszona zabrać ze sobą. Na co dzień jednak ubiera się jak chłopczyca - dominują krótkie spodenki(choć posiada spódnice), proste, kolorowe koszulki oraz nieśmiertelne ogrodniczki z jasnego jeansu. Dziewczyna zdaje sobie sprawę że jej garderoba jeszcze bardziej ją odmładza, i chciałaby to zmienić. Jednak w jej otoczeniu, nie ma to większego znaczenia co się ma na sobie, a wygoda jest głównym wyznacznikiem mody.

Towarzysze: brak, raczej mi nie zależy, chyba że ty chcesz
Pokemony towarzysza: -
Profesja Postaci: Trenerka z aspiracjami do zostania Hodowczynią
Starter: Meowth (z karty postaci)

Historia: Saya żyje wraz ze swoją liczną rodziną na obrzeżach Azalea Town, w regionie Johto. Jest w 1/4 Chinką, i w 3/4 Japonką. Jej rodzice posiadają dość spory sad, na którym ona oraz jej dziewięcioletni brat Koji pomagają od wczesnego dzieciństwa. Nie jest to praca ciężka, jednak z pewnością dosyć męcząca. Wynagradzają ją najsłodsze owoce, oraz ciągły kontakt z pokemonami, które oboje rodzeństwa bardzo lubi. Saya posiada również siedemnastoletnią siostrę Sanae, aspirującą skrzypaczkę, jednak ponieważ dziewczyny nigdy nie podzielały zainteresować, nie są ze sobą zbyt zżyte. Do rodziny zaliczyć trzeba również trzy Meowthy, oraz Jolteon których zadaniem jest pilnowanie dobytku i odstraszanie intruzów. Gospodarstwo nie posiada własnych owadów, gdyż znajduje się nieopodal lasu, a w razie potrzeby może liczyć również na pomoc Lidera Sali w Azalea, który już raz pomógł w potrzebie.

I właśnie ta pomoc sprzed laty, jest powodem dla którego Saya ma po raz pierwszy(i ostatni, jak zapewniła rodzicielka) wyruszyć w podróż pokemon. Oczywistym jest, że dziewczyna zawsze podziwiała chłopca, który zaledwie dwa lata od niej starszy, był już Liderem Sali w ich mieście. Był również kilka razy w akademii pokemon do której uczęszczała w weekendy. Trzeba też przyznać że dzięki niemu polubiła pokemony Robacze, pomimo że Trawiaste zawsze były u niej na pierwszym miejscu. Chociaż miała wiele okazji aby z nim porozmawiać, nigdy się na to nie zdobyła. Niezbyt pasowało to do jej charakteru, jednak Bugsy onieśmielał ją do tego stopnia że mogła jedynie obserwować go z daleka. Jednak pomimo tego wszystkiego, Saya nie miała wątpliwości że chłopak wiedział o jej marzeniu o własnej przygodzie, i dlatego właśnie zdecydował się jej pomóc wiedząc że jej rodzice nie mogli mu odmówić. Kilka tygodni wcześniej, wysłał on swojego Scythera z paczką do kogoś w Ecruteak City, kto jednak nigdy nie zobaczył ani przesyłki ani pokemona. Ponieważ Lider nie mógł na dłużej opuścić swojej Sali, w poszukiwaniu zaginionego pokemona, misja została przekazana właśnie Sayii. Ze wszystkich ludzi których mógł poprosić o pomoc, wliczając bardziej doświadczonych trenerów, wybrał właśnie ją. Dziewczynka wiedziała że dostąpiła ogromnego zaszczytu, kiedy Bugsy powierzył jej zdrowie swojego ukochanego pokemona. Zaufał jej talentowi, pomimo że nigdy nie miała innego pokemona od swojej szkolnej partnerki - Spinarak. Życie nastolatki które do tej pory kręciło się w okół rodzinnego sadu, wywróciło się do góry nogami kiedy zaledwie następnego dnia dostała od rodziców swojego własnego pokemona - młodziutką Meowth urodzoną w środku lata. Bugdy dał jej za to parę medykamentów aby była w stanie pomóc Scytherowi, gdyby ten był zbyt ranny aby dostać się o własnych siłach do Centrum, oraz... swój numer telefonu. Saya obiecała chłopakowi że da z siebie wszystko aby znaleźć jego pokemona, a sobie że przeciwnym razie nigdy nie wróci już do domu. Nie była w stanie zawieść jego zaufania.

Cele: Odnaleźć Scythera Bugsy, zbliżyć się do Bugsy, złapać jakiegoś trawiastego pokemona, pewnego dnia zdobyć choć jedną odznakę Johto, wyjść za Bugsy, wyruszyć kiedyś w prawdziwą podróż, zostać kiedyś hodowcą pokemon.
Prośby: Zostają pokemony i przedmioty z poprzedniej gry, ale chciałabym je od nowa "zbierać" fabularnie. Fabularnie starterem jest jednak Meowth. Chciałabym również w miarę możliwości trzymać się mapy regionu podróżując po nim. Chciałabym też normalny upływ czasu, tzn dzień się zaczyna, mija i kończy i kiedyś trzeba iść spać.

Region: Johto
Miasto Startowe: Azalea Town

Ulubiony typ pokemona: Trawa / Robak / Walka
Nielubiany typ pokemona: Smok / Mrok / Ogień
avatar
Saya

Female Liczba postów : 531
Join date : 18/01/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do Liolici

Pisanie by Lioli on Nie Maj 31, 2015 6:42 pm

Obu przyjmuje, już tworzę gry, sorki że tak długo.
avatar
Lioli

Female Liczba postów : 1695
Birthday : 27/05/1997
Join date : 25/01/2013
Age : 20

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do Liolici

Pisanie by Bezimienny on Pon Cze 01, 2015 4:19 pm

Imię/Nazwisko/Ksywa Postaci: Ao/Dragneel/Bezimienny
Wiek postaci: 24
Charakter postaci: Dość przerażający mężczyzna, sprawiający wrażenie psychicznie chorego. Z pewnością nie jedna osoba, która miała z nim kontakt w pewnym momencie poczuła chłód bijący z jego wnętrza, tak jakby nie był człowiekiem, a czymś zupełnie mistycznym, nierealnym, nie z tego świata. Cóż... w pewnym stopniu na pewno tak jest. Jego chore postrzeganie świata, to w jaki sposób się o nim wyraża, na pewno nie przyczynia się do łatwego pozyskiwania znajomych, a wręcz przeciwnie. Większość swych myśli przyrównuje do śmierci, bądź nadaje im „mroczny akcent”, dając do zrozumienia że jest cholernie negatywnie nastawiony do świata. Jednak jego to bawi. Szydzi z każdej rzeczy jaką przyniesie mu los. Nie przejmuje się tym zupełnie, cały czas idąc na przód. Jest to cecha niezwykle ważna. Jedna z nielicznych pozytywów jakie posiada. Uwielbia instrumenty smyczkowe. Przez ich melodię sam wyraża swoje głębokie odczucia tylko w ten jeden sposób. Nie umie rozmawiać o problemach … po prostu o nich gra. Można powiedzieć że posiada w pewien sposób dwie osobowości. Jedną cichą i spokojną, a drugą szaleńczą i głośną. Jest jednak moment w którym łączy te oba oblicza. Podczas walki zawsze gra na swoich skrzypcach – szaleńczo , a jednocześnie spokojnie z zimną krwią oddając się pojedynkom. Łączy się w ten sposób psychicznie ze swoimi kompanami. Sam uważa że wtedy walka nabiera zupełnie innego wymiaru …epickości!
Wygląd: Dość przerażający. Siwe włosy, białko w lewym oku wytatuowane z nałożoną czerwoną soczewką. Prawe zaś normalne z brązową źrenicą. Pół twarzy zasłonięte ma maską, upodabniając się nieco do swojego kompana Banette – pokazuje w ten sposób relację jaka ich łączy. Czarna bluza z czerwonymi elementami, ciemne wąskie spodnie z nieco niższym krokiem, oraz czarne glanowane buty. Jego sylwetka jest smukła, trochę umięśniony z lekkimi zarysami klatki piersiowej. Lewe żebra wytatuowane będące początkiem tatuażu jaki leci przez całą lewą rękę młodego chłopaka. Tatuaż zawiera jakąś długą litanię o życiu i innych smętach. Prawdopodobnie słowa jakiejś piosenki.
Towarzysze: Brak, jednak jeśli będzie Ci łatwiej, to możesz mi kogoś z czasem wprowadzić.
Pokemony towarzysza: Brak
Profesja Postaci: Trener, Muzyk, Szaleniec, Kolekcjoner
Starter: Shuppet -> Banette z KP.
Historia: Zacznijmy może od miejsca w którym sam chłopak się urodził. Było to Lavender Town w regionie Kanto. Wychowywał się sam w domu dziecka będąc znalezionym pod opuszczoną stacją radiową. Wielokrotnie jako mały chłopczyk przychodził pod tą wieżę licząc że dowie się kto go tutaj porzucił i jaki był tego powód. Sam uważał że odpowiedź na to pytanie znajdzie na szczycie wierzy, jednak wejście na nią było surowo zbaraniane przez władze miasta. Krążyły plotki o tym iż dzieją się tam niewytłumaczalne rzeczy, którymi sprawcami nie były nawet pokemony. Jednak pewnego dnia, mały Ao doszedł do wniosku że nie ma nic do stracenia, ponieważ nic nie posiadał, dlatego udał się na wierzę łudząc się że tam będzie odpowiedź na temat jego egzystencji.  Nie spodziewał się natomiast takich rzeczy z jakimi miał tam do czynienia. Po pierwszych kilku piętrach zagubił się w nawiedzonej wierzy, błądząc po niej przez 4 dni. Jego nieobecności prawdopodobnie nikt nie zauważył, a czwartego dnia będąc już na skraju wyczerpania po prostu się poddał. Ocknął się na szczycie wierzy, nie wiedząc kompletnie jak na niej się znalazł. Obok niego lewitował mały biały pokemon. Był to wtedy Shuppet. Wpatrywał się w niebo, jakby widział na nim coś niezwykłego. Tak też było. Piękna poświata złotego pierścienia który otaczał ogromnego pokemona – Arceusa. Chłopiec zbladł jeszcze bardziej. Po chwili jednak pokemon zniknął, a stopy chłopaka zaczęły się zapadać pod ciemną mgłą. Przerażony próbował się wydostać przy pomocy małego stworka, jednak obaj po chwili zostali przez nią całkowicie pochłonięci. Znaleźli się w miejscu w którym niebo przybierało krwisty kolor. Świat ten na pewno nie był realny, i mógł być mylony na początku z koszmarem, jednak tak nie było. Znalazł się w świecie o którym nie miał pojęcia. Błądził po nim przez kilka godzin, aż spotkał chłopca w mniej więcej tym samym wieku jakim był on sam. Nazywał się Truth. Ten tak samo jak Ao został wciągnięty do równoległego świata, i razem zagubieni wędrowali po jego ziemiach. Wbrew pozorom, mimo że się nie znali byli do siebie bardzo podobni. Mieli takie same poglądy, takie same myśli. Chwilami myśleli że są sobą tylko z różnych światów. Z czasem spotykali nowo poznane osoby, wizerunkowo podobne do siebie. Dzieci w ich wieku, z tym samym kolorem włosów, z tą samą cerą, podobnym wzrostem i sposobem rozumowania. Mijały lata aż w końcu pojawiła się osoba znacznie starsza od nich. Był to prawdziwy przełom, ponieważ dał dzieciakom nadzieję na upragniony powrót do domu. Był to mężczyzna w podeszłym wieku. Biło od niego śmiercią, przerażeniem i rządzą władzy, by nawet nie powiedzieć że krwi. Podał się za ich zbawiciela. Obiecał im powrót do swojego świata, jednak by mogli do niego wrócić musieli przejść próby, które na zawsze zostawiły swą pieczęć w ich umysłach. Byli hartowani, uczeni posłuszeństwa, a za niedostosowanie się do jego poleceń, bici i katowani. Wielu wracało bez powrotu z jego szkoleń. Do końca wytrwali tzw. „wybrańcy”. Było ich łącznie siedemnastu. Jednak liderem a jednocześnie tym najlepszym mogła zostać tylko jedna osoba. Wszyscy zostali naznaczeni symbolem księżycowego sierpa. By móc być wolnym sierp musiał ewoluować w pełnię. A to mogło się stać tylko w momencie zabicia pozostałych dzierżawców tego znamienia. Poprzez przelanie krwi naznaczonego, sierp mordercy nabierał objętości dzięki czemu znamię przybierało kształt pełnego księżyca. Jednak pełnię można było uzyskać poprzez śmierć wszystkich innych oznaczonych. To dawało bowiem bilet na wolność. Mistrz – tak zwany był ich rzekomy zbawiciel, traktował to jako grę. Otworzył kilkanaście przejść do innych równoległych światów, i wtedy nastąpiła pogoń. Były to polowania na samych siebie. Napędzała ich rządza wolności, wiedzieli że jeżeli nie spełnią reguł, sami nigdy nie będą wolni. Ich jedyną linią obrony były stworki zwane pokemonami i ich własna inteligencja. Niegdyś przyjaciele, teraz stali się dla siebie łowcami i ofiarami.

Mijały lata, nieustannej ucieczki i pogoni za pobratymcami. Z 17 osób zostało już około połowy. Największym zagrożeniem dla wszystkich okazał się być Truth. Ao, nikogo do tej pory nie pozbawiając życia, wiedział że będzie musiał się zmierzyć z najniebezpieczniejszymi którzy przeżyli. Dlatego też przeskakując ze świata na świat, poprzez portale, które losowo pojawiały się w każdym wymiarze, poszukiwał broni/mocy, która pomogłaby mu w przetrwaniu. Z czasem dowiedział się o istnieniu dziewięciu kamieni, które po wszczepieniu w ludzki organizm dawał możliwość kontroli energii w postaci powstawania ogonów, od jednego do dziewiątego. Jednak to niosło ze sobą również konsekwencje w postaci szaleństwa i zatracenia umysłu. On jednak wiedział że aby móc dopaść szaleńca, trzeba się samemu nim stać. Tak też górę nad jego umysłem przejęła wola walki, i dzika zasada pt. „prawa dżungli” – przeżyje najsilniejszy. Jednak to nie był jego jedyny cel … jego głównym celem była głowa osoby, która doprowadziła do takiego stanu rzeczy … głowa samego Mistrza.
Cele:
- przeżyć,
- zabić pozostałych naznaczonych,
- zebrać wszystkie kamienie, tak by nie być narażonym na użycie ich mocy przez naznaczonych,
- zabić Mistrza Gry – „M.” – tak nazywać go będzie moja postać,
- odzyskać wolność.
Prośby: By głównym rywalem był Truth; by był takim nieco lustrzanym odbiciem mojej postać; by jego pokemony były również podobne do moich. Opiszę Ci to najwyżej na pw. Ostatnie, to w miarę możliwości rozwinięte charaktery pokemonów.
Ulubiony typ pokemona: Fighting, Flying.


Theme
Bank|Karta Postaci|Box


Nr GG: 52079663
avatar
Bezimienny

Male Liczba postów : 2057
Birthday : 20/04/1994
Join date : 24/01/2013
Age : 23
Skąd : Łódzkie

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do Liolici

Pisanie by Lioli on Pią Cze 05, 2015 5:31 pm

Przyjęty Wink

Nie przejmujcie się dużą ilością graczy i zapisujcie śmiało Very Happy
avatar
Lioli

Female Liczba postów : 1695
Birthday : 27/05/1997
Join date : 25/01/2013
Age : 20

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do Liolici

Pisanie by RemikR on Czw Cze 18, 2015 7:42 am

Imię i nazwisko: Remik Killings
Wiek: 18
Wygląd:
Nosi wysokie, czarne glany, prawie pod kolano. Na jego koszulkach często pojawia się taki znak. Ma ciemne, brązowe oczy. Pod skórzaną kurtką kryją się dobrze rozwinięte mięśnie, wyraźne, lecz nie ogromne.
Charakter: Kocha Pokemony, są jego przyjaciółmi i chce im pomagać za wszelką cenę. Najwyższą wartością jest dla niego miłość i przyjaźń. Zawsze dba o przyjaciół, jest dla nich bardzo miły, troszczy się o nich. Brzydzi się kłamstwem. Dla obcych jest chłodny, twardy i spokojny, lecz gdy ktoś zajdzie mu za skórę, zwłaszcza krzywdą Pokemonów czy przyjaciół, potrafi mścić się bezlitośnie, długo, wtedy jest nawet skłonny do agresji. W obronie najważniejszych wartości jest gotów zapłacić każdą, nawet tę najwyższą cenę. Uwielbia ciężkie brzmienia, rock i metal są dla niego czystą przyjemnością, której uwielbia się oddawać. Fascynuje się wrestlingiem. Waleczny, nigdy nie odpuszcza i robi wszystko, żeby osiągnąć cel.
Starter: Totodile
Region, miasto: Kanto, Alabastia
Historia: Wszystko zaczęło się lodowatej, styczniowej nocy, gdy księżyc był w pełni, a nad piękną Alabsatią szalała przerażająca burza. Byłą to naprawdę niezwykła noc. To co się wydarzało nie miało jeszcze wcześniej miejsca. Bowiem na świat przyszły bliźnięta – Remik i Max. Remik urodził się o całe 10 minut wcześniej. Chłopcy leżeli na kocyku, odróżnić ich można było tylko po szramie, którą Max miał na lewym Poliku. Co dziwne, w sali obok chwilę później urodziła się dwójka innych dzieci, zupełnie obcych – Kuba i Alex. Wszystkie leżały pod oknami obserwuj ąc niesamowite zjawisko. Otóż tylko osoby o czystym sercu mogły spostrzec jak na tle księżyca toczy się bitwa. Wielka bitwa pomiędzy Mew i Mewtwo, w której prym wiódł ten drugi. Nie wiadomo o co poszło. W końcu Mewtwo cisnął przeciwnika w skute lodem jezioro i już miał zadać ostateczny cios, gdy nagle Mew stworzył 3 perły, które rozleciały się po świecie i zniknął. Wściekły agresor nie mógł tego zdzierżyć. W geście zemsty stworzył czarną perłę, którą zniknęła, a sam Pokemon odleciał. Tak niesamowity był dzień, a raczej noc, narodzin czwórki dzieci. W domu bliźniąt szacunek do Pokemonów zawsze był ogromny. Ojciec chłopców był podróżnikiem, tak jak dziadkowie i wujek. Teraz tata spędzał czas w domu, z rodziną, lecz często opowiadał o przeżytych przygodach. Najczęściej wspominał, jak eksplorując jaskinię spotkał Moltresa. Ognisty ptak potrzebował pomocy, po czym po prostu odleciał. Dziadek opowiadał podobną historię, gdy był młody wędrował po górach, gdzie spostrzegł Zapdosa. Pokemon wypoczywał, a kiedy zobaczył przybysza nie uciekł. Pozwolił się zbliżyć, a nawet dotknąć i dopiero wtedy odleciał w nadchodzącą burzę. Jakby tego było mało, wujek spotkał Articuno. Gdy wypoczywał w lesie, pod drzewem, ten po prostu do niego przyleciał. Ptak miał w skrzydle wielki kolec, który wujek usunął przy pomocy swoich pokemonów. Wtedy ptak odleciał w swoją stronę. Każdy z nich miał pamiątkę po tym spotkaniu, pióro ptaka. Wytworzyła się pomiędzy nimi jakaś duchowa więź. W gorące dni, ojciec często wychodził, nie wiadomo dokąd. Dziadek znikał zawsze gdy nadchodziła burza, a z kolei wujek uaktywniał swoje wycieczki zawsze zimą, w lodowate dni, zwłaszcza w śnieżyce. Niestety, dziadek od strony mamy kiedyś przepadł podczas podróży. Tropił trzy mistyczne psy – Raikou, Entei, Suicune. Nigdy nie wrócił z tej wyprawy. Nie wiadomo co się z nim stało, nie znaleziono ani ciała, ani dziadka. Babcia znienawidziła za to wszystkie Pokemony, pozbyła się ich i nie wpuszcza do domu w Johto nikogo, kto je ma przy sobie. Wracając do dzieci, chodziły one do Akademii Pokemon, w której sporo się nauczyły. Pomagały Profesorowi Oak’owi oraz własnym rodzicom z pokemonami, kochały je bardzo mocno. Alex, Kuba i Remik zaprzyjaźnili się już pierwszego dnia w Akademii. Od tego momentu wszystko robili razem. Co do Max’a… nigdy nie lubili się z Remikiem. Starszy brat zawsze był od niego silniejszy i mądrzejszy, przez co złość i brak szacunku do Pokemonów (które uwielbiały Remika) ogarnęła jego serce. Traktował Pokemony jak maszyny. Pewnego dnia trójka przyjaciół wspólnie wracała ze szkoły. Po drodze spotkała ich niespodzianka. Przed nimi pojawił się Mew i wręczył im po pele. Czerwoną dla Alex, błękitną dla Remika i zieloną dla Kuby. Potem po prostu zniknął. Perły nie dawały o sobie znaku, po prostu były zawsze przy trójce przyjaciół, nie rozstawali się z nimi. Remik nosił swoją na szyi, jak naszyjnik na rzemyku. Jednak kiedyś, Remik natknął się na, widzianą jako noworodek, czarną perłę pośród rzeczy brata. gdy tylko się do niej zbliżył zaczęła emitować jakieś dziwne światło, które zniknęło po oddaleniu się. Chłopak mógłby przysiąc, że jeszcze tego samego dnia widział na niebie cień Mewtwo, lecz historia ucichła. Starszy z bliźniąt bardzo fascynował się wrestlingiem oraz ciężką muzyką i rozwijał obie pasje. Uczył się grać na gitarze, której stał się prawdziwym wirtuozem, potrafiąc grać nie tylko ulubiony metal czy rock, ale również każdą inną melodię. Uczęszczał na zajęcia z MMA oraz wrestlingu, znał sztuki walki i potrafił ich używać do obrony. Alex i Kuba również lubili ten rodzaj muzyki, często grali razem - Kuba na basie, a Alex śpiewała. W końcu nadeszły wakacje. Wszyscy ukończyli Akademię Pokemon z wyróżnieniem. Do bliźniąt przyjechał wujek. Pogadał z chłopakami i wręczył im po pokeballu. Remikowi przypadł Totodile. Wujek twierdził, że jest w nim to coś, że jest waleczny, twardy i tak jak Remik – nigdy nie odpuszcza, ale dla bliskich jest bardzo miły i niezwykle wesoły. Max dostał Pichu. Wujek twierdził, że jest słodki, ale jednocześnie zamknięty w sobie, czasem bywa agresywny, jednak nie boi się niczego. Pokemony były przygotowane specjalnie dla nas, były tak bardzo do nas podobne. Okazało się, że Alex i Kuba również dostali swoje startery. Postanowiliśmy całą trójką wyruszyć w wędrówkę po osiągnięcie marzeń. Max zrobił tak jak my, lecz on wyruszył sam, w nocy. I tak oto nastał ciepły, przyjemny, wakacyjny poranek. Obudziłem się w swoim domu spakowany do drogi.
Profesja: Trener
Cel: Zostać największym Mistrzem Pokemon oraz rozpracować działanie tajemniczych pereł, obronić Mew przed Mewtwo i udowodnić wyższość nad bratem
Towarzysze:
Alex Callaway (koordynatorka)
Charakter: Wesoła, szalona, ma bardzo dobre serduszko
Starter: Chimchar
Kuba Crazy (koordynator)
Charakter: mądry, spokojny, kocha Pokemony
Starter: Turtwig
Dodatkowy ekwipunek*:Błękitna perła od Mew, odtwarzacz muzyki + słuchawki
Prośby: Chciałbym mieć wroga, brata bliźniaka Wink
Ulubiony typ pokemona: Nie posiadam takowego :p

Miałem już założoną grę u Gokai i chciałbym ją kontynuować Smile

RemikR

Liczba postów : 36
Join date : 22/03/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do Liolici

Pisanie by Rardas on Nie Cze 28, 2015 3:02 pm

Imię/Nazwisko/Ksywa Postaci: Rardas
Wiek postaci: 17
Charakter postaci: Pozwolę sobie to streścić w kilku słowach, gdyż z doświadczenia wiem, że obszerne opisywanie charakteru nie pomaga, a wręcz przeszkadza i psuje część zabawy. Tak więc:
- Lekki pesymista
- Spokojny
- Ciekawy świata
- Lubiący czarny humor
Myślę, że tyle wystarczy. Coś zapewne zostanie dodane, albo zmodyfikowane pod wpływem fabuły.

Wygląd: Z tym, że zamiast kaptura nosi czarny kapelusz, a przy chodzeniu podpiera się laską.
Towarzysze: Brak, aczkolwiek liczę na jakąś ciekawą postać, może i nie jedną.
Pokemony towarzysza: Z racji na to co napisałem wyżej pomijam.
Profesja Postaci: Nie umiem tego jeszcze do końca sprecyzować, aczkolwiek chyba najbliżej do trenera.
Starter: Mawile o imieniu Morrigan (czyli rzecz jasna samica)
Spoiler:
Historia:

~Powiadają, by przyjaciół mieć blisko, a wrogów jeszcze bliżej, lecz co zrobić, gdy przyjaciele stają się wrogami?~

Wszystko zaczęło się od tego, że pewnego dnia na progu szpitala zaleziono ciężarną kobietę. Zabrano ją do środka, a wtedy ta ocknęła się i zaczęła błagać o pomoc. Nim ktokolwiek mógł się za coś konkretnego zabrać stało się. Zaczęła rodzić. Rozpoczęła się wielka krzątanina, którą zakończyła radość i łzy. Pierwszy krzyk życia oraz ostatnie tchnienie przed śmiercią. Przyszedłem na świat, a moja matka umarła. Tak przynajmniej powiedzieli mi lekarze. O moim ojcu nic nie wiadomo. Może to i dobrze.

Można by pomyśleć, że moje życie nie rozpoczęło się zbyt różowo i jest to wniosek nadzwyczaj trafny, gdyż to był dopiero początek mojej udręki. Okazało się bowiem, że nie jest wszystko ze mną w porządku. Miałem bowiem jakieś zaburzenia układu immunologicznego. W skrócie byłem podatny na choroby, a do tego stwierdzono jeszcze jakąś nieznaną przypadłość genetyczną. Od pierwszych chwil życia byłem przykuty do łóżka. Zamknięty w sterylnym pokoju. Odcięty od świata i pokemonów.

Los jak widać chciał się ze mną dalej bawić, bowiem żyłem. Jakoś żyłem. Pierwsze lata były spokojne, lecz z czasem zaczęły pojawiać się problemy, bowiem kilkuletnie dziecko nie lubi siedzieć w jednym miejscu i się nudzić. W tym czasie sprawiałem moim opiekunom wiele kłopotów, lecz wreszcie znaleźli na mnie sposób. Dali mi książki. Od tamtej pory był to mój jedyny łącznik ze światem, który pozwalał mi go w jakiś sposób poznać. Na płótnie wyobraźni ujrzałem lasy, łąki, rzeki, niebo. Ludzi i pokemony. Pokemony... Tak... Przez większość mojego życia dane mi było zobaczyć na żywo tylko kilka pokemonów, lecz żadnego nie mogłem nawet dotknąć. Izolacja. Nienawidzę tego słowa.

I tak moje życie upływało na czytaniu, czasem obejrzałem jakiś film, lub transmisję w telewizji, lecz rzadko. Wolałem książko. Tak mnie one pochłaniały, iż nie spostrzegłem, że od pewnego czasu obserwuje mnie para czerwonych oczu. Nie wiedziałem o tym do tego dnia, czy może raczej nocy. Wydarzyło się to, kiedy miałem 15 lat. Pewnej nocy ktoś włamał się do szpitala. Była to dwójka ludzi ubranych w ciemnoniebieskie stroje. Jedyne co z tego pamiętam, to fakt, że miały dziwny krój. Do tego jeszcze mieli kapelusze na głowach. Towarzyszył im dwa pokemony. Dwa Lucario. Tej nocy miałem lekki sen i zbudziłem się w samą porę, gdyż właśnie weszli do mojego pokoju. Gdy tylko ich zobaczyłem chciałem kogoś zawołać, lecz jeden z nich zatkał mi usta. Próbowałem się wyrwać, lecz nic to nie dawało. Nagle usłyszałem jak coś rozbija szkło, a potem straciłem przytomność. Ktoś uderzył mnie w głowę.

Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem, że oba Lucario leżą na ziemi nieprzytomne, tak samo jak jeden z włamywaczy. Drugi tymczasem stał jeszcze na nogach i patrzył na coś obok mojego łóżka. Podniosłem się trochę i zobaczyłem wielkie czarne szczęki, które były przyczepione do małego żółtawego ciała. Do głowy z czerwonymi oczami wpatrzonymi w mężczyznę. Istotka dyszała ciężko. Nim cokolwiek zdążyłem zrobić drugi z napastników podniósł się. Oboje wezwali swoje pokemony do balli i uciekli. Mawile stała jeszcze chwilę obok mojego łóżka, po czym upadła na ziemię wykończona, ranna i obolała. Dopadłem do niej i trzymałem na rękach. Mówili mi potem, że znaleźli mnie potem ściskającego przy piersi pokemona.

Od tamtego czasu zacząłem czuć się coraz lepiej. Lekarze nie byli pewni co to spowodowało, lecz podejrzewali, że to dzięki obecności Morrigan, Mawile, która mnie wtedy ocaliła. Zaprzyjaźniliśmy się. Stała się kimś kimś więcej niż kolejnym cieniem, który był wokół mnie. Była kimś więcej. Kimś kto zaczął podnosić mnie na duchu i dawał mi siły do walki o normalne życie.

Po pewnym czasie zaczęto mnie woli wypuszczać na świeże powietrze, lecz moja marna kondycja nie pozwalała na wiele, lecz było coraz lepiej. Pewnego dnia wreszcie zabrali mnie do miasta. Zobaczyłem wiele wspaniałych rzeczy na własne oczy. Wreszcie odwiedziłem też profesora pokemon oraz patrzyłem jak początkujący trenerzy dostają swojego pierwszego pokemona. Moje życie zaczęło żyć, zmieniać się na lepsze, lecz ciągle gdzieś tam w głębi mnie był niepokój i strach. Czego chcieli tamci mężczyźni z Lucario? Jedyną rzeczą która chyba się nie zmieniła była moja skłonność do czarnego humoru.

Jak to bywa w życiu szczęście się kończy i tak było i tym razem. Zaatakowano nas. Nie chodziło tylko o miasto, lecz o cały region w którym żyję. Z zachodu przyszedł zakon strażników aury, który pod pretekstem walki ze złem wtargnął na te ziemie. Zaczęła się okupacja. Gdy tylko zobaczyłem któregoś z nich w telewizji wiedziałem, że tamtych dwóch było strażnikami. Następnego dnia znalazłem w swoim pokoju przesyłkę w której były rzeczy dla początkującego trenera pokemon oraz nowe ubranie wraz z laską, gdyż nie byłem ciągle na tyle sprawny, by bez niej móc chodzić, oraz krótka wiadomość: "Uciekaj!"

Ta wiadomość oraz prezent była najpewniej od anonimowego człowieka, który od samego początku finansował mój pobyt w szpitalu. Przez jakiś czas biłem się z myślami, po czym wreszcie zdecydowałem się uciekać. W samą porę. Następnego dni w mieście zjawili się strażnicy.

Wiele razy zastanawiałem się, co też się ze mną dzieje. Ta nieznana przypadłość o której wspomniałem nie wyrządzała mi żadnej krzywdy, aczkolwiek możliwym jest, że to ona była odpowiedzialna za pozostałe problemy zdrowotne, lecz mimo wszystko czasami czułem jakieś dziwne uczucie. Sam nie wiem jak to określić. Najbliżej będzie powiedzieć, że coś tak jakby było we mnie. Czasami pulsowało, lecz lekarze nigdy nic nie odkryli. Co jest ze mną?

Cele:
- Odkryć co się kryje za tą dziwną przypadłością
- uciec przed strażnikami aury i znaleźć schronienie, by zastanowić się co dalej
Tyle na chwilę obecną. Inne cele dojdą z czasem. Myślę, że na pewno dojdzie walka z okupantem itp.
Prośby:
- Możemy posługiwać się w przypadku ruchów i ability spolszczonymi nazwami? Używanie angielskich jakoś zawsze mi psuło zabawę
- Chciałbym, by każdy pokemon jakiego będę chciał złapać będzie jakoś wpleciony w fabułę. Nie chcę łapać poków w stylu: Idziesz do lasu, spotykam takie i takie, tego łapię. Chcę, by spotkanie ich miało jakieś podłoże emocjonalne. Np. Uratowanie przez dzikiego poka, albo ja pomagam takiemu przed łowcą poków itp.
- Przede wszystkim dużo poków mrocznych i duchów, lecz innymi nie pogardzę (niedługo opublikuję mój dream team)
Ulubiony typ pokemona: Mroczny/Dark
avatar
Rardas

Male Liczba postów : 33
Birthday : 07/02/1997
Join date : 28/06/2015
Age : 20

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do Liolici

Pisanie by Lioli on Wto Cze 30, 2015 3:03 pm

Gra w MG

Przyjmuję Cię Radias, gra zaraz bd
avatar
Lioli

Female Liczba postów : 1695
Birthday : 27/05/1997
Join date : 25/01/2013
Age : 20

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zapisy do Liolici

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach