Yuya

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Yuya

Pisanie by Cieniu on Pon Sty 21, 2013 2:17 pm

Witam potencjalnych ochotników do gry.
UWAGA!!!JAK NA RAZIE ZAPISY ZAMKNIĘTE, WIĘCEJ LUDU NIE OGARNĘ!!!

Uwagi:
1.Chętniej prowadzę gry trenerom niż koordynatorom
2.Postarajcie się o posty chociaż na 3 linijki
3.Przykładam mniejszą wagę do historii niż inni MG-przy dobrym nastroju zaakceptuję nawet grę typu 'zostać mistrzem pokemon/najlepszym koordynatorem.
4.Po 6 tygodniach bez odpisu przenoszę grę do Dark Cave

Formularz:
Imię:
Nazwisko:
Wiek:
Starter:
Profesja:
Charakter:
Wygląd:
Miasto i region startu:
Historia:
Cele:
Towarzysze:
Wrogowie:
Wizja świata:
Prośby:

O formularzu:
-towarzyszy max 2-3
-wizja świata to rubryka ważna, gdy wymyślicie własny świat inny niż ten w anime. Jeśli historia toczy się w takim właśnie świecie, opiszcie mi go ładnie, abym miała punki zaczepienia. Gdy jest to świat jak w anime napiszcie to po prostu lub pomińcie ten podpunkt.
-w punkcie wrogowie wpisujecie również ewentualnych rywali
-istnieje również opcja regionu ogólnego, gdzie sama wymyślam teren. Jest to nieprzewidywalne i dostosowuję go do różnych rzeczy-fabuły, czasu, swojego humoru...



Gizma
Imię: Kornelia
Nazwisko: Milc
Wiek: 17
Starter: Totodile
Charakter: Charakterek: Cicha, spokojna. Ważne sprawy woli przemyśleć samotnie. Nie lubi gdy ktoś mówi jej co ma robić. Nie lubi osób które wtrącają się w jej sprawy prywatne. Nie przepada za towarzystwem chyba że nie będzie interesować się jej sprawami. Jest idealistką. Za osoby bliskie jej sercu byłaby w stanie wskoczyć w ogień.
Wygląd:
Miasto i region startu: Jotho pierwsze miasto
Historia: Nazywam się Kornelia. Mieszkam razem z mamą i ojczymem. Jestem jedynaczką… W sumie niedługo będę miała przyrodnią siostrę ponieważ mama jest w 6 miesiącu ciąży. Ale to mało istotne. Rodzice rozeszli się gdy miałam 6 lat. Do dziś pamiętam ich kłótnie. Zawsze zatykałam uszy i udawałam że niczego nie słyszę. Teraz żałuje że nie słuchałam.
Pytając się mamy dlaczego rozwiodła się z ojcem odpowiadała „ponieważ mnie zdradził”. No dobra ale dlaczego nie mogę utrzymywać z nim kontaktu? To zawsze mnie zastanawiało. Na to mama odpowiadała „ponieważ wyjechał za granicę”. No cóż trudno. Swoją podróż pokemon planowałam od dzieciństwa. Przygotowywałam się na nią długimi latami. Jednak zdarzyło się coś nieoczekiwanego.
Przyszedł do mnie list. A właściwie to dostałam go od Pidgeota(!). Bardzo dziwny list. Był on rzekomo od mojego ojca. Jakby nie mógł wysłać go normalnie... Napisał w nim, że zadarł z kimś ważnym i bardzo silnym przez co został uwięziony. Twierdził też, że jestem jego ostatnia deską ratunku, jego ostatnia nadzieją. Jakoś nie bardzo chciało mi się w to wierzyć. Przecież mój ojciec żyje z jakąś kobietą za granicą. Niby... Do listu doczepiona była ręcznie narysowana mapa na jakimś skrawku papieru. Zastanawiałam jakie miejsce ona przedstawia.
Przed samym wyruszeniem w moją podróż chciałam podpytać mamy czym zajmował się mój prawdziwy ojciec.
-Oglądał się za kobietami od co.
-Mamo proszę cię… -to już powoli zaczynało być irytujące
-A co cie to tak nagle zaczęło interesować?
-Chyba mam prawo wiedzieć co robił mój ojciec.
-Już ci mówiłam ogląda…
-Mamo…
Cała rozmowa irytowała mnie. Zastanawiałam się czy powiedzieć o tym liście czy nie. Postanowiłam coś wy myśleć. Jedyni źli i silni ludzie jacy przychodzili mi do głowy to:
-Krążą plotki że zadarł z elitarna czwórką…
-Ha wiedziałam że kiedyś się doigra!
-??
Radość mamy była bardzo dziwna.
-Dobra powiem Ci. powiem Ci co robił twój kochany tatuś. Ale to co usłyszysz ma pozostać między nami. Twój cudowny ojciec łapał pokemony i sprzedawał elitarnej czwórce za niezłą sumkę. Pewnie zapytasz co z tego? A nóż były one wykorzystywane do różnych eksperymentów i większość z nich ginęła w ciężkich męczarniach. Szkoda że nie powiedział mi przed ślubem… Nigdy w życiu nie wyszłabym za niego.
Po tej krótkiej rozmowie zaczęłam się wahać czy jest sens wyruszania. a skrawek który był dołączony do listu okazał się jakąś mapą siedziby elitarnej czwórki.
Towarzysze: wolę podróżować sama
Wrogowie: teoretycznie elitarna czwórka
Wizja świata: Chce aby to był świat bardziej realny. Czyli nie chciałabym aby każda postać była miła, uśmiechnięta i skora do pomocy(bo wiadomo nie wszyscy tacy są) aby pokemony nie były od razu takie zaprzyjaźnione z ludźmi (wiadomo są wyjątki) bo pokemony jak każde zwierze trzeba oswoić.
Prośby: Totodile dziewczyna




Głuchy
Imię: Bourn

Nazwisko: Ludlum

Wiek: 19

Starter: Tauros

Profesja: Trener

Charakter:Miły,Uprzejmy,Uparty,Nad pobudliwy.
Wygląd: Średnio umieśniony, Krotkie czarne włosny, Kolczyk w lewym uchu
Miasto i region startu: Kanto ,pierwsze miaso
Historia: Bourn jest dzieckiem wychowanym na farmie gdzie są hodowane Taurosy. Dziecko bardzo lubi pomagać rodzicą a szczególnie swojemu ojcu który opiekuje się Taurosami który ma aż 46. Pewnego dnia Bourn wraca z miasta i widzi farme w płomienach od razu dzwoni po straż. Gdy straż ugasiła pożar powiedziała chłopcu że nie było w domu jego ojca. Pierwsze co obiecał sobie Bourn to odnaleść ojca

Towarzysze: brak
Wrogowie: brak

Wizja świata:

Prośby: Nie mam.

Dodane po 54 sekundach:

Imię: Bourn

Nazwisko: Ludlum

Wiek: 19

Starter: Tauros

Profesja: Trener

Charakter:Miły,Uprzejmy,Uparty,Nad pobudliwy.
Wygląd: Średnio umieśniony, Krotkie czarne włosny, Kolczyk w lewym uchu
Miasto i region startu: Kanto ,pierwsze miaso
Historia: Bourn jest dzieckiem wychowanym na farmie gdzie są hodowane Taurosy. Dziecko bardzo lubi pomagać rodzicą a szczególnie swojemu ojcu który opiekuje się Taurosami który ma aż 46. Pewnego dnia Bourn wraca z miasta i widzi farme w płomienach od razu dzwoni po straż. Gdy straż ugasiła pożar powiedziała chłopcu że nie było w domu jego ojca. Pierwsze co obiecał sobie Bourn to odnaleść ojca

Towarzysze: brak
Wrogowie: brak

Wizja świata:

Prośby: Nie mam.





Elmo
Imię: John
Nazwisko: Athlon
Wiek: 16
Starter: Porygon
Profesja: Trener
Charakter: John jak na chłopaka który wiele przeżył jest spokojny i opanowany, mimo wieku jest też bardzo dojrzały. Nie lubi podróżować z innymi osobami, woli chodzić sam, ale wiadomo że nie obejdzie się bez wędrówki z innymi. Całymi wieczorami myśli o śmierci rodziców i o zemście lecz mimo to stara się nie ponosić emocją tylko rozsądkiem. Bardzo trudno się z nim zaprzyjaźnić. Pomaga tylko przyjaciołom, których nie ma zbyt wiele ale wszystko może się zmienić. Jest odważny, praktycznie niczego się nie boi. Gdy zacznie coś robić, musi to dokończyć, nigdy się nie poddaje.
Wygląd:

Miasto i region startu: Kanto, Pallet Town
Historia:
Prolog
Dawno, dawno temu, kiedy ludzie i pokemony żyli w przyjaźni i w zgodzie narodził się mały chłopczyk, nieświadomy swojego przeznaczenia. Ale zanim się narodził, kiedy to był w brzuchu matki a nawet wcześniej, toczyły ze sobą walkę za pomocą pokemonów dwa rody Assasynów : "Light Prestigio"(dobra) oraz "Dark Prestigio"(zła). Podczas tych walk została zburzona równowaga między światem ludzi a pokemonów. Ludzie zaczęli wykorzystywać pokemony do własnych, niecnych celów oraz toczyli nimi walki. Ale wróćmy do naszej opowieści. Ów dwa rody były ze sobą od pokoleń w zgodzie, ale to wszystko się zmieniło kiedy pojawiły się pokemony, zaczęła się rywalizacja : Który ród będzie miał więcej pokemonów. Zaczęło się od małych kłótni i sprzeczek aż przerodziło się w wojne. Kłamstwa, kradzieź i zdrada, to były motywy tej wojny. Pewnej nocy, kiedy ojciec naszego bohatera zapłodnij swoją żonę doszło do sabotażu. Jako iż ów małżeństwo posiadało silne pokemony to oczywiście Dark Prestigio zamierzało je wykraść. Ojciec Johna był walczenym człowiekem i nie zamierzał oddać pokemonów bez walki... Niestety kosztowalo go to życie... I tu już zaczyna się smutny los naszego bochatera. Biednej wdowie pozostał tylko nienarodzony syn. Od totalnego załamania dzieliło ją tylko mały krok, jedyne co ją trzymało w "ryzach" to to aby wychować syna na porządnego człowieka. Była to jednak droga niebezpieczne i pełna przeciwności losu.
Narodziny i pierwsze lata
Tak, nareście, to ten dzień! Dzień w którym John Athlon z rodziny Athlon przyszedł na świat! Obecnie znajdujemy się u lekarza
-Proszę przeć! PRZEĆ!
-Nie...Nie mogę!
-Widzę główkę!
5 miniut później.
-Gratuluje pani pięknego syna!
Radość matki nie miała końca, straciła męża ale zyskała syna! Przytulała swojego syna z całej siły, który o dziwo nie płakał. Po cichu mówiła do siebie:
-Nie możesz mieć kontaktu z pokemonami, NIGDY!
Miały dni, tygodnie, miesiące, lata a matkę Johna ciągle atakowali członkowie Dark Prestigio lecz jej pokemon nieustanie jej bronił. Dobrze że to wszystko działo się w nocy, ułatwiło to pracę nad wychowaniem syna. John jak na chłopaka mającego 5 lat był sprawniejszy fizycznie i mądrzejszy od reszty jego rówieśników. Wyróżniał się też wyglądem, był wyższy od reszty, nie był to taki smarkacz tylko... nie wiem jak to powiedzieć ale wiadomo o co chodzi. Pewnego razu nasz młody bohater wybrał się do lasu aby pozbierać trochę jagód, truskawek ogólnie wszystkich owoców jakie mógł tam znaleźć, nim się spostrzegł mineło kilka godzin a w jego koszyku było pusto ponieważ zjadał wszystkie napotkane owoce. Sowy zaczęły huczeć, świerszcze "śpiewać" to oznaka że już jest noc. Nasz przerażony bohater nie miał innego wyboru, biegiem poleciał przez las, ale co to ? Kiedy John tak biegł odbił się o coś i upadł na ziemię, kiedy spojrzał w górę ujrzał Assasyna w ciemnej szacie. Bez najmniejszego słowa wyciągnął swoje ukryte ostrze i nachylił się stronę Johna. Chłopak szybko zerwał się na nogi ale nie zdążył, poczuł mocny ból na swoich plecach i cały był we krwi. Wydawałoby się że jest skazany na śmierć, ale jednak tak się nie stało. Triumfujący Assasyn już zaczął powoli odchodzić ale nagle usłyszał jakiś dziwny pisk i kiedy spojrzał w górę zobaczył jakąś postać na tle księżyca. Xanim cokolwiek zrobił już był cały porażony prądem. Czy to człowiek? A może Pokemon? Nie wiadomo. Tajemnicza postać niewiadomo jakim sposobem podniosła Johna i zaniosła go do swojej matki.
-Och, mój synku , co się stało?
Nie otrzymała odpowiedzi ponieważ chłopak był nieprzytomny a tajemnicza postać odleciała daleko w przestworza. Czym prędzej matka położyła syna na brzuchu, zaczęła przemywać ranę i szybko ją zabandażowała. Kiedy połozyła Johna do łóżka zaczęła coś po cichu mówić:
- Ech... To pewnie przez te pokemony! Pewnie Dark Prestigio dowiedziało się o jego więzi z pokemonami! Nie! John nie może się o tym dowiedzieć.
Następnego dnia, nasz bohater wstał o własnych siłach, o dziwo plecy go nie bolały, ale to pewnie przez te Assasyńskie metody i zioła. Zaraz po wstaniu i ubraniu się poszedł do pokoju jadalnego i czekał na śniadanie. Matka przez pewien czas nie mogła dojść do siebie i nie przynosiła śniadania więc John postanowił że porozmawia z matką. Jak pomyślał tak uczynił. Zawędrował do kuchni i zobaczył płaczącą matkę
-Mamusiu nie martw się , nic mi nie jest.
-Ach..To ty synku , nie zauważyłam Cię.Wiem nie martwię się synku , ale...ale o coś innego się martwie...
-O co mamusiu?
-Nic konkretnego.
Po tej rozmowie John miał mętlik w głowie, skoro jego matka nie martwiła się o niego, to o co? My to wiemy ale nasz bohater niestety nie. Minął tydzień od tego wypadku. Chłopak wyszedł pobawić się z kolegami na dworze, matka została sama w domu. Miały godziny zabawy Johna i godziny zmartwień matki. Dochodził wieczór ale John jeszcze nie wracał, więc matka postanowiła zrobić kolacje. Udała się do kuchni ale... już nie wróciła... Otórz w kuchni czekał Assasin w czarnej szacie, prawdopodobie że ten sam co zaatakowal Johna. Zanim chwyciła za Pokeballa miała już nóż przy sercu, a Pokeballa przechwycił Assasin
-Nareszcie udało mi się zdobyć tego słynnego Golem'a! A teraz przejdźmy do rzeczy. Gdzie jest John?! - zapytał groźnym głosem mroczny Assasin
-Nigdy Ci nie powiem...Ty czarci pomiocie...- odparła matka
Assasin wyjął nóż i go schował po czym przez okno ulotnił się. Matka leżała na podłodze przez dobre kilka minut, kiedy nagle dom zaczął płonąć!! Ostatkiem sił udało jej się przeczołgać przed drzwi domu. Ale zaraz gdzie jest John? Otóż chłopak wracał już do domu, ale to co zobaczył... o mało co nie wprowadziło go w zawał i to w tak młodym wieku. Bez zastanowienia ze łzami w oczach podbiegł do matki i zaczął niecierpliwie pytać:
-Mamusiu , mamusiu co się stało?!
Matka bez słowa zamknęła oczy, przytuliła syna do piersi i po cichu mu powiedziała:
-Nigdy nie... zadawaj się... z Pokemonami , ale wiedz... że Cię kocham.
Gdy matka powiedziała swoje ostatnie słowa John poprostu wybuchł! Emocje nim zawładnęły i zaczął niszczyć wszystko co było w jego zasięgu : Ściany domu, drzewa, kwiaty. Minęło kilka godzin a nasz bohater dalej był w furii. Ale cóż to ? Nagle pojawiła się jakaś wysoka postać, po bliższemu przyjrzeniue był to starzec w podeszłym wieku.
- Chodź John, zamieszkasz u mnie. - Po tych słowach starzec odwórcił się i wolnym krokiem szedł w stronę swojego domu. John nie miał wyboru i musiła iść za starcem, wiedział że to nie jest odpowiedni moment na zadawanie pytań. Po kilku minutach za smugą dymu znajdował się ogromny pałac. *Czy to aby prawda? Czy ten starzec do przywódca Light Prestigio ?* W głowie chłopaka tliło sie masa pytań. Starzec i John szli tak w milczeniu dobre kilkanaście minut kiedy w końcu znaleźli się w ogromnym domu.
-Tutaj zamieszkasz przez pewien czas. - Spokojnym głosem powiedział starzec po czym wszedł do środka a John za nim. Było tu masa pokoi, wszędzie ludzie w jasnych szatach Assasynów. No, w końcu do pałac przywódcy, musi mieć jakąś ochronę. Wróćmy do naszej dwójki. Maszerowali długim korytarzem, na lewo masa drzwi, na prawo również, ale gdzie miał spać nasz bohater? Po pewnym czasie starzec otworzył wielkie drzwi, a za nimi był jeden z najlepszych pokoi jakie posiadał sam władca.
-Tutaj spędzisz noc. Dobranoc.
John rozebrał się, umył i poszedł spać. Kiedy rano się obudził nie znalazł swojego ubrania, ale znalazł jakieś inne, schludniejsze, nie miał wyboru więc się ubrał w nie. Nagle chłopak usłyszał pukanie do drzwi i cichy głos który mówił:
-Mogę?
-Tak , proszę - odparł John
W drzwiach zobaczył starca z uśmiechniętą miną.
-Mój drogi Johny, nie ma sensu abyśmy rozmawiali o twojej matce, co się stało to się nie odstanie. Postanowiłem że będziesz mieszkał u mnie aż w końcu będziesz mógł samodzielnie żyć.
Cała prawda.
Minęło 5 lat, nasz bohater jeśli dobrze obliczyłem to ma 10 lat. Przez ten czas w domu starca zaznał spokoju, ale jednak nie mógł zapomnieć o śmierci matki. Pewnego poranka starzec zabrał chłopaka na mały spacer po pałacu. Pokazał mu swój pokój, swój tron i plac treningowy. Jednak coś trapiło starca i w końcu musiał to powiedzieć John'owi.
-A więc mój młody John'ie, czas abyś poznał całą prawdę. Jak zapewnie wiesz twój ojciec również został zabity i to przez tego samego człowieka który zabił twoją matkę i próbował Ciebie zabić. Myśle że jest już odpowiedni czas aby uświadomić Ci jako moc w tobie tkwi. Eh... twoja matka napewno nie chciała by dla Ciebie takiego losu, ale to jest jedyne wyjście abyś mógł dokonać zemsty. Tak naprawdę to posiadasz ogromną więź z pokemonami. Zapytasz pewnie co to są pokemony. Otóż są to stworki które niewiadomo skąd pojawiły się na naszej planecie. To one są przyczyną naszych ciągłych walk oraz śmierci twoich rodziców. Dark Prestigio wykorzystuje pokemony do zarabiania pieniędzy oraz traktuja je surowo. Celem naszej organizacji jest zaprzestanie wykorzystywania pokemonów. Jednym słowem : Pozbycie się organizacji Dark Prestigio. Jako że posiadasz w sobie tą moc to pokładamy w tobie wielkie nadzieję. Narazie zapewnimy Ci trening, jedzenie oraz dach nad głową. Narazie to tyle - Starzec po tych słowach szybko zniknął zostawiając Johna samego bo wiedział że potrzebuje trochę czasu na namysł. Czym prędzej udał się do swojego lokum i zaczął intensywne myślenie.
Nastał kolejny słoneczny dzień, nasz bohater w ogóle nie zmrużył oka. Rozległo się głośne pukanie.
- Proszę wejśc - szybko powiedział John
- Ah , witaj mój młody przyjacielu. I jak przemyślałes wszystko?
- Tak! Jestem gotów zostać Assasinem!
- Bardzo dobrze - Nagle po tych słowach rozległ się błysk i ku ździwieniu John'a, starzec miał na rękach szatę Assasinów. - Proszę załóż ją, jest to elastyczny materiał który pozwoli nosić Ci tę szatę przez wiele lat. Chodź za mną
Starzec i John szybkim krokiem udali się do sali treningowej aby rozpocząć trening. Kiedy doszli na miejsce starzec przekazał naszemu bohaterowi rękawice treningowe
- Używaj ich rozważnie! Są to rękawice z bardzo mocnego materiału, zważając na niebezpieczeństwa które czekają Cię po opuszczeniu pałacu wydaje mi się że sam pokemon nie wystarczy Ci do obrony. Nasze treningi będą skupiały się na wykorzystywaniu ów rękawic. Nie traćmy czasu , zaczynajmy!
Pora na przygodę!
Minęlo 6 lat od kiedy John intensywnie trenował walkę wręcz, ale niestety nie udało mu się zdobyć jakiegoś pokemona. Minął właśnie ostatni dzień szkolenia, chłopak bardzo wykończony umył się i od razu poszedł spać. Następnego ranka kiedy się obudził zobaczył na stole jakieś dziwne rzeczy , a mianowicie : Pokedex, 5000$ w kopercie, PokenaV, Mapa, 2x Potion, 6x Pokeball. John czym prędzej spakował to wszystko do plecaka a Pokeballe przypiął sobie do pasa!
-Tak ,dzisiaj jest ten dzień!
Nasz bohater biegiem wyleciał z pokoju i biegł w kierunku pokoju starca. Był już prawie na miejscu, pozostało tylko przebiedz przez plac treningowy. Niczym błyskawica ruszył przez plac, ale zaraz, nagle John upadł na ziemię. Co się stało? Poczuł ogromny ból na plecach oraz jakies kłócie na sercu. Leżał tak przez dobre 5 minut, kiedy nagle na słońcu pojawił się jakiś cień. Tak, ten sam cień który go uratował od śmierci. Ale tym razem ów cień przyblizał się do ciała chłopaka, był coraz bliżej i coraz bliżej aż w końcu usiadł koło Johna. Nagle naszego bohatera przestały boleć plecy jak i serce. Wyjął czerwone pudełeczko i zeskanował stwork , okazało się że był to pokemon który zwał się Porygon. John był bardzo szczęśliwy, pogłaskał pokemona a ten pokiwał mu głową, czyli oznacza to że che być jego pupilkiem. Bez chwili zastanowienia dotknął go jedną z 6 piłeczek po czym przypiął do pasa. Po kilku minutach wznowił swój bieg aż w końcu znalazł się w komnacie starca
- Ach, dzień dobry mój przyjacielu. Jak się masz? Widzę że złapałeś swojego pierwszego pokemona! Dobrze, poraz w końcu "wprowadzić" Cię w zadanie które masz wykonać. Przede wszystkim musisz udać się w świat i stworzyć własną organizację która pomoże nam w walce z Dark Prestigio. Nasze siły nie wystarczą aby ich pokonać dlatego potrzebujemy pomocy z zewnątrz. Przy wyborze członków staraj się wybierać tylko najlepszych, nie możemy sobie pozwolić na porażkę... Widzę że masz potrzebne przedmioty, więc ruszaj czym prędzej!- John grzecznie podziękował za wszystko i wyruszył przed pałac. Zemsta narazie odeszła na drugi plan bo najważniejsze narazie jest pokonanie Dark Prestigio!
Cele:
~ Pomścić śmierć rodziców
~ Stworzyć organizację która wspomorzę w pokonaniu Dark Prestigio
~ Zostanie najlepszym Assasinem w walce wręcz
~ Odzyskanie Golem'a z rąk tajemniczego Assasina
Towarzysze: Cała nowa organizacja.
Wrogowie: Dark Prestigio
Wizja świata:
Prośby: Gra 18+. Tajemnicze, miłosne wątki. Poki z Kanto.




Akane12
Imię: Akane.
Nazwisko: Grancaro.
Wiek: 15.
Starter: Chimchar.
Profesja: Trener, Pisarz i fotograf.
Charakter: Spokojny chłopak ,który rzadko się denerwuje, wiecznie chodzący z głową w chmurach.
Wygląd: Niedługie ciemno brązowe włosy zachodzące na szmaragdowe oczy biały podkoszulek z ciemno czerwono-wiśniową deszczówką czerwonymi szortami i czerwonymi
trampki.
Miasto i region startu: Sinnoh, Eterna City.
Historia: Akane od urodzenia jest mistrzem robienia czegoś rękami dlatego już w 1 klasie podstawowej był lidem gier takich jak: ręczna, palant i takie tam. Nigdy nie zastanawiał się jak to być trenem jego ojciec zginął jako trener a także był przy stworzeniu Mewtwo i tego oto dnia cytował jak to się zdarzyło. Mało ciekawej wiosny po głowie Akane krążyły myśli jak i co dzieje się w tych czasie we wszechświecie? w drodze do starego pomnika Dialgi. Zastawiał się jak go stworzono, przecież nie odlali Dialgi w brązie. I wyobraził sobie siebie z okrążającymi go Pokemony na co przewidział ,że będzie trenerem. Uznał to za przepowiednie. Wiedział, że Luck także chciał zostać trenerem więc pędem pobiegł do jego domu. W paradował do jego domku i wydarł się na cały regulator LUCK!!! Luck spadł z łóżka i wypowiedział.
-co?
Akane powiedział co się stało i Luck wyłupił we Akane gały i powtórzył.
–Co?!
Akane zakomunikował to co do niego wcześniej powiedział wiedząc ,że jego mózg wolno pracuje. Luck popatrzył się na niego badawczo i zaczął się zastanawiać i w końcu wypowiedział się słowami.
-tak.
I tak razem udali się do Sandgem Town weszli do laboratorium zobaczywszy jednego chłopaka do , którego Akane i Luck mieli podejrzenie. Profesor luknoł z pod łba i powiedział miło.
–podjecie.
A na jego starej twarzy pojawił się uśmiech a także widać było trochę skudłaconych włosów ,zmarszczek i widocznych śladów na ustach Akane zgadywał ,że często się uśmiecha. Podeszli bliżej i widzieliśmy trzy PokeBalle Luck szepnął do Akane po cichu; Turtwig, Chimchar i Piplup. Profesor prześwietlił go starymi brązowymi oczami i zapytał się
-Skąd ty to wiesz?
Luck zawstydził się i był bardziej czerwieńszy od mojej kurtki i odrzekł
-Mój ojciec był profesorem w regionie Hoenn i razem z nim badaliśmy trochę ten region.
Profesor zdziwił się i przeszedł do roboty. Zapytał się tego dziwnego chłopaka jakiego wybiera. Ku oczom Akane pojawił się palec tego chłopaka i dziwnym akcentem ,który przeraził Akane powiedział.
-Oni pierwsi.
Zabrał swój koślawy palec sprzed oczu Akane ,który sięgnąwszy ręką po PokeBalla ,który był oznaczony małym płomieniem i wtedy na twarz nieznajomego pojawił się złość a ,także smutek .A po wyborze Lucka był to sam smutek a może i łzy. Luke wybrał ten z małym liściem na czubku został jedynie PokeBall z kroplą wody. Na twarzy nieznajomego pojawił się zły uśmieszek chociaż ślady po łzach wciąż były widoczne. Dokładny opis nieznajomej twarzy ,której nie było widać gdyż przykrył ją czapką ,która była czarno-zielona czarne włosy ,które były wystrzyżone po bokach a na karku zostawione, czarna koszulka na ,której wisiała plakietka wyglądająca mnie więcej tak:
Imię: Satoru
Nazwisko: Taychan
Wiek 16.
A potem tylko dżinsy i glany zgadując to gotyk lecz Akane i tak się go boi. Wiec profesor wręczy na Pokedex Akane był niebieski a Lucka był identyczny tyle ,że brązowy dostaliśmy pięć PokeBalli i razem z Luckiem wyszliśmy z laboratorium a z tamtą wróciliśmy do domu zabraliśmy ze sobą plecak wypchany; kurtką zimową, zapasowymi ciuchami właśnie Pokedex i PokeBllami dwoma butelkami wody i jakimiś tam jedzeniem. Kiedy już miałem wyjść po Lucka. Mama dała mi LuxuryBall i powiedziała – żebym używał go w ostatecznym wypadku nie mówiąc o zawartości pozwiedzała ,że Tato złapał to coś co w nim było przed jego śmiercią w Alto Mare ostrzegła ,żebym nie otwierał go nigdy chyba ,że tego potrzebuje. Schowałem go do plecaka i razem z Luckiem wyruszyliśmy na przygodę.
Cele: spełnić marzenie ,które przywidziało się Akane w pomniku.
Towarzysze: Jego przyjaciel Luck z dzieciństwa ,który marzy o zostaniu liderem kamiennych i ziemnych pokemonów. 15 letni chłopak bardzo wysoki jak na swój wiek Akane często na niego mówi ,,mały” jest w brązowym podkoszulku ,który jest jak by za duży i niedługie tego samego koloru co koszulka bermudy i jakieś tam koloru czekoladowe Adidasy. Blond włosy które są strasznie krótkie nie przykrywały jego piaskowego koloru oczu tak po zatym nic doda ci nic ująć. A potem może dojdzie Satoru.
Wrogowie: Charli mały wredny bachorek ubiegający za team Electrik, chcąc do niego dołączyć zawsze ma coś na Akane albo Satoru jakiś Pokemon, pułapka czy coś w tym rodzaju. 10-letni rudy chłopczyk ,który zaczął Pokemonem Plusle niewiadomo skąd go ma ale to zaczyna się robić denerwujące kiedy taka natrętna mucha ciągle za tobą lata i to tak dosłownie.
Wizja świata: Miły przyjemny póki nie pojawi się ktoś taki jak Team Electrik, Galactik czy osoba taka jak Charli.
Prośby: Brak.




Aki24
Imię: Jun
Nazwisko: Sato
Wiek: 15
Starter: Spheal wszystko o nim zobaczysz http://wiki.pokemonpl.net/Spheal
Profesja: Fotograf, Trener
Charakter: Zdecydowany chłopak nie dający za wygraną. Jednak jest spokojny i wędruje w gronie swoich przyjaciela i przyjaciółki.
Wygląd: http://imageshack.us/photo/my-images/59/chills.png/
Miasto i region startu: Floaroma Town Sinnoh
Historia: Urodził się w Alto Mare 23 kwietnia ostatni raz widział swojego ojca jak rozpływa się w niebiesko-lazurowy dym i jakieś duże niebieskie zwierze a może Pokemona. Tak dorastał z matką wyjechali z Alto Mare i zamieszkali w Floaroma zaczął chodzić do przedszkola i uzupełnić dzieciństwo grał w szachy, rysował, grał w ręczą i dostał aparat fotograficzny. Ale jego koszmary niedospane noce w okresie szkolnym co opuściło go trochę w nauce nie mógł się skupić na niczym. Pewnego dnia kiedy dowiedział się ,że może nie zdać przeraził się, uciekł do biblioteki i znalazł książkę dziwne nikogo nie było wziął ja usiadł i czytał . Doczytał się jak powstał świat „Arceus król Pokemonów 17 tarczowy użył jednej z nich typu ziemi i stworzył wielką kule. Użył dwóch następnych wody i trawy rozsiał trawę i wodę na całą kule ,którą później nazwał Ziemską. Lecz był tam pusto żadnej istoty podobnej do niego stworzył perłę i diament z perły stworzył Palkie z diamentu Dialge. Palkia została królem przestrzeni a Dialga czasu. Uznał ,że światowi brakuje początku użył powtórnie tarczę trawy i stworzył drzewo” Drzewo Początku” Jun był w szoku czytał a czas jakby stał w miejscu. Ale drzewu brakowało tego kto będzie je chronił i stworzył Mew zabawne małe wiecznie chcące się bawić stworzonko. Mew nie miało z kim się bawić brakowało mu towarzystwa zebrała 3 kawałki ważnych elementów; ogień, woda i trawa poszło do Dialgi i poprosiło o pomoc Dialga nie zgodziła się i proponowało o pomoc od Arceusa, Mew teleportowało się do swojego stwórcy i jego wymiaru poprosiło o towarzystwo. Arceus spełnił prośbę Mew i stworzy z poszczególnego żywiołu Pokemona z wody; Squirtle, Totodile , Mudkip , Piplupa i Oshawotta. Z ognia; Charmarder, Cyndaquil , Torchic, Chimchar i Tepiga. A z trawy; Bulbasaur, Chikorita, Treecko, Turtwiga i Sniviego. Mew miał towarzystwo a Arceus dał mu możliwość tworzenia nowych i nowych Pokemonów. Wtedy czas zaczął działać do biblioteki przyszły dzieci Jun zerwał się zostawił książkę i za wrócił po nią ale jej już nie było uciekł przyszedł do domu i powiedział mamie co się stało mama popatrzyła się na niego z łzami.
-Idź się przespać z tym.
Jun wykonał to polecenia ale nie wyspał się w śnię ukazał się jego ojciec ,który był w niebiesko diamentowym świecie ale to zaraz rozpłynęło się w proch ukazał mu się Mewtwo ukazał się i odrzekł „Czekam na ciebie wierz w siebie i walcz dojdź do mnie a dowiesz się o wszystkim co chcesz wiedzieć” obudził się w środku nocy zbiegł na dół i powiedział mamie ,że on po prostu musi.
-Nie!!
Odpowiedziała matka z obrazą.
-Ale ja muszę!!
W takim samym tonie odpowiedział wszedł z powrotem na górę ubrał się i wyskoczył przez okno popatrzył się jeszcze raz na okno rozżalił się i pobiegł w stronę innego miasta a prze myśl przebiegły mu słowa genetycznego Pokemona ”Czekam na ciebie” .
Cele: Pokazać Matce ,że nie jest 3-letnim dzieckiem i zostać trenerem.
Towarzysze: Hideki młodszy kolega Juna i brat Sky. Jest typowym treneroholikiem nie przestaje trenować jak na 14 lat jest wytrwały choćby miał podtrzymywać nieboskłon jest zawzięty. Hideki ma brązowe oczka brązowe włoski a tak po zatym ma białą deszczówkę, dżinsy i glany z herbem Włoch. Sky starsza siostra Hidekiego białe włoski brązowe oczy, krótki podkoszulek z wytatuowanym Starlym, Dżinsy i trampki. Sama mimo tego ,że brat ją czasami denerwuje bardzo się o niego martwi a charakter ma taki sam jak i on.
Wrogowie: Brak Jun raczej nie ma kłopotu z dogadaniem się z kimś chociaż zaczyna mieć podejrzenia co do Ariandy i jej Cubone ,która chodzi za jakimś facetem z wytatuowanym literom „HtM’’ Jun ma dziwne przeczucie ,że to jakiś Team.
Wizja świata: Miły raczej mało przerażający chyba ,że opuszczą go przyjaciele, rodzina a nawet Pokemony.
Prośby: Brak




Surreal
Imię: Surreal
Nazwisko: Mist
Wiek: 17 lat (rzeczywisty wiek 12lat)
Starter: Gastly
Profesja: Trener!
Charakter: Surreal jest żywiołowa i odważna. Czasem uparcie sama pcha się w kłopoty. Nie wdaje się w głupie dyskusje, a spory rozstrzyga w walce.
Wygląd: http:// foto.recenzja.pl/foty/dziewczyna_z_roza-172-995c6eccbc3955d8954083eead3d7dab. jpeg (usuń spacje)
Miasto i region startu: Chciałabym tylko Kanto. Miasto dowolne, wybierz Smile
Historia: Nie jest zbyt wyjątkowa. Surreal to zwykła dziewczyna, która pokochała pokemony. Często chodziła po lasach, łąkach i nad jezioro, gdzie spotykała różne pokemony, z niektórymi się bawiła, niektóre zostawiała w spokoju. Żadnego się nie bała.
Pewnego dnia zaraz po szkole wybrała się na spacer. Jeszcze przed zmierzchem znalazła jaskinię. Nigdy tam nie była, więc niepewnie przystanęła u wylotu. Kiedy jednak usłyszała ze środka śmiech, pobiegła zobaczyć, czy może się przyłączyć do zabawy.
Nikogo jednak nie znalazła, a kiedy opuściła jaskinię, niemal cudem znajdując wyjście, była już ciemna noc. Przeklęła swoją lekkomyślność i co sił pobiegła do domu, uspokoić zmartwionych rodziców. Cały czas czuła się dziwnie obserwowana...
Kiedy weszła do domu, bardzo się zdziwiła, kiedy na jej widok Persian matki zaczął potwornie syczeć, a Chatot ojca o mały włos nie dostał zawału. Zrobiło się wielkie zamieszanie; rodzice z ulgą patrzyli na powrót córki, a jednocześnie wrzeszczeli ze strachu. Po dłuższej chwili Surreal zrozumiała, że nie wróciła z jaskini sama. Za nią bezszelestnie przyleciał duch, a dokładniej rzecz biorąc Gastly.
Kiedy wszyscy się uspokoili, Gastly też był grzeczniejszy. Zainicjował kolejną zabawę z dziewczyną. Dopiero wtedy zrozumiała, że zyskała nie tylko swojego pierwszego pokemona, ale też przyjaciela.
Cele: Zdobyć ulubione pokemony, wytrenować je na najwyższe stadia ewolucji i przeżyć wiele ciekawych przygód.
Towarzysze: Dziękuję, ale nie.
Wrogowie: Może się jakiś pojawić w grze. Nie nalegam, ale i nie protestuję (;
Wizja świata: Najmilsze, bogate w przygody Kanto.
Prośby: Żeby fabuła się trzymała kupy, tzn jeśli dostanę jakiegoś pokemona, to żebym go też znalazła/dostała w fabule. Ale siostra (Mozaika) mówiła, że nie masz z tym problemu Smile




Koorin
Imię: Koorin
Nazwisko: Morgernstern
Wiek: 17 lat
Starter: Vulpix "Kyuung"
Profesja: Trener(niech ci będzie)
Charakter: Ponury, wiecznie zły, niemiły. Kiedyś było inaczej...
Wygląd: Wide Avatar
Miasto i region startu:
Historia: Urodziłem się 17 sierpnia 1994 roku. Byłem małym, rozkosznym maluchem o błękitnych oczach. Podobno.
Moje wspomnienia rozpoczynają się w wieku pięciu lat, kiedy to dostałem mojego pierwszego pluszaka pokemon. Miał wygląd pięknego Samurotta. Byłem nim zachwycony. Postanowiłem w przyszłości wychować takiego pokemona.
Następne wspomnienie jest już mniej miłe. Miałem wtedy 7, może 8 lat. Pamiętam, że siedziałem na kolanach ojca, podczas gdy matka leżała w łóżku ciężko chora. Płakała. Ojciec nie. Siedział cicho, a jego mina wyrażała ból. Spojrzał na mnie tak dziwnie, twardo. Jak nigdy.
W wieku dziesięciu lat dostałem swojego pierwszego pokemona. Był to Oshawott, tak, jak to sobie wymarzyłem. Jednak... Dziś uważam, że nie był to dobry pomysł. Pokemon najwyraźniej był jeszcze dziki. zaatakował mnie swoją muszelką. Trafił w oko. Stało się ono przekrwione. Ukrywam je głównie pod włosami, by nikt nie zauważył. Oddałem go profesorowi. Już nigdy nie chciałem mieć pokemona.
W wieku 17 lat umarł mój ojciec. Pozostawił mi w spadku jedynie pokeball. Był owinięty w kartkę papieru. Rozwinąłem ją.
"Drogi Koorinie" przeczytałem "Tak bardzo mi żal, że muszę odejść. Wiem, że nie byłem najlepszym ojcem i nie wychowałem cię dobrze. Chciałbym jednak, abyś spełnił moją ostatnią prośbę: Weź tego oto pokemona ze sobą i wytrenuj go. Proszę". Tu kończył się list. Wziąłem pokeball do ręki i otworzyłem go. Był w nim Vulpix. Po moich policzkach pociekły łzy. Postanowiłem wyruszyć z nim w podróż, by wytrenować tego pokemona. I być może... Być może odnajdę tego Oshawotta, który mnie oszpecił. Odnajdę i pokonam
Cele: Odnaleźć Oshawotta i go pokonać.
Towarzysze: Virdia(tak jakoś później, powiedzmy przy łapaniu pierwszego poka?). Towarzyska, sympatyczna, cicha, spokojna(czyli moje przeciwieństwo)
Wrogowie:Xander(W późniejszej części, najlepiej po pierwszym Gymie). Wyniosły, pewny siebie pyszałek(Tylko żeby miał tamtego Oshawotta)
Prośby: Odpisy ciekawe i miłe dla oka




Ares
Imię: Ares
Nazwisko: Chi
Wiek: 13
Starter: Schyter
Profesja: Trener
Charakter: ?Udaje twardziela, lecz ma wielkie serce. Jest nie miły dla nieznajomych, lecz gdy się do kogoś przywiąże to może za niego oddać życie.
Wygląd:
Miasto i region startu: Niech będzie Hoenn, Slateport
Historia:
W dalekim wszechświecie, ej co ja gadam, ja przecież nigdy nie byłem w wszechświecie! Zacznijmy od nowa. W dalekim świecie, na samym jego skraju, gdzie żadna rasa ludzka, pokemony zebrały się w samym środku lasu. Las był zwykle cichy i spokojny, nie słychać tam było nigdy nawet małego odgłosu. Pokemony żyjące w tym miejscu zajmowały calutki las, oczywiście nie było trudno im się poruszać, jeśli jeden chciał się ruszyć, to ten drugi się przestawiał i tak cały las. W tymże lesie 340 dni na 356 w roku była noc. Gdy przez te 16 dni było jasno, wszyscy chowali się do swoich domów, ponieważ byli przyzwyczajeni do mroku.
Wróćmy do tego dnia. Był to akurat przedostatni dzień słońca. Jak już mówiłem był to dzień słońca, więc żyjące w tym lesie pokemony powinny siedzieć już dawno siedzieć w swych norkach. Tak jednak nie było.
Wszyscy byli zgrupowani w sercu lasu i pytali od jednego do drugiego
„Co się stało?!” „Co to było?”.
Albo drąc się „Dajcie mi przejść!” „Ej ty, ja też chcę zobaczyć!”. Nagle odezwał się król lasu, wielki i potężny Scpetile.
- Cisza!! Kto się odezwie ten będzie wygnany z krainy! ich wódź, był bardzo surowy, on nigdy nie żartował. Jak on coś mówi, tak też zrobi. Słuchajcie. To stworzenie zostało przybyło do nas dzięki naszym przyjaciołom, falom. Jest to tak zwany „człowiek”. *wszyscy robią „och!” * Nikt z zebranych tu osób nie wiedział co to ten „człowiek”. Słyszeli o nich tylko mity i legendy, ale nikt nigdy ich nie widział. Krążą plotki, że Sceptile, ich wódz, spotkał się kiedyś z człowiekiem. To może wyjaśniać fakt, że ma bliznę na oku. Sam odpowiadał, że człowiek zmusił go do walki z jakimś gigantem. Wygrał, lecz został po tym ślad, właśnie ta blizna. Jakaś stara Unfezant podleciała do dziecka.
- Ciekawe stworzenie! Tylko jest mały problem: takie malutkie stworzonko, nie może być same na świecie. Trzeba nim się opiekować. Ja się tym chętnie zajmę, kto może wiedzieć więcej o wychowywaniu, niż matka 40 dzieci? Proszę pana, czyli mogę wychowywać te stworzenie? Ptaszyna usiadła na gałęzi i czekała, aż odpowie jej wódz ich wszystkich.
- Nich pani będzie. Tylko ma pani pamiętać, jeśli coś stanie się dziecku, to pani się coś stanie.
Babcia podziękowała i odleciała z dzieckiem w szponach. Doleciała aż do swego gniazda. Cóż, nie można powiedzieć, że tam nie było wygodnie. Tam było wspaniale! Z zewnątrz wygląda jak zwykle gniazdo, malutkie, ciasne i całe z patyków i słomy. To bzdura! Wewnątrz jest wielkim i przytulnym domem! Jest tam tajne przejście do środka drzewa, gdzie jest telewizor, mata do tańca i wiele innych zabawek. Mijały lata i dziecko rosło. Miało już 4 lata. Za to jego „matka” już była stara. Nie długo będzie miała już 100 lat. W pewien dzień, bardzo ruchliwy dzień, wydarzyło się coś strasznego! Staruszka umarła. Została przeprowadzona sekcja zwłok. Okazało się, że została zmiażdżona przez ten wielki ruch. Chłopiec płakał przez wiele dni. Wódz nad wodzami zwołał wszystkich do serca lasu, znowu.
- Ten chłopiec znów jest bezdomny! Czy jest ktoś, kto zgodzi się go przygarnąć? Ja niestety nie mogę..
Pod stopami wodza, pojawił się Dugtrio kopiący swe tunele.
- Ja mogę się nim zająć, albo raczej my. Może zamieszkać w naszych tunelach, pomógł by nam kopać. Nikt nie wiedział, że u Unfezant chłopiec nauczył się latać. Wszedł za kopaczem to tunelu i zaczął z nimi kopać. Znał już nowy żywioł, ziemię. Na razie zna tylko Powietrze (dzięki temu umie latać) i ziemię (dzięki temu umie kopać). Gdy dokopali się do stałego domu kopaczy, poczuł się jak u staruszki. Wszystko było takie same! Od razu położył się na kanapie i zasnął. Śniło mu się, że został pokemonem. Był to przepiękny sen! Mógł władać wszystkimi żywiołami i atakami jakie istniały. Gdy się zbudził, zobaczył, że jest pod ziemią. Słyszał jakby ktoś płakał.
- Dlaczego? Powiedź mi dlaczego?. Wykopał się z ziemi i wszyscy zaniemówili.
- To ty żyjesz?! zapytał chłopca wódz.
- Oczywiście, że żyję!! Co wy sobie wyśmieliście?! Ja tylko spałem! powiedział chłopiec i zrobił minę =.=
- Coś wyście sobie myśleli?! Zwalniam was z pełnienia funkcji jego opiekuna! wódz wyglądał na bardzo zdenerwowanego.
Od teraz ja się nim zajmę, nikt nie ma prawa się do niego zbliżać bez pozwolenia. Nagle chłopiec wzniósł się w powietrze i zaczął strzelać błotem.
- Widać ta biedna staruszka i te pacany czegoś go nauczyły ... wódz zaczął rozmyślać.
- Hej, mały, chciałbyś nauczyć się innych żywiołów? Widać masz do tego talent! chłopak się uśmiechnął i zaczął trenować z „wujaszkiem”, tak kazał się nazywać wódz. Ta technika była trudniejsza niż inne, chociaż jednej uczył się rok... była to sztuka latania. Babcia uczyła go tej sztuki w tajemnicy, ale była bardzo trudna. W końcu, bo tym roku prób mu się udało. Teraz były trzy podstawowe żywioły, woda, ogień i trawa. Nie mógł nauczyć go wszystkim tylko wódz, musiały mu w tym pomóc inne pokemony. Żywiołu trawy uczyłem się najwięcej ze wszystkich. Aż dwa lata! Może to temu, że wódz przywykł do mnie i ciągle mówił:
Nie, to nie tak! i pokazywał jeszcze raz. Nawet jeśli wykonywałem to dobrze, na mnie krzyczał. W końcu musiał się ze mną rozstać
Do mego nowego opiekuna, Steelixa, od razu powiedział:
Jeśli mu się coś stanie to ... dalej wolałem nie słuchać. Nowy opiekun wziął mnie na grzbiet i zaniósł do stóp wielkiej góry. Góra wyglądała jakby była cała ze stali. Opiekun wytłumaczył mi, że to prawda, że góra jest zrobiona ze stali. Powiedział także, że mieszkają tu wszystkie stalowe pokemony z naszej wyspy. Wszystkie miały wykopane w górze swe dziury i tam właśnie mieszkały. Mój opiekun miał największą dziurę ze wszystkich. Pokazał mi mój kąt do spania i jego. On zajął sobie mniejszy, bym ja miał więcej miejsca. Sztuki stali nauczyłem się dość szybko. Ten opiekun nie miał problemów z pożegnaniem, choć łezka z oka mu popłynęła. Przez trzy lata miałem opanowane już: Lot, Ziemia, Trawa, Stal, Woda, Ogień, Mrok, Kamień, Lód, Elektro, Duch i Psychikę. Tak, były takie same jak typy pokemonów, bo właśnie te stworzenia mnie ich uczyły. Brakowało mi już tylko najtrudniejszego, smoczego! Moim nauczycielem został Hydreigon. Nie miałem zbytnio problemu, ponieważ umiałem już latać i mogłem robić to co on. Ta sztuka była bardzo trudna, lecz dałem radę. Po poznaniu wszystkich żywiołów, postanowiłem zbudować swą własną norkę. Użyłem wszystkich żywiołów które znałem i moja norka latała, była zrobiona z ziemi, trawy, wody, ognia i lodu i dorzuciłem trochę dodatków. Pewnego wietrznego dnia, a dokładniej nocy, ponieważ już mówiłem na początku, że tu jest 340 dni ciemno, moja norka zaczęła latać w to i wewte. Na wyspie było zawsze ciepło, a tutaj? -50 stopni. Myślałem, że zamarznę, gdy moja norka wylądowała na ziemi. Wszędzie było pełno wysokich stworzeń, które wyglądały tak jak ja! Były ubrane w bardzo, ale to bardzo grube ubrania i niektórzy stali bez ruchu, zamarzli. Coś za mną kichneło. Była to mały/a Schyter. Przypomniałem sobie, widziałem go już raz na wyspie. Najwidoczniej przed moim odlotem był w mojej norce i odleciał razem ze mną. Zacząłem się rozglądać. Zapytałem przechodniego, gdzie ja jestem. Odpowiedział, że jestem w Slateport. Co to Slateport?! Mój przyjaciel, Schyter, wiedział co to jest. Powiedział, iż to jest taka kraina, gdzie mieszkają ludzie, tacy jak ja. Opowiedział mi także, że tutaj jest zwykle zimno. Podszedł do mnie jakiś stary, brodaty człowiek.
- Witaj mały! Jak się nazywasz? zapytał, próbując być miły.
- Ares popatrzyłem na niego smutnym wzrokiem i przytuliłem się do Schytera.
- Powiedź mały, co cię tu sprowadza?
- Wiatr człowiek popatrzył na mnie wzrokiem, jakby nic nie rozumiał.
- Wiatr mnie tu przygnał wytłumaczyłem.
Ciekawe, choć za mną. człowiek zaczął iść na północ, pokazując, żebym szedł za nim. Po długim chodzeniu, doszliśmy do wielkiego budynku. Człowiek otworzył drzwi i powiedział bym wszedł. Było tam wyjątkowo ciepło.
- Czy to jakiś Torchic panu ogrzewa te mieszkanie? Jest tu strasznie ciepło! powiedziałem.
- Co? człowiek zaczął się śmiać Nie, to tylko ogrzewanie i mam rozpalone w kominku.. Nie wiedziałem co to „kominek” i „ogrzewanie”. Wychowałem się przecież wśród pokemonów.
Wzniosłem się w powietrze i człowiek, który zwany był Profesorem, patrzył na mnie zdziwony.
- Ty, ty umiesz latać? zapytał z otwartą buzią.
- Oczywiście, a pan nie? Mnie nauczyła moja pierwsza opiekunka, Unfezant. byłem pewny, że wszyscy ludzie umieją latać.
- Ja nie, nikt mnie nie uczył. Umiesz coś jeszcze? pokazałem mu wszystkie me mocy a on na wszystkie patrzył ze zdziwioną miną.
- Fajne? Słuchaj, czy ma pan jakąś mapę?.
- Oczywiście! Jaki wielki profesor jej nie ma? podał mi mapę a ja zacząłem szukać na niej mojej dawnej wyspy. Tympole mi pomagał, lecz nic nie znaleźniśmy.
Czy wie pan, gdzie jest taka mała wyspa na środku Pacyfiku?
Nie, nie znam popatrzyłem smutnie na Profesora i postanowiłem sam odnaleźć moją wyspę ojczystą. Pożegnałem się z profesorem. Schyter szedł przy mnie i postanowił razem ze mną wyruszyć na poszukiwania. Ja po prostu muszę tam wrócić!
Cele: Wrócić do mojej ojczystej wyspy
Towarzysz: Może się pojawić w przygodzie.
Wrogowie: Brak
Wizja świata: Świat ludzi jest dla mnie bardzo dziwny. Nie znam żadnych ich obyczajów, ani urządzeń.
Prośby: O ciekawą fabułę gry.




Iz
Jeśli jeszcze tylko można?

Imię: Iz (czytaj: Izi)
Nazwisko: Wolałbym bez ale jeśli potrzebne to :Itach
Wiek: 14
Starter: Charmarder
Profesja: Hodowca/Trener
Charakter: Ognisty zresztą jak innych z jej rodziny. Iz jest życiową pełną pomysłów dziewczyną ,która mimo wszystko nie powstrzyma się od walki. Boi się Pokemonów typu wszystkich ,które mogły by zranić Charmardera i jego ewolucje.
Wygląd:
Miasto i region startu: Dolina Charizardów, Kanto.
Historia: Urodzona w Dolinie Charizrdów. A może nie tak dokładnie została Adoptowana przez Izu. Przywódczyni Doliny odebrała ją od biologicznej matki z poparzonymi dłońmi. Tak właśnie tak Iz miała poparzone dłonie od urodzenia i wstręt do pokemonów typu wody. Jedynym Pokemonem ,którego się nie bała była Staryu. Jedyny Pokemon wodny w dolinie. Izu jej nowa matka wychowywała ją jak własne dziecko i nauczyło jak mieć dobre relacje z Pokemonami z tego okręgu. Iz miała małe mieszkanie ,które dzieliła z małą rodziną Charizardów. Dwóch dorosłych , jednego w drugim stadium ewolucji i dwa Jaja. Iz umiała dotykać ognia i się nie poparzyć, a jej poparzone ręce były w świetnej formie. Umiała także rozmawiać z Charizardami i innymi. Iz nie zastanawiała się co się stało z jej Biologiczną matką ,gdyż Izu wszystko powiedziała. Iz doskonale znosiła to co było prawdą, jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy. Izu starzała się i ktoś musiał jej pomagać, mimo wszystko Izu nie chciała ,żeby córka jej pomogła tylko chciała aby opuściła Dolinę i wyruszyła w inne miejsca te ,które Izu tylko chciała zobaczyć. Iz wybrała swojego ulubionego Charmardera i zaczęła ruszać w to co tylko jej się marzy.
Cele: Pokazać rodzicom ,że nie musi być maksymalnie ,żeby najsilniejszy. (Wolne tłumaczenie pokazać ,że Nie musi mieć Charizarda ,żeby być najsilniejszą). Jeszcze inaczej, Izu oczekuje u mnie silnego Charizarda a ja go nie chce.Osobiście wolałbym Charmeleona. Wink
Towarzysze: Aktualnie brak ale podczas opowieści możemy kogoś tam podrzucić Wink
Wrogowie: To zostawiam tobie ale może być tak jak z Towarzyszami.
Wizja świata: To też zostawiam tobie może być nawet zupełnie bez sensu ale ,żeby był.
Prośby: Brak




Tomasz
Imię:
Clyde
Nazwisko:
Stratton
Wiek:
18 lat
Starter:
Wooper

Profesja:
Trener
Charakter:
Clyde ma z natury dobre serce. Czasami zgrywa twardziela, ale nie skrzywdziłby nawet muchy (chyba, że ma packę). Łatwo nawiązuje przyjaźnie. Ze względu na swój „dorosły” wiek stara się opiekować innymi z różnym skutkiem. Jest odważny i nie zawaha się pomóc innym w potrzebie, niezależnie czy to człowiek czy Pokemon. Jak na ironie jest też dość naiwny i łatwo wierny. Czasami intuicja powie mu, żeby komuś nie ufać, ale baaardzo rzadko.
Wygląd:

Miasto i region startu:
Castelia City w regionie Unova
Historia:
Clyde urodził się w Castelia City w regionie Unova. Jako jedyny syn swoich rodziców był ich oczkiem w głowie. Nauczyli go oni jak być dobrym dla ludzi i Pokemonów. Dorastał w miłej i pozytywnej atmosferze. Potem został wysłany do szkoły. Uczył się pilnie, poznawał nowych przyjaciół i pomagał w domu. Jego najlepszym przyjacielem był chłopak o imieniu Azria. Był on energicznym chłopakiem młodszym od Clyde’a o rok. Życie toczyło się spokojnie.
Wszystko jednak się zmieniło.
Pewnego dnia kiedy obaj chłopcy wracali molem ze szkoły jeden z wieżowców eksplodował. Wyglądało to tak jakby wewnątrz wybuchła bomba. Azria zamarł. Do Clyde’a dopiero po chwili dotarło, że tam pracowali rodzice chłopaka. Przerażeni obserwowali jak wieżowiec przewraca się na stojące tuż obok budynki. Wiele bomb zostało aktywowanych w tym samym momencie. Eksplozje zaczęły niszczyć wszystko. Zupełnie jakby caluteńkie miasto było zaminowane, a jeden wybuch uruchomił kolejne. Wszędzie roznosiły się krzyki. Miasto zalała dusząca mgła gruzów. Ogień palił resztki domów. Do tej pory chłopcy byli bezpieczni. Stali na skraju miasta, na molu. Clyde’a przeszło złe przeczucie. W tym samym momencie wybuchł ładunek przymocowany pod molem. Drewniana konstrukcja zaczęła walić się do wody. Ładunki eksplodowały kolejno niszcząc kolejne części pomostu. Obaj jeszcze stali, bo nie doszła do nich mordercza eksplozja. Już niedługo. Clyde chciał rzucić się do ucieczki, ale Azria stał sztywno. Płakał. Patrzył cały czas w gruzy wieżowca, który został zniszczony jako pierwszy. To pod jego gruzami byli rodzice chłopaka. Clyde szybkim ruchem chwycił go, przerzucił sobie za plecy i upewnił się, że mocno go trzyma. Żeby nie puścić go zapiął na jego dłoniach jeden z pasków swojej kurtki. Zaczął biec w stronę miasta. Wybuchy niszczące molo prawie ich dosięgnęły, ale zdążył. Nic im się nie stało. Ostrożnie puścił Azrię. Ten tępo osunął się na fragment jakiegoś budynku. Łkał dalej. Trwało kilka minut. Potem otrząsnął się i wstał. Patrzył w przestrzeń wściekłym spojrzeniem, ale dalej miał przeszklone oczy. Nagle znikąd w powietrzu pojawił się sterowiec. Wyświetlał jakąś wiadomość wideo. Ukazał im się starszy mężczyzna w stroju pirata i przepasce na oko.
- Mieszkańcy regionu Unova, tu Król Piratów! My, Evil Pirates, przejęliśmy miasto Castelia! Niech rząd przemyśli warunki poddania się jeśli chce, żeby straty w ludziach nie przekroczyły tych w Castelii.
Z jego wypowiedzi jasno wynikało, że wiedział mniej więcej ilu zginęło. Czyżby to wszystko było wcześniej skalkulowane. Clyde’owi zrobiło się niedobrze myśląc o tym.
- Ci którzy przeżyli niech mają się na baczności! Dopilnuję, żeby liczba ludności Castelii wynosiła równe zero! Największe miasto Unovy… zostanie zniszczone razem ze wszystkimi mieszkańcami!
Zaczął się śmiać jak wariat, a potem transmisja została przerwana. Po gruzach wciąż roznosiło się echo jego śmiechu. Azria stał dalej. Widać, że trudno było się mu opanować.
- Azria… - zaczął Clyde.
Jego przyjaciel nie wytrzymał. Znowu zaczął płakać i mocno wtulił się w Clyde’a szukając pocieszenia. Ten objął ostrożnie Azrię. Stali tak aż chłopak znowu się nie uspokoił. Po chwili stali naprzeciwko siebie bez słowa. Clyde zastanawiał się jeszcze nad czymś. Jego rodzice. Ich dom był poza zasięgiem eksplozji, więc jest szansa, że nic im się nie stało.
- Chodźmy do mojego domu – powiedział.
Deptając gruzy doszli do wpółspalonego parku. Prze nim stał domek. Lekko nadpalony, ale cały. Weszli z nadzieją do środka. Rozejrzeli się. Nadzieja zniknęła. Wnętrze domu wyglądało jak po huraganie. Ktoś wyraźnie go przeszukiwał. A po rodzicach ani śladu. Żadnej wiadomości… Clyde’a olśniło. Wiedział o specjalnym schowku rodziców. Oni nie wiedzieli, że on wie. Może i lepiej, bo by go przenieśli. Podbiegł do ceglanego kominka. Wyciągnął jedną cegłę. Puknął nią o ścianę tak, że otworzyła się jak pudełko. Wypadła z niej kartka.
    Drogi Clyde,
    Jeżeli czytasz teraz tę wiadomość to wiedz, że musisz szybko uciekać z miasta. Musisz wiedzieć, że my też jesteśmy zamieszani w tę sprawę. Evil Pirates będą chcieli złapać Cię jako pierwszego. Szukają zakładników. Ponadto masz coś czego oni nie mogą dostać. Twój kolczyk jest zrobiony z kamienia o niezwykłych, ale i niebezpiecznych zdolnościach. Więcej nie możesz wiedzieć.
    Rodzice

Chłopcy patrzyli zdenerwowani w kartkę. Clyde odruchowo sięgnął do ucha i dotknął czarnego kolczyka. Z przerażeniem dotarło do niego, że wisi nad nim jakaś mroczna tajemnica. Zadrżał. „Szukają zakładników”. Niby do czego? Potrząsnął głową jakby chciał wygonić z niej ponure myśli. Nie mógł pozwolić sobie na ani chwilę słabości.
- Pokonamy Evil Pirates – oznajmił groźnie. Spojrzał uważnie na Azrię. – Zabijemy Króla Piratów.
Wiedział, że tylko tak będzie można pomścić rodziców jego przyjaciela. Zerknął na niego znowu. Azria stał wyprostowany. Ku zaskoczeniu Clyde’a, uśmiechał się. Uśmiechał się z satysfakcją. Clyde’owi zawsze udawało się podnieść go na duchu w trudnych chwilach. Ta była najtrudniejsza. I znowu mu się udało. Chłopak czuł pewność siebie. „Uda nam się!” powtarzał sobie w myślach. „W końcu jestem dorosły”! Nagle jego serce zabiło szybciej. Przez jego ciało przeszła fala delikatnego ciepła. Podświadomie odwrócił głowę w stronę wciąż uśmiechniętego Azrii. Serce dalej biło szybko. Zaczął się lekko rumienić. TRZASK! Nagle przed drzwi frontowe przebiło się dwóch ubranych jak piraci mężczyzn.
- Idziecie z nami – oznajmił jeden władczo.
- Nie! – zdenerwował się Azria.
Clyde nie opanował jeszcze emocji. Serce biło wciąż jak szalone, ale chłopak sięgnął po PokeBall. Wiedział, że nadeszła pora na bitwę.
Cele:
* zniszczyć Evil Pirates,
* zabić Króla Piratów,
* odnaleźć rodziców.
Towarzysze:
Azria Haynes [17 lat]

Pokemony:

Wrogowie:
~Evil Pirates
Chciałbym poznać jakiegoś rywala równolatka w trakcie przygody.
Wizja świata:
Taki jak w Anime, tylko że bardziej brutalny. I tolerancyjny ;3
Prośby:
* Chciałbym, żeby w Unovie żyły Pokemony ze wszystkich regionów.
* W miarę bogate opisy.
* Po zakończeniu głównego wątku chciałbym mieć jakiś nowy wątek przewodni.
* Love story między Clydem, a Azrią.





Soul
Imię: Jake
Nazwisko: Soul
Wiek: 16 lat
Starter: Squirtle ( ale daj jeszcze 3 do wyboru jakieś losowe - może zmienię zdanie Razz)
Profesja: Trener, młody czarodziej dnia i nocy ( pózniej wyjaśnie)
Charakter: Miły, pomocny, zaradny , samodzielny, odważny, skromny i dobry chłopak.
Wygląd: http://illiweb.com/fa/pbucket.gif
Miasto i region startu: Kanto,Pallet Town
Historia: Nazywam sie Jake i pochodzę z małej rodzinny mieszkjącej w środku PAllet Twon. Dla wielu ludzi jestem normalnym chłopakiem, ale nikt prócz mojej rodziny nie wie o specyficznym darze, który posiadam. A mianowicie jest to dar władania pewnym rodzajem magii. Potrafię przyzwać kulę światła - stworzoną z jasnej dobrej i pomocnej energii oraz kulę cienia - stworzoną z ciemnej, destrukcyjnej i bardzo silnej energii. DO tej pory uczę się panować nad mocami. Rodzice nie wiele mi otym mówią, poniważ twierdzą, że wszystkiego dowiem sie w swoim czasie. Mam już 16 lat. Ojciec jest hodowcą pokemonów, a matka pracuje w centrum pokemon w moim rodzinnym mieście. CO do samych tajników mojej mocy to niewiele wiem. Dostałem naszyjnik na 15-ste urodziny, który podobno ma mnie chronić przed owładnieciem mnie przez jedną z moich mocy ( utrzymuje coś na kształt równowagi). Mam kilkoro przyjaciół w moim mieście, lecz żadne z nich nie posiada takich mocy jak ja, chociaż jest jeden chłopak, który budzi mój nie pokój. Jest to Jerry Hawk. Od dzieciaka mam z nim problemy, zawsze uważa się za lepszego, jego pokemonem jest Mudkip i zawsze coś tam mruczą pod nosem gdy wieczorem wracam sam do domu. Sam nie wiem... Może on też ma jakąś moc, a może po prostu jest upierdliwy?... Dziś jest dzien kiedy wyruszam w moją podróz pokemon. Za dużo o sobie nie wiem i chce sie dowiedzieć. ( po prostu nie chce zeby za dużo było ustalone, zaskakuj mnie Smile) Tata właśnie mnie podwiózł pod laboratorium profesora Oak'a, mam już całą wyprawkę i tylko czekam na odbiór pokemona. ( przepraszam ze tak ogolnikowo ale chce miec jak najwieksza zabawe z gry i nie chce Cię nic ograniczać.)
Cele: Ćwiczenie mocy dnia i nocy oraz doskonalenie sie w różnych aspektach życia.
Towarzysze: Może później kogos wkręć. Jakąś dziewczyne czy coś.
Wrogowie: Jerry Hawk i jego poki. Możę tez jakies inne epizodyczne.
Wizja świata: Kanto, Świta pokemon, wszystkie postaci z anime: Gary itd. Różne nowe postaci i kreuj dużo ciekawych pomysłów prosze Smile
Prośby: O najciekawszą grę, dużo walk, różne ciekawe wątki itd Very Happy Jakieś zawody, ligę itp
avatar
Cieniu
Admin

Male Liczba postów : 3448
Birthday : 07/04/1991
Join date : 16/01/2013
Age : 26
Skąd : Śródziemie

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics
» Yuya

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach