Amitiel - cz I

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Amitiel - cz I

Pisanie by Cieniu on Pon Sty 21, 2013 7:53 pm

Jedyne chłodnie miejsce w piekle, jedyne w którym słychać szum wody, jedyne miejsce w którym można mieć iskierkę nadziei na lepsze czasy, na lepszą przyszłość. Niewielki wodospad, wyglądał pięknie, światło kryształu oświetlające całe piekło odbijało się od wody i tworzyło tęczę na kamiennej ścianie, na jednym z kamieni obok wodospadu siedziała dziewczyna, miała na sobie czarny gorset ze sporym dekoltem do tego spódnica do połowy uda, lekko falowana, miała na sobie jeszcze kozaki z luźnymi nogawkami. Dziewczyna odgarnęła z twarzy czarny loczek i wróciła do pisania listu, jej skrzydła poruszały się raz na jakiś czas, w tej chwili służyły jej do ochładzania jej bladego ciała, po chwili uszu anielicy doszedł czyjś głos:
-Amitiel, czas na nas, pośpiesz się!- zawołał ktoś, dziewczyna poruszyła skrzydłami podnosząc się w ten sposób i pobiegła za mężczyzną, który ją zawołał, zostawiła za sobą tylko list, nad którym tak mozolnie się męczyła, a o to jego treść:



Mówię z góry ten "Aniołek" to zmyłka, nie jestem ani miła, ani słodka... Nie znoszę sprzeciwu, zawsze mam rację, więc radze nie robić afery bo po swojej stronie mam Lucyfera we własnej skórze, jeśli chodzi o zasady:
1. Nie ma jojczenia, że jednym odpisuje tak, a innym tak, jest ktoś na forum to postaram się odpisać, ale czasami jest tak, że mam otwarte gry, ale nie wiem co dzieje się na głównej
2. Wasze posty mają mieć minimum 3 linijki
3. Z góry ostrzegam nie przyjmę osoby, której historia jest banalna, albo jej celem jest zostać najlepszym i mieć najlepsze poki, to mnie nie bawi
4. Miło by było, gdyby w waszej historii było zawarte coś ciekawego, jakieś wydarzenie z dzieciństwa mające wpływa na was, lub na waszą podróż, lub po prostu wplątanie w historię fantastyki
5. Wasze posty mają mieć sens, mam rozumieć o co wam chodzi, a nie zastanawiać się co autor miał na myśli
6. W żadnym z waszych postów nie moga pojawić się słowa: "Chce tego i tego pokemona", " Fajnie by było gdybym spotkał tego i tego pokemona" takie posty będą karane
7. Brak logicznego myślenia będzie karany

Żeby się do mnie zapisać trzeba wypełnić ten formularz:

Imię:
Nazwisko:
Wiek:
Charakter:
Wygląd:
Historia:
Starter:
Profesja:
Partner:
Cel:
Prośby:

życzę miłej zabawy Smile


Wikkaz
Imię: Wikkaz
Nazwisko: Ross
Wiek: 17
Charakter: Wikkaz jest miłym i bardzo towarzyskim chłopakiem. Lubi spędzać czas ze swoimi przyjaciółmi. Zawsze stara się być miły jednak, kiedy kogoś nie lubi to staje się dla tej osoby strasznie wredny. Na co dzień jest zadowolony z życia, przez co cały czas cieszy się i śmieje. Gdy ma cięższe chwile staje się trochę bardziej ponury jednak stara się tego po sobie nie okazywać.
Wygląd:
Historia:
Wikkaz wychował się w normalnej rodzinie. Jego matka była prawnikiem zaś ojciec Biznesmenem. Chłopak nie mógł powiedzieć żeby miał nudne życie. Co wakacje oblatywał różne zakątki Europy. Można powiedzieć, że zwiedził prawie cały świat. Jednak zawsze czuł, że tak jakby tutaj nie pasuje i chciał żeby spotkało go coś niezwykłego. Coś, co odmieni jego życie na zawsze.

Miał zgraną paczkę przyjaciół. Było ich wszystkich razem ośmioro czterech chłopaków i cztery dziewczyny. Wszyscy chodzili do jednej szkoły i powstała pomiędzy nimi więź, która miała trwać do końca ich życia. Może jednak przedstawię wszystkich zaczynając od Wikkaza, Alice, Kylar, Rian, Sonea, Tessia, Dannyl, Steria. Wszyscy byli w jednym wieku.

Pewnego wiosennego wieczoru, kiedy urządzili sobie imprezę dla całej paczki w nowym domu Durzo zaczęli przeszukiwać strych, na którym było pełno różnych starych rzeczy, które zapewne nie miały żadnej większej wartości. Po kilku godzinach takiego szukania Sonea znalazła starą prawie rozpadającą się książkę. Na jej okładce były jakieś dziwne znaki w nieznanym nikomu języku. Przekartkowali ją i okazało się, że w środku zapisana jest również tymi dziwnymi znakami. Jednak w środku były też różne obrazki przedstawiające dziwne potwory, o których oczywiście cała ósemka nigdy wcześniej nie słyszała ani nie widziała podobnych obrazków. Kiedy dotarli do ostatniej strony zobaczyli, że są tam powypisywane różne imiona i nazwiska. Co ciekawe każde było napisane innym rodzajem pisma tak jakby wiele osób się tutaj podpisywało. Kiedy tak patrzyli na te imiona i nazwiska dostrzegli, że nad nimi małym druczkiem napisane jest w ich języku

"Podpisz to, jeśli chcesz, aby spotkała cię niezapomniana przygoda".

No i wtedy cała ósemka zastanawiała się, co ma zrobić. Połowa chciała od razu podpisać się pod wcześniejszymi osobami jednak inni mieli, co do tego duże wątpliwości. Zeszli, więc z tajemniczą książką do pokoju Blinta i rozmawiali o tym, co mają teraz zrobić. W końcu wszyscy stwierdzili, że to pewnie tylko jakiś kawał i że jak się tam podpiszą to nic na pewno się nie stanie. Wzięli, więc jakiś długopis i każdy po kolei zaczął się podpisywać. Gdy ostatnia osoba, czyli Dannyl podpisała się nagle stało się coś bardzo dziwnego. W całym pokoju zapanowała ciemność zgasły wszystkie światła. Nagle koło ściany znikąd pojawiła się wielka jasna dziura, która po chwili zaczęła wsysać całą ósemkę. Co dziwniejsze wszystkie rzeczy w pokoju zostały na swoim miejscu a siłę, z jaką dziura chciała wessać dzieciaki wydawała się ogromna. Nagle wszystkie poczuły nagłą słabość i wleciały do dziury jeden po drugim. Wikkaz był chyba gdzieś w środku. Od razu, kiedy znalazł się w środku stracił przytomność.

Gdy otworzył oczy okazało się, że jest noc i nikt z jego paczki nie leży w pobliżu. Zaczął biegać po polanie, na której się znajdował, lecz nigdzie nie mógł znaleźć żadnego z nich. Nagle dostrzegł jakieś mocne światło w miejscu gdzie przed chwilą się przebudził. Pobiegł w tamtą stronę i zobaczył coś, co przypominało hologram jakiegoś starego mężczyzny w stroju mnicha. Choć wyglądał on jak hologram czy duch to Wikkaz i tak cały czas czuł go tak jakby on naprawdę stał koło niego. Chwilę patrzyli tak na siebie, po czym stary człowiek przemówił.
- Witaj Wikkaz w świecie pokemonów. Kiedy ty i twoi przyjaciele podpisaliście tą książkę zostaliście tutaj przeniesieni. Tylko, że będziecie trafiać tutaj w różnych odstępach czasowych. Ty akurat trafiłeś tutaj, jako pierwszy inni powinni się tu pojawić w odstępie mniej więcej roku. Wtedy wszyscy będziecie już w tym świecie. Jak na razie nie macie szans żeby powrócić do swojego świata. Musicie na razie przyzwyczaić się do świata pokemon i nauczyć się w nim żyć. Nie mówię, że twoi przyjaciele trafią akurat w to miejsce i do tej krainy. Mogą trafić na inny kontynent. Jak widziałeś były tam też inne podpisy. Większości z tych ludzi nie udało się wrócić do swojego świata. Tak na prawdę nikt nie wiem jak to może się stać. Tylko paru osobom udało się wrócić tak skąd wy przyszliście. Większość albo doczekała swojego kresu w tym świecie albo jeszcze żyje i podróżuje po różnych krainach. Przybyło was niewielu, bo z tymi, którzy się podpisali razem z tobą jest dokładnie trzydzieści pięć osób. A tylko pięciorgu udało się wrócić i była to druga grupa, która tu przybyła. Więc pamiętaj żeby nauczyć się żyć w tym świecie i postaraj się kiedyś odnaleźć swoich przyjaciół, którzy przybędą tutaj.- Powiedział stary człowiek, po czym zniknął tak jakby rozwiało go powietrze.
Wikkaz rozejrzał się na około, po czym dostrzegł w oddali tabliczkę z napisem

"Pallet Town"

Chwilę po tym stracił przytomność.

Kiedy się obudził zobaczył, że jest w zupełnie innym miejscu. Był w jakimś dziwnym ciemnym pokoju. Nie było tutaj żadnych okien jedynym źródłem światła była mała świeczka stojąca na biurku po środku pokoju. Wikkaz powoli usiadł i zaczął się rozglądać po pokoju, aby sprawdzić, kto go tutaj przyprowadził. Miał z tym trudności, ponieważ pokój był ciemny. Jednak po chwili dostrzegł postać patrzącą się na niego z drugiego końca pokoju. Nie mógł jej rozpoznać dopóki postać ta nie wstała i nie podeszła do świeczki. Na początku zamurowało go to, co zobaczył. Mianowicie był to jego przyjaciel Kylar. Od razu przypomniało mu się to, co mówił ten człowiek, że to Wikkaz przybył tutaj pierwszy i że jego zadaniem jest odnaleźć pozostałych. Przyjaciele zaczęli rozmawiać i Kylar wszystko mu wytłumaczył. Znajdowali się w podziemnej kryjówce. Kylar dowiedział się o przybyciu kolejnej osoby i odnalazł ją, po czym przyprowadził go do tego właśnie pomieszczenia. Musiał się ukrywać, ponieważ od czasu, kiedy tu przybył, czyli od dwóch miesięcy ktoś cały czas obserwuje go. Dowiedział się, że Zespół R nie wiadomo skąd dowiedział się o przybywaniu osób z ziemi do tego świata. Chłopak zakradł się do ich kryjówki razem z pewnym znajomym z tego świata i wykradł jakąś książkę, która według Lance’a była w tej sprawie bardzo pomocna. Chłopakom z ledwością udało się wydostać z księgą. Potem dowiedzieli się z niej, że:

„Osoby przybywające do tego świata otrzymują specjalne moce. Były nimi na przykład: czytanie w myślach, władza nad lodem, umiejętność poruszania się prawie z prędkością światła, zdolność zamieniania się w inne osoby prawie tak jak kameleon, który umie wtopić się w otoczenie oraz zdolność kasowania pamięci innym osobom.”

W miejscu gdzie powinny być wypisane ostatnie trzy zdolności strona była urwana. Wikkaz dowiedział się, że Kylar posiada zdolności kameleona, dlatego łatwo im było dostać się do kryjówki Zespołu R niestety jednak nie ma ich jeszcze w pełni opanowanych, dlatego właśnie, kiedy byli w środku przybrał swój normalny wygląd i musieli uciekać. Chłopak sądził, że umiejętności Wikkaza są wśród tych, których nie było w książce. Sądzi to po tym, że dowiedział się, co nieco o poprzednich osobach, które przybyły do tego świata i okazało się, że oni byli bardzo podobni do siebie i tamte osoby i te mają wiele wspólnych cech. Niestety jednak ostatnio wszystkie te osoby zostały zamordowane przez inny tajemniczy zespół. Kylar dowiedział się, iż zespół R próbuje złapać te osoby, które tutaj przybywają, ponieważ próbują zawładnąć światem pokemonów przez wykorzystywanie mocy nowo przybyłych. Niestety nie udało im się jeszcze tego spełnić, ponieważ niedawno dowiedzieli się o tych wspaniałych mocach a kiedy chcieli wyłapać wcześniejsze pokolenia, które przybyły do tego świata to zanim oni ich odnaleźli ci byli po kolei mordowani przez ten tajemniczy zespół, o którym nic nie wiadomo. Choć nikt nie wie czy aby na pewno ktoś ze starszych pokoleń nie przeżył i nie ukrywa się gdzieś na jakimś kontynencie. Kylar prócz Lance’a zaprzyjaźnił się również z tutejszym profesorem Oakiem, który też bardzo pomaga mu w dostosowaniu się do tego świata. Kylar wytłumaczył Wikkazowi, że nie mogą podróżować razem, ponieważ to może być niebezpieczne, jeśli spotkają Zespół R lub tych drugich. Dlatego Kylar powiedział przyjacielowi, że ma pójść do Profesora Oaka i że ten wprowadzi go powoli w ten świat i da mu również startera, dzięki któremu będzie mógł się bronić, choć będzie musiał dużo trenować, aby miał jakiekolwiek szanse na obronienie się przed tym złym zespołem. Dlatego właśnie Wikkaz postanowił się na początku wybrać się do profesora, aby dowiedzieć się wszystkich potrzebnych rzeczy, o których już wiedział Kylar.
Starter: Nie mam pomysłu, więc może dałabyś mi jakieś 3 do wyboru
Profesja: Trener/ Koordynator [i oczywiście poszukiwacz bo musi odnaleźć swoich przyjaciół]
Partner: Może z rozwojem gry
Cel: Nauczyć się żyć w nowym świecie. Odnaleźć wszystkich swoich przyjaciół i postarać się znaleźć jakiś sposób na powrót do domu o ile to w ogóle będzie możliwe. Oraz postarać się osiągnąć jak najwięcej w nowym świecie. Dowiedzieć się również, jaka jest jego moc.
Prośby: Chyba brak



Ethan
Imię: Neightan (Nejtan)
Nazwisko: Russo Very Happy
Wiek: 17
Charakter: Imprezowy, często podejmuję wyzwania, lecz także nie grzeszę inteligencją.
Wygląd:
Historia: Urodziłem się 15Grudnia, była zima jak co roku w moim miasteczku był zawsze śnieg i dużo mrozu. W całym mieście zawsze latały lodowe pokemony. Gdy byłem dzieckiem zawsze nie mogłem się doczekać świąt i śniegu, co rok wydawało mi się że, coraz dłużej czekam na te zjawiska. Lecz mniej więcej zawsze śnieg spadał o tej samej porze roku.Kiedy miałem 16lat, i szedłem do sklepu po różnorakie zakupy na święta, zauważyłem że jakieś młode dzieci zaczepiały i rzucały kamieniami w Abrę. Mówili że on tu nie pasuję, i że psuje cały klimat świąt. Rozkazali poobijanemu stworkowi wynosić się z tego miasta. Wtedy podszedłem do nich i spytałem co oni robią, wtedy odpowiedzieli mi, przestraszonym głosem że nic nie robią. Szybko zostawili pokemona i uciekli, a ja podszedłem do Abry i zobaczyłem czy nic mu nie jest, okazało się że jest strasznie posiniaczony, był to młody stworek a był mróz więc bez zastanowienia delikatniego wziąłęm na ręce i zaniosłem do domu.Opatrzyłem go, lecz nic mu nie było po za tymi siniakami. Dla pewności spytałem się jeszcze ojca, ponieważ był hodowcą pokemonów więc sie na nich znał. Ale stwierdził to samo co ja, powiedział także żebym zatrzymał jeszcze abre, żeby troche podrósł, ponieważ nie przeżyłby tej zimy. Więc wychowywałem go prawie cały czas. Gdy pierwszy raz wyszedłem ze stworkiem na dwór, okazało się że uwielbiał śnieg. Zaczął się w nim tarzać i rzucać we mnie śnieżkami. Bawiliśmy się codziennie aż do końca zimy. Ale powrócimy do świąt ;d. Dnia 23Grudnia była śnieżyca a moi rodzice byli gdzieś na zakupach, martwiłem się troche o nich ale Abra mnie zaczepiał. Pomyślałem sobie że on może wie co czuje i próbuje odciągnąć mnie od złych myśli. Po dłuższych zaczepkach stworka uległem i zaproponowałem że ubierzemy choinkę. Pokemon zgodził się od razu, sam nawet przyniósł bombki(itd) z piwnicy. Więc puściłem kolędy i zaczeliśmy ubierać drzewko. Moi rodzice przyszli nie długo po tym jak przystrajaliśmy dom. Później z całą rodziną jak zwykle robiliśmy świąteczne potrawy na Wigilię. Bardzo Cieszyłem się że nareszcie będę miał jakiegoś towarzysza do podróży.
Starter: Abra
Profesja: Trener
Partner: Na razie nikt ;p
Cel: Zrobić z zwykłego pokemona legendarnego, ponieważ każdy stworek może dorównać legendzie.
Prośby: Hmm, ciekawa gra i chciałym zacząć gre w zime xd


Cieniu
Imię: Rufus
Nazwisko: Shinra
Wiek: 25
Charakter: Zimny, Oschły, Wyrachowany, Spokojny, Ambitny, Czasami zdarza mu się mieć przebłysk dobroci
Wygląd: Patrz na Avek Smile
Historia:

Szaman osoba łącząca ten świat z drugim.
To były pierwsze słowa jakie usłyszałem zaraz po narodzinach 25 lat temu, były mi one wpajane od urodzenia przez mojego nauczyciela. Rodzice przerażeni moim darem jak i przekleństwem zostawili mnie w szkole szamanów, nigdy ich nie poznałem i nie planuję ich poznać. Wracając do szkoły szamanów nauczyłem się tam wielu przydatnych umiejętności które sprawiają iż dążę po miano najlepszego płatnego zabójcy na świecie, kontrola formy ducha jak i wyśmienicie dobry kontakt z moim towarzyszem Riolu pozwalają mi na czyny które dla zwykłego człowieka nie są osiągalne. W szkółce zawsze starałem się być jednym z najlepszych uczniów, zawsze chce sprawić aby nazwisko jak i imię jakie zostało nadane mi przez Senseia było dumne i godne zapamiętania. Nauczyłem się wiele ale wiem także że mogę nauczyć się dużo więcej, tego zawsze uczyli mnie w szkółce, mając 20 lat nabyłem prawa do wyruszenia w świat. Każdy młody Shaman otrzymuje zadanie końcowe które powinien wykonać zanim zejdzie z tego świata i stanie się duchem, Sensei opowiedział mi historię o 5 pieczęciach duchów które zlokalizowane są w naszym świecie, każda z nich odpowiada za wzmocnienie siły Szamana. Jak dotąd nikt nie znalazł żadnej pieczęci, większość młodych wyszkolonych uważa tą historię za walkę z wiatrakami do dzisiaj uważałem tak samo ale swoim Foryoku wyczuwam bardzo wysoką energię skupiona w nie za dużym przedmiocie bądź ciele, energia ta nie przemieszcza się od kilku dni a ja jestem coraz bliżej. Dlatego zboczyłem z wszystkich swoich zadań i poszukuję teraz Pieczęci które pozwolą mi stać się jednym z najlepszych Szamanów. Podróżuje ze mną także mój duch stróż Vincent, mistrz broni palnej jak i białej. Kilka dni temu minąłem małe miasteczko w którym zaopatrzyłem się w jedzenie jak i picie, zapasy powoli są na wyczerpaniu ale nie mogę przestać bo z każdym krokiem czuje w sobie jak ta krystalicznie czysta energia jest coraz silniejsza i bliższa mojej osobie.

Starter: Riolu
Profesja: Płatny Zabójca, Najemnik, Szaman
Partner: Vincent Valentine - Duch
http://s1.zerochan.net/600/18/48/807418.jpg
Cel:
Osiągnąć 1 miejsce w rankingu zabójców.
Udoskonalić swoją technikę Szamańską
Odnaleźć 5 pieczęci duchów
Prośby: Brak Smile




Ajra
Imię: Ariel
Nazwisko: Boon
Wiek: 21
Charakter: Porywcza i starająca się zrobić wszystko po swojej myśli. Kiedy ktoś ją zdenerwuje, jej zachowanie zmienia się diametralnie. Staje się nie obliczalna i okrutna, z chęcią staranuje wszystko wkoło. Jednak jest osobą o dobrym sercu, starająca się pomóc innym, jeżeli ma podobne przekonania.
Wygląd:

Historia:
W wystrojonym w barwy mroku i zła, pokoi z ogromnymi oknami, które zasłonięte były starymi, krwistoczerwonymi zasłonami, znajdowała się pewna postać. Chodziła z kąta w kąt, nie wiedząc co ze sobą zrobić. W jej myślach kłębiło się bardzo dużo informacji, sprzecznych i nierealnych. Takich, które w jej najskrytszych czarnych scenariuszach nie były ujawniane. Każdy, nawet najdrobniejszy hałas na zewnątrz powodował, że jej całe ciało drżało, a sama postać podbiegała do okna. Delikatnie odsłaniała część zasłony, tak by nie wpuszczać światła do lokum, a jedynie spostrzec, co spowodowało ten szum. Za każdym jednak razem pojawiał się ironiczny uśmiech i ponownie postać zataczała okręgi, omijając porozrzucane książki i meble. W tak ciemnym pokoju łatwo o uderzenie się, a najgorszym z nich był mały palec u nogi. Jakby było mało, że pokój spowity zostawał cały czas w półmroku, to postać uderzyła się w wspomnianą wcześniej część stopy.
- Kto?! Pytam się, kto?! Postawił tutaj to cholerstwo. – krzyknęła chociaż wiedziała, że nikt jej nie odpowie, ponieważ jest sama.
Nagle jednak coś zastukało w zamek u drzwi. Jak cień przemknęła bez szelestnie w kąt, bacznie obserwując to, co się tam dzieje. Drzwi powoli się otworzyły, a za nich nieśmiało ukazała się kolejna postać. Ta natomiast bez żadnych obaw i przeszkód podeszła do ściany z oknami i odsłoniła ciężkie zasłony. Widok, który zobaczyła był przerażający. Dookoła leżały książki, puste pudełka od pizzy oraz inne śmieci w tym ubrania. W świetle dziennych promieni słońca ukazał się młody mężczyzna w wieku 20-25 lat. Wysoki brunet o ciemnych włosach z drobnymi baczkami, które bardzo dobrze podkreślały opływowy kształt jego twarzy. Ubrany był od stóp do głów nader elegancko. Ciemne skórzane buty, które zostały dobrane do ciemnych oczy. Jedwabna, bladofioletowa koszula, która opinała jego tors, skomponowała się z czarnymi jak smoła spodniami, które się zabrudziły od kurzu.
- Czy ty, kiedykolwiek tutaj posprzątasz ten bałagan, Ariel? – zwrócił się mężczyzna do stojącej w kącie dziewczyny.
Dzięki rozjaśnieniu pomieszczenia, i tajemnicza postać się wyłoniła. Ukazała się młoda dziewczyna, która była szczupła i wysoka. Miała na sobie długie jedwabne, do których zostały dodane czerwone trampki, dla wygody. Na ramionach wisiała tunika na ramiączkach. Rude włosy opadały na jej ramiona po bokach, a tył był spięty w kucyk.
- Sprzątać nie zamierzam, bo wkrótce stąd odchodzę. – powiedziała z wyraźnym grymasem na twarzy – Masz to o co Cię prosiłam?
- Słuchaj, będę miał przez ciebie kłopoty. Dlaczego nie zrobisz tego co chce matka?
- Ty nie jesteś tutaj od zadawania pytań. Ojcu nie zależy na tym, bym kończyła uniwersytety, a jej bardzo. A wiec pytam się ponownie. Masz!?
- Ale czy mogłabyś … -
- Nie! Nie ma mowy! Ona mogła spełniać swoje marzenia, to ja też. Wystarczysz ty, po szkołach i bez pracy. Ja tak nie chcę. – przerwała mu i wyciągnęła rękę.
Chłopak, nie chętnie ale podał siostrze pokeball. Jednak jego mina bardzo niepokoiła dziewczynę, która wzięła i schowała do leżącej na nieprzewróconym krześle.
- Czemu tak dziwnie się zachowujesz? Coś ukrywasz? – zapytała ściszonym głosem
- Wiesz, chyba nie jestem sam …
Mówiąc to drzwi do mieszkania się otworzyły, a w nich pojawiła się starsza kobieta z rudymi jak ogień włosami. U jej boku stał urodziwy Ninetails. Kobieta chcąc zbliżyć się do córki, podchodziła bardzo powoli. Mino to Ariel wzięła torbę i sama się odsuwała u drzwiom do łazienki. Starsza pani widząc to, zaprzestała przemieszczania, a jedynie głośno westchnęła.
- Czemu nie zamierzasz iść na studia? Dlaczego chcesz zmarnować taką szansę.
- Jeszcze się pytasz. Idę w twoje ślady. Chcę spełnić marzenia o sławie i rozpoznawalności, tak jak ci się to udało.
- Ale ty masz zadatki na prawdziwą bizneswoman!
- Nie chcę spełniać twoich marzeń! Pragnę spełnić swoje marzenia i nikt mi w nich nie może przeszkodzić. Nawet ty! Popiera mnie ojciec.
- I co z tego wracasz natychmiast do domu! Bez żadnej dyskusji! Nie po to załatwiałam te formalności, byś je zmarnowała jakimiś nastoletnimi wyskokami.
- Mamo! Jestem dorosła mam 21 lat i nie chce gnić w biurze!
Kobieta miała coraz mniej sił, by dalej prowadzić tę rozmowę. Podeszła pewnym krokiem w jej kierunku. Ariel była znacznie szybsza. Chwyciła torbę i uciekła do łazienki, zamykając się od środka.
- Teraz chcesz się zachowywać jak rozwydrzona nastolatka! Dobrze. – krzyknęła matka – Jeżeli chcesz zmarnować swoją szansę, nie stoję na przeszkodzie! Wyjdź i pojedź dokąd zechcesz!
Matka stanęła pod oknem i czekała na wyjście córki. Ariel po upływie kilku minut wyszła i nie pewnym krokiem ruszyła w stronę drzwi. Na jej ramieniu spoczywała torba. Kiedy była już przy wyjściu, zwróciła się do niej:
- Wiedz, że jeżeli spotkamy się na jakimkolwiek pokazie, postaram się by każde nasze spotkanie kończyło się twoją sromotną porażką. Lojalnie Ciebie ostrzegam, nie będę pobłażliwa. – powiedział z przesłaniem, tak by dotarło to do niewdzięcznej latorośli
Ariel tylko spojrzała i odwróciła się. Bardzo szybko wybiegła z budynku. Natychmiast udała się na dworzec autobusowy, by jak najszybciej się stąd wydostać. Wiedziała, że matka zechce ją dogonić. Gdy znalazła się w tym miejscu, wsiadła do pierwszego z brzegu autobusu.
- Dokąd pan jedzie? – zapytała nerwowo
- Do Saffron City, młoda panno. – odpowiedział starszy mężczyzna z ciemnych okularach. Po czym dodał i roześmiał się – uda ci się!
Ariel zdezorientowana tym zachowaniem kierowcy usiadła na samym końcu. Obserwowała już za okna pojazdu, to co się dzieje na dworcu. Kiedy tylko kierowca włączył silnik obok środka transportu pojawiła się matka. Dziewczyna nie chowała się, a jedynie uśmiechnęła się szeroko. To był dla niej najwspanialszy widok. Uśmiech minął, gdy dotarło do niej kim będzie jej rywal. Własna matka. Czekała już tylko do dotarcie z Goldenrod do Saffron. Wiedziała natomiast, że kiedyś tu wróci by odebrać tytuł matce, a w Kanto jest ona nie znana. To był jedyny plus tej sytuacji.
Starter: Gothita
Profesja: Koordynator
Partner: na razie brak
Cel: Być lepszym koordynatorem niż matka
Prośby:



Eizo
Imię: Eizo
Nazwisko: -
Wiek: 16 lat
Charakter: Płytki nastolatek, brak szacunku do innych, zadziorny, często agresywny, bywa uśmiechnięty.
Wygląd:

Historia: W regionie Hoenn, na jednej z ulic stał mały domek, a w środku niego znajdował się nastolatek o przeciętnej budowie ciała. Jednak najbardziej przykuwały uwagę jego czerwone włosy. W pomieszczenie nie można było dostrzec innych ludzi, najwidoczniej mieszkał sam. Spokojnym krokiem chodził po całym mieszkaniu i przystawał co chwile, jakby na kogoś czekał. Wtem rozległ się dźwięk pukania do drzwi, chłopak podbiegł, następnie otworzył je i przywitał się z nieznajomym. Od razu zaczęli ze sobą rozmawiać, po czym wyszli na zewnątrz, gdzie odbywał się huczny targ. Człowiek pukający do drzwi, również okazał się chłopcem w mniej więcej tym samym wieku. Obaj patrzyli po różnorodnych straganach, było tam wiele ciekawych rzeczy.Kierowali się jednak w stronę lasu, nie wiadomo po co? Prowadzili ze sobą dialog, przerwał im jednak, w pewnym sensie "krzyk" pokemona. Dobiegający głos wydobywał się z nad dużego zbiornika wodnego. Eizo czuł przerażenie, a jednocześnie był nabuzowany adrenaliną. Docierając wraz ze swoim kolegą, ujrzeli Mankey'a, który wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Otoczony został przez 2 członków Teamu Aqua, wraz z ich pokemonami. Śmiali się oraz bluzgali na bezradnego pawiana, lecz ten zareagował gwałtownie dając jednemu z nich w pysk. Drugi niestety, wydał rozkaz swojemu Gyradosowi, by pokazał mu gdzie jego miejsce. Potwór w szaleńczym tempie zaatakował mniejszą ofiarę nie dając mu szans na unik. Czerwonowłosy nastolatek podbiegł do przytomnego członka Aqua i zaciśniętą w garść dłonią uderzył go w twarz, aż wpadł do wody. Złapał Mankey'a za głowę i rzucił w stronę krzaków, gdzie nadal siedział jego kolega. Sam rzucił się w ucieczkę wraz ze swoim nastoletnim towarzyszem i walecznym pokemonem. Uciekali ile sił w nogach, co raz ocierając krople potu z twarzy. Nagle ukazali się przed nimi ci sami faceci co nad wodą. Od razu na start dostali kilka obelg:
-Teraz się z wami policzymy szczeniaki, zapłacicie za to co zrobiliście.- powiedział dobrze zbudowany mężczyzna.
Złapali oni chłopaków i związali liną, następnie zaprowadzili nad rzekę, po czym wrzucili do niej i śmiejąc się krzyknęli jeszcze coś w ich stronę...
-Niech was nurt rzeki daleko zaniesie, nikt z nami nie zadziera. Przy okazji uważajcie na wodospad słyszałem, że wysoki.- powiedział drugi, śmiejąc się pod nosem.
Teraz uratować ich mógł cud, ale w oddali Eizo zobaczył coś zbliżającego się z dużą prędkością. Był to nie kto inny niż Mankey, który chciał się odwdzięczyć za ratunek. Na całe szczęście kolega czerwonowłosego, nie dopilnował pawiana, ponieważ ten niepostrzeżenie wyśliznął mu się z rąk i spadł w jakieś krzaki. W bardzo szybkim tempie rozwiązał, nastolatków i pomógł im wyjść z nurtu sprawiającego ciągły opór. Wrócili do domu szesnasto latka, cali przemoknięci i bezsilni. Dwóch chłopców i jeden pokemon. Po drodze zdążyli kupić karmę dla pokemonów typu walka. Wchodząc do środka nasypali ją w miskę, by pawian mógł coś przekąsić. Sami nastolatkowie, zrobili sobie coś do jedzenia. Wszyscy zajadali z apetytem. Eizo podszedł do szafki w koncie pomieszczenia, otworzył ją, po czym wyjął z niej pokeballa. Rzucił go w stronę pokemona i patrzył jaki przyniesie efekt. Kula o ile można to tak nazwać, kręciła się na boki, nagle rozległo się "Pik" co oznaczało, że został złapany. Wolnym krokiem nastolatek o czerwonych włosach podszedł do pokeballa i wsadził go do kieszeni. Wyprosił z domu kolegę, ponieważ była już późna noc, a on chciał się położyć spać. W domu zapanowała głucha cisza, młodzieniec wyczerpany położył się do łóżka. Nastał kolejny dzień, chłodny chociaż świeci Słońce. Eizo postanowił się spakować, powkładał do torby najważniejsze rzeczy, po czym zostawił list przy drzwiach i wyruszył w północną część miasta. Na jego ramieniu bacznie siedział Mankey, patrząc się co raz na lewo i prawo. Cel tej podróży był jasny zemścić się na członkach Teamu Aqua przy każdej nadarzonej okazji. Postanowił również pobawić się w łowce pokemonów lub dołączyć do Zespołu R. W tamtej chwili wszystko jedno mu było, największym pragnieniem była zemsta.
Starter: Mankey
Profesja: Trener, łowca pokemonów
Partner: brak, mogę dostać kogoś podczas podróży.
Cel: Zemsta przy każdej możliwej okazji na Teamie Aqua, dołączenie do zespołu R oraz robota łowcy pokemonów.
Prośby: Ciekawe przygody.



Ruvreet
Imię: Ruvreet

Nazwisko: Lidervireal von Trezuraar'di'Truuz

Wiek: Wiosen liczy sobie tenże chłopak siedemnaście.

Charakter: Charakter jak charakter obszerny nie jest. Jest on człowiekiem cichym. Czasem ponosi go gniew. Nawet często. Od dziecka lubi bawić się w iluzję, oraz wzbudzać w około siebie nieco mroczną atmosferę. Jako dziecko chowany w dworze szlacheckim. Dzięki temu cechuje się dużą kulturą osobistą. Nie jest on przyjacielski, wręcz przeciwnie zraża do siebie ludzi. Lubi proste gry psychologiczne. Czasem nieświadomie omamia ludzi. Nie za pomocą czarów, lecz słów. Niezbyt losy innych są mu bliskie, więc na pomoc z jego strony liczyć nie trzeba. Cechuje się on skromnością, oraz czasem, acz nie zawsze lubi żartować. Jeśli ktoś jednak przebrnie przez odpychającą go otoczkę, zrozumie, że jest on wierny w przyjaźni. I jest to chyba jego jedyna pozytywna cecha.

Wygląd: Opisując od dołu? Bien. Tak, więc jego buty to stare znoszone glany. Kiedyś były zapewne kruczoczarne, obecnie to brudny szary. Na jego nogach można zobaczyć jeansy. Luźne, dobre do chodzenia, jednocześnie reprezentacyjne. Znaczy byłby reprezentacyjne, gdyby je nieco załatać i doczyścić. Dokładnie zapięta czarna skórzana krótka. Jedyna część jego garderoby która nie ma dziur oraz jest czysta. Pod nią czai się t-shirt z maską gazową. Na jego szyi wisi wisiorek. Czarny rzemyk, a na nim dwa metalowe kółka, podłużna, prostokątna blaszka oraz krzyżyk z ułamanym ramieniem. Ma on szare oczy, uważnie obserwujące wszystko. Jednak nie często je widać z powodu ciemnorudej grzywy zasłaniającej mu oczy. Włosy jego są lekko falowane, na samych końcach unoszą się ku górze. Nos prosty, policzki bez widocznych kości, lekko zarysowany podbródek. W prawym uchu cztery kolczyki, wbite wzdłuż małżowiny, helixy (dla zainteresowanych - google). Od lewego ucha, aż do połowy szyi biegnie jasna szrama. Na plecach znajduje się ich znacznie, więcej. (Postać wzorowana na mnie, dlatego żadnego anime obrazka nie wstawiam)

Historia: Urodził się w dworze szlacheckim. Tam od małego wpajano mu etykietę oraz kulturę godną szlachcica, którym notabene miał zostać w przyszłości. Od małego jednak pociągły go raczej jaskinie, oraz długie tunele które znajdowały się w górach nieopodal dworu jego ojca. Tam też znalazł młodego Absola z którym się zaprzyjaźnił. Był bardzo pojętny, więc stosunkowo szybko wyuczył się całej etykiety, zaskakując tym swoich nauczycieli. Jednakże w niedługim czasie jego surowy rodzic zrozumiał, iż z chłopcem dzieje się coś nie tak. Wrażenie odosobnienia pogłębiała jeszcze schizofrenia nie którą cierpi chłopak. Nie jest oczywiście to schizofrenia tak zaawansowana, by nie mógł normalnie egzystować, lecz na tyle poważna, by zmienić jego tok myślenia na stosunkowo specyficzny, oraz sprawić, że nie ufał obcym ludziom. Po pewnym czasie przestał ufać własnym rodzicom. Jednak czara goryczy się przelała, gdy Ruvreet chciał sprowadzić do domu swego przyjaciela. Jego ojciec sarknął tylko, iż w jego domu, dla odmieńców miejsca nie ma po czym skatował go batem. Absol próbował pomóc swemu panu, lecz stary i doświadczony w walce Venosaur prawie go zabił. Dwa ledwo żywe stworzenia zostały wywiezione do puszczy. Wylizali się dzięki pomocy Chansey. Jednak wspomnienia oraz blizny pozostały. To wydarzenie jeszcze bardziej zamknęło chłopca w sobie, oraz nieznacznie pogłębiło jego chorobę psychiczną. Widząc opowieści u wszystkich i swoją uraczę.

Kamyk przeleciał kilka metrów kopnięty przez chłopca kierowanego gniewem. Ciężka ręka ojca znowu nań spadła. Nie była to złość wywołana bólem, czy użaleniem się, a faktem, iż mimo wielkiej chęci chłopak nie mógł się odwinąć. Oczywiście raz to zrobił. Lecz złamanie ręki po raz drugi nie uśmiechało mu się. Kolejny kamyk zmienił swoje położenie na ścieżce widocznej tylko młodzieńcowi. Chociaż nie wiele już dzieliło ją, by mogła być zauważona przez kogoś innego. Ruvreet chodził nią tyle razy, że zaczynała być coraz bardziej widoczna. Kiedyś go zabiję i tyle pomyślał chłopak. Nie pierwszy raz zresztą. Jeszcze jeden kamień podzielił los poprzedników. Spalę tą wielką ropuchę. O tak, będę patrzył jak płonie i błaga o litość. Tutaj chodziło mu o Venusaura ojca który jak zwykle podjudzał tylko ojca przeciwko niemu. Ropucha było najlepszym określeniem zważywszy, że pokemon był tłusty, lecz wciąż silny. Czwarty kamień nie uniknął swego losu. Bezgłośnie poleciał w mchy. Po kolejnej półgodzinie przepełnionych gniewem rozważań, oraz kilkudziesięciu kamykach które zmieniły swe położenie, młody szlachcic przystanął przed wąską ścieżką prowadzącą w góry. Złość powoli z niego ustępowała. Wszedł w nią, lecz już po kilku metrach odbił w bok. Nie lubił chodzić po ścieżkach. Nie chciał. Nie rozumiał. No trochę się też bał. Wciąż głęboko zamyślony, stracił czujność co poskutkowało zsunięciem się nogi, wraz z właścicielem gdzieś w dół. Cały poobijany zauważył wejście do jaskini przed sobą. Długo się w niej jeszcze niosły echa jego przekleństw. Normalnie nie odważyłby się tam wejść. Jednak mimo, iż płomień jego złości mocno się zmiejszył wciąż, mocno się tlił w jego duszy. Rozejrzał się na tyle, na ile pozwalało mu światło wpadające do jaskini. Początkowo nie usłyszał cichego jęku. Gdy w końcu jęki stały się dobrze słyszalne, szybko wybiegł z jaskini. Chciał uciec do domu, lecz w połowie drogi coś po prostu mu nie pozwoliło. Musiał tam wrócić. Zawrócił, drugi raz już idąc w stronę gór. Po drodze zaopatrzył się w gruby konar, który miał mu posłużyć do obrony. Jego drugie zejście do jaskini nie było na szczęście tak bolesne. Ciche jęki, słabsze wciąż były niesione przez echo. Praktycznie trąc plecami o ścianę jaskini Ruvreet powoli wchodził coraz głębiej. Ze zgrozą stwierdził, iż jęki ucichły. Teraz mnie już na pewno zabije pomyślał panicznie, a po jego plecach spłynął lodowaty pot. Jednak nie mógł się zatrzymać. Powoli wchodził w coraz większy mrok. Gdy po kolejnych chwilach, które dla niego były wiecznością, kopnął w coś małego i miękkiego, prawie wypuścił kij ze strachu. Kopnięta przez niego rzecz zajęczała boleśnie. Popatrzył pod nogi, a stamtąd patrzyła nań para małych oczu, wypełnionych strachem. Więc nie tylko on się tu czegoś bał. Odrzucił kij, biorąc malucha na ręce. Nie miał pojęcia czym to coś było, lecz małe ślepka nie pozwoliły mu się zostawić. Po dzikim biegu przez jaskinię, chłopak usiadł niedaleko jej wyjścia, zdyszany. Jęcząca kulka okazała się być... Małym Absolem. Wyglądał na porzuconego przez matkę, oraz głodnego. Pewnie zostałby zostawiony przez młodzieńca, lecz jego hipnotyczne ślepka zbyt mocno do niego przemawiały. Godzinę później pokemon-katastrofa spokojnie pił ukradzione ze spiżarki mleko.

Starter: Po zerknięciu w pokemony określone mianem zakazanych pomyślałem, iż zapewne można wybrać każdego pokemona, tyle że w pierwszym stadium ewolucji. Jeśli tak to wybieram właśnie tego stworka. Absol. Jeśli zaś można tylko startery to wybór oczywisty jest, a jest nim Cyndaquil.

Profesja: Przyuczony na właściciela ziem, zna się na handlu, oraz przemowach.

Partner: Ludzki? Brak.

Cel: Chciałby wystąpić w pokazach. Również jego celem jest vendetta na ojcu, oraz zabranie jego ziem. Ostatnim jego celem jest spotkanie Giratiny, przelecenie na jego grzbiecie, a następnie pokonanie go.

Prośby: Nie wiem, zapewne będą mi przychodziły na bieżąco. Chociaż nie, wątpię.


Mozaikap/b]
[b]Mozaikowa prośba o przyjęcie


Imię: Justine (zwana pospolicie Mozaiką)
Nazwisko: Brave
Wiek: 17 lat
Charakter: Justine jest rozsądną, choć bardzo dumną dziewczyną. We wszystko co robi wkłada całe serce i duszę, jest wytrwała i odważnie stawia sobie dalekosiężne cele. Szuka przyjaciół, nie lubi walczyć bez powodu. Jeśli ktoś jednak ją potężnie zdenerwuje... Zrozumie, co znaczy atak wściekłego kota. Mozaika stara się być miła dla wszystkich i z uśmiechem wita każdy, nowy dzień.
Wygląd: Patrz avatar. Justine nosi zwiewne ciuchy, w delikatnych, pastelowych kolorach. Jej nieodłącznym elementem garderoby są pantofelki na płaskim obcasiku.
Historia: Mozaika przyszła na świat w ciemnym lesie, pewnej zimnej, prawie zimowej nocy. Jej rodzice byli tak biedni, że zdecydowali się zamieszkać w lesie za miastem- w końcu było im cieplej, bo nie hulał wiatr, bezpieczniej, bo drzewa chyliły nad nimi swe konary, lepiej- bo las karmił ich jagodami, żołędziami, czasem grzybami lub mięsem. Przez lata żyli jak dzikusy- jedząc podsmażone mięso, jeśli udało się rozpalić ognisko i nosząc poobdzierane szczątki i tak biednych i skromnych ubrań.
Kiedy jednak Justine przyszła na świat, rodzice stali się bardziej czuwający, zwłaszcza nocą. Choć zewsząd otaczały ich pokemony, dla których wszakże las był takim samym domem jak i dla rodziny Brave, nie ufali im całkowicie. Tylko temu Mozaika zawdzięcza życie. Pewnej wiosennej nocy, kiedy wartę objął ojciec Justine, przez las biegł jakiś pokemon. Nie zważając na nic, szarżował wprost na śpiące Justine i jej matkę. Ojciec rzucił się w stronę żony i córki i budząc je, zdołał je usunąć z drogi pokemona. Przeturlał Mozaikę w bok, sam jednak nie zdążył usunąć się z drogi...
Oprawcą okazał się wściekły, a może tak skrajnie przerażony Rapidash. Stratował ojca Mozaiki i zniknął jeszcze szybciej, niż się pojawił. Matka, Amelia, nie mogła zrozumieć co się stało. Była w ciężkim szoku, wzięła jednak kilkumiesięczne dziecko ze sobą i zajmowała się nim. Kiedy wróciła do miejsca wypadku, by pochować męża, zauważyła kręcącą się w pobliżu małą Ponytę. Bała się, że i ten pokemon okaże się nieprzewidywalny i groźny.
Ponytka przyglądała jej się z zaciekawieniem. Była w złym stanie, widać, że powinna przebywać u boku rodzica. Najprawdopodobniej Rapidash była jej matką... Teraz, kiedy młody pokemon pozostał sam, ruszył za matką Justine. Nie zachowywał się wrogo, więc kobieta starała się ją ignorować, licząc na to, że ją zostawi w spokoju. Budziła tragiczne wspomnienia.
Ponyta wróciła jednak za matką Mozaiki do ich nowego "miejsca zamieszkania" i raźno podeszła do malucha. Położyła się w małej odległości. Matka Justine już chciała ją przepędzić, może nawet zabić, ale zauważyła, że malutka córeczka rozluźniła zziębnięte ciałko i z błogim uśmiechem kontynuowała błogi sen. Wtuliła się nawet w ciało Ponyty i trwały tak razem. Samotna kobieta musiała przyznać, że ciepło wydzielane przez pokemona bardzo ją odciąży w samym szukaniu drewna na opał i paleniu ognisk. Postanowiła zatem, że pokemon zostanie z nimi. Sama zastąpiła jej matkę, karmiła oba maluchy i oba uczyła życia.
Kiedy Mozaika osiągnęła wiek piętnastu lat, jej matka umarła. Dziewczyna radziła sobie już doskonale w lesie i jakież było jej zdziwienie, kiedy pewnego dnia stanęła na skraju lasu. Nie mogła uwierzyć, że piękny las ma swoje granice. Patrzyła pustym wzrokiem przed siebie na pola uprawne, dziwne coś poruszające się szybko po dziwnie twardej nawierzchni... Kiedy poczuła na plecach ciepły oddech Ponyty, postanowiła ruszyć przed siebie i zbadać ten dziwny świat.
Po dwóch latach orientowała się już w cywilizowanym świecie. Była to droga przez mękę wyszydzanej i nierozumianej Mozaiki, ale ciekawość świata się jej opłaciła. I choć nadal woli chłodne objęcia lasu, potrafi się odnaleźć w świecie miasta.
Starter: Ponyta
Profesja: Opiekunka Pokemonów (?)
Partner: Brak, i raczej się nie pojawi.
Cel: Zdobycie przyjaciół, poznanie każdego zakątka "tego dziwnego, szarego świata"- miasta oraz pomoc wszelkim pokemonom, zgodnie z zasadami wspólnotowymi lasu.
Prośby: Chyba brak. Marzę o pewnym pokemonie, aczkolwiek to nie jest chyba dobry moment na wyjawianie tego. Pożyjemy, zobaczymy. Proszę o przyjęcie i ewentualne wsparcie przy stawianiu pierwszych kroków na tym forum :3
avatar
Cieniu
Admin

Male Liczba postów : 3448
Birthday : 07/04/1991
Join date : 16/01/2013
Age : 26
Skąd : Śródziemie

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach